Weronika Krupko: Tenis pozwolił mi wrócić

– Prowadzę akademię PoWer Tennis Academy, która działa na kortach w Poznaniu - mówi Weronika Krupko. Fot. Archiwum prywatne W. Krupko

W nocy z 2 na 3 listopada 2024 roku w Słupsku doszło do tragicznego wypadku. 20-letni kierowca samochodu marki BMW, będąc pod wpływem alkoholu (blisko 2 promile w wydychanym powietrzu) oraz substancji narkotykowych, stracił panowanie nad pojazdem na łuku drogi. Auto uderzyło w barierki oddzielające jezdnię od chodnika, a następnie dachowało, potrącając grupę sześciu osób idących chodnikiem. Jedną z potrąconych osób była Weronika Krupko.

W wyniku zdarzenia jedna osoba zginęła na miejscu. Pięć innych osób, w wieku od 22 do 23 lat, zostało rannych i przewiezionych do szpitali w Słupsku i Lęborku. Stan jednej z poszkodowanych, 23-letniej kobiety, określono jako ciężki – przeszła trudną operację i walczyła o życie…

Tą dziewczyną jest nasza redakcyjna koleżanka, Weronika Krupko – świetna dziennikarka i ceniona trenerka tenisa z Poznania.

To zdjęcie Weroniki Krupko zostało zrobione przed tragicznym wypadkiem. Fot. Archiwum prywatne W. Krupko
To zdjęcie Weroniki Krupko zostało zrobione przed tragicznym wypadkiem. Fot. Archiwum prywatne W. Krupko

Weronika swój najważniejszy mecz w życiu wygrała. Miałem okazję z nią porozmawiać i wyszła z tego rozmowa, która może dać siłę każdemu z Was. Ta rozmowa jest jak darmowa konsultacja z mental coachem – bardzo inspirująca.

Mam takie powiedzenie: „Tenis jest jak życie”. Można to powiedzieć odwrotnie… Chodzi mi o wszystkie interpretacje tego stwierdzenia. Nieprzewidywalny, przewrotny, zaskakujący, pełen samotnej walki z przeciwnościami, ale i z sobą samym. Ale jest też piękny. Chyba się zgodzisz, bo zdaje się, że ta interpretacja, szczególnie teraz, idealnie wpisuje się w Twoje życie?

– W pełni się zgadzam, tenis naprawdę sporo pomógł mi w mojej przygodzie.

Nazywasz wypadek przygodą? No nieźle! W takim razie chyba już oswoiłaś traumę. Pamiętasz ten dzień? Możesz opisać co się wydarzyło? Zdaje się, że broniłaś siedmiu meczboli, a i tak wygrałaś mecz…

– Na całe szczęście nic nie pamiętam z tego wydarzenia i mam nadzieję, że to wspomnienie już mi się nie odblokuje (uśmiech).

No dobrze, nie wywołujmy zatem złych wspomnień i sięgnijmy do tego, co wydarzyło się później… A mam wrażenie, że pierwszą rzeczą, o której myślisz po wybudzeniu, to szybki powrót na kort. Twoje relacje w mediach społecznościowych ze szpitalnego łóżka to tenis, tenis, tenis i jeszcze raz tenis.

– Moje wspomnienia po wybudzeniu sięgają dopiero do oddziału rehabilitacji, na który trafiłam około miesiąc po mojej „przygodzie”. Dwóch poprzednich mało przyjemnych oddziałów (OIOM-u i neurochirurgii – przyp. red.) nie pamiętam. Ale faktycznie, tenis naprawdę bardzo mi pomógł. Kiedy startowałam z wózka inwalidzkiego i tak naprawdę wracałam do nauki chodzenia, to w trzymaniu równowagi pomagała mi wizualizacja bycia na korcie. Ćwiczenie na równowagę było znacznie łatwiejsze, kiedy wyobrażałam sobie, że w ręce trzymam rakietę. Poza tym pamiętam, że przez jakiś czas dosłownie codziennie śniło mi się, że gram w tenisa, więc można powiedzieć, że mimo wszystko ciągle trzymałam formę.

Moja mania tenisowa objawiała się jeszcze na samym początku, kiedy dosłownie wszędzie widziałam tenisistów. Na rehabilitacji był jeden pacjent, który bardzo przypominał mi Michała Przysiężnego i na początku byłam wręcz pewna, że to on.

Innym razem panie z mojego pokoju oglądały telewizję i aktor, który grał jakiegoś arabskiego pustelnika, bardzo przypominał mi z wyglądu Novaka Djokovicia. Ja byłam wręcz w szoku, dlaczego Novak gra w jakimś filmie zamiast grać w turniejach.

Po mojej „przygodzie”, niestety, miałam ogromne problemy z pamięcią, ale jeśli chodzi o ATP i WTA, to jestem pewna, że pamiętałam wszystkich. Tenis przez te wszystkie miesiące w szpitalu naprawdę był dla mnie ogromną motywacją i pomocą. Jak tylko wjechałam na rehabilitację, to poprosiłam narzeczonego, by koniecznie przywiózł mi moją rakietę. Może nie mogłam grać, ale codziennie miałam ze sobą mega motywację w postaci rakiety.

Oczywiście, jak tylko wyszłam ze szpitala, to pierwsze miejsce poza domem, które odwiedziłam, to kort tenisowy, na którym jestem codziennie, kiedy tylko mogę.

Tenisowy footwork, którego sama uczysz jako trenerka, przydał się teraz Tobie. No właśnie, jak ci idzie na korcie? Wydaje się, że to jak jazda na rowerze, widziałem Cię w akcji, nie zapomniałaś forhendu i bekhendu. Jak to oceniasz?

– Na samym początku było całkiem ciekawie, bo widziałam podwójnie, więc na korcie leciały do mnie dwie piłki, a nie jedna.

Kiedy jeszcze byłam w szpitalu, to wybłagałam mojego rehabilitanta, by wymyślił mi ćwiczenia z rakietą, którą miałam przecież ze sobą. Wyprosiłam go, bym mogła poodbijać piłkę od ściany. Tylko był jeden problem – podwójne widzenie, niestety, nie pomagało. Mój rehabilitant podpowiadał mi, bym odbijała tę piłkę, która leci u góry. Nie pomogło, bo nie udało mi się wtedy odbić ani jednej piłki, ale na szczęście mam to już za sobą. Kiedy pierwszy raz pojechałam na kort, to dosłownie popłakałam się z radości, a jak okazało się, że jednak jestem w stanie  znów normalnie trafiać w piłkę i utrzymać wymianę, to płakałam ze szczęścia do końca treningu. Pamięć mięśniowa działa dobrze, ale aktualnie ja i moja kondycja nie bardzo się lubimy, ale jednak to chyba całkiem normalne po tak długim leżeniu.

To kiedy powrót do pracy z podopiecznymi? Jaki horyzont czasowy zakładasz?

– Wróciłam po zakończeniu mojej rehabilitacji. Działam już od kilku miesięcy.

Imponująca determinacja. Imponujący mental. Zresztą to jedna z najważniejszych cech w tenisie. Zdajesz sobie sprawę, że Twoje świadectwo, właśnie cechy mentalne, które ukazały się przy okazji tej przygody, staną się Twoją najwyższą kompetencją trenerską?

– Dziękuję, na pewno to doświadczenie, mimo wszystko, bardzo dużo mnie nauczyło. Na początku, kiedy jeszcze byłam w szpitalu, byłam dosłownie załamana i naprawdę bałam się, że już nigdy nie uda mi się wrócić do gry w tenisa, a co dopiero do bycia trenerką, a kocham to najmocniej na świecie, więc naprawdę okropnie się bałam. Wtedy pewna bardzo mądra osoba zadała mi pytanie, które trochę zmieniło moją perspektywę. Zapytała, co mimo wszystko pozytywnego w przyszłości może dać mi wspomnienie tego doświadczenia.

Na początku wręcz chciało mi się śmiać, bo przecież nie widzę w tym nic pozytywnego, ale po chwili pomyślałam, że jeśli z tym dałam radę, to dam sobie radę ze wszystkim. To jedno pytanie naprawdę zmieniło moje myślenie i wierzę, że niejednej osobie też bardzo by pomogło w trudnym momencie. Jeszcze potem moi kochani podopieczni z kortów z Poznania przyjechali do Słupska, by mnie odwiedzić w szpitalu, więc to też naprawdę dało mi ogromną motywację. Od wielu podopiecznych dostałam piękne paczki z Poznania z upominkami, więc z każdej strony miałam naprawdę wiele wsparcia. Wiedza, że moje tenisowe ludki po tylu miesiącach ciągle na mnie czekają, dała mi naprawdę ogromną siłę. Wtedy wiedziałam, że naprawdę zrobię wszystko, by w końcu wrócić na korty w Poznaniu.

A Ty… co powiedziałabyś dziś osobie, która jest na początku powrotu do zdrowia i wątpi tak, jak Ty wtedy?

– Przede wszystkim powiedziałabym, aby nie przestawała wierzyć w siebie. Mnie bardzo pomogło przeczytanie historii sportowców, którzy po podobnych urazach dali radę wrócić do swojego sportu. Dało mi to dużo inspiracji i motywacji do walczenia o siebie. Teraz nieśmiało mogę powiedzieć, że skoro mi się udało wrócić do tenisa po takich przygodach, to Tobie tym bardziej się uda.

Czy wśród tych sportowców byli również tenisiści?

– Na pewno zachęcam do przeczytania historii rowerzystki Rity Malinkiewicz, piłkarza Raula Jiméneza, a jeśli chodzi o historie tenisistów, to znalazłam jedynie wpis o Petrze Kvitovej. Co prawda uraz Kvitovej nie był podobny do mojego, ale mimo wszystko bardzo się nią zainspirowałam. Naprawdę wiele pomogły mi historie tych sportowców.

Nieśmiało mogę powiedzieć, że po moich doświadczeniach także bardzo chciałabym napisać swoją książkę. Na razie mam tytuł i rozpisane tytuły rozdziałów. Kiedy byłam dzieckiem, marzyłam o wydaniu własnej książki, a że jestem pewna, że moje doświadczenia mogą potem pomóc innym, to tym bardziej wiem, że to zrobię. Mówiłam wcześniej, że w tym największym kryzysie najbardziej pomogło mi czytanie historii sportowców, którym udało się wrócić do ich sportów, dlatego chciałabym, aby i moja „przygoda” nie poszła na marne.

Gdzie konkretnie będzie można czerpać inspirację od takiego mental coacha, jak Ty? Jak do Ciebie trafić?

– Prowadzę akademię PoWer Tennis Academy, która działa na kortach w Poznaniu. Jeśli ktoś chciałby się ze mną skontaktować, to znajdzie mnie na Instagramie pod nazwą @weronikakrupko, ale też śmiało może pisać na konto instagramowe Akademii @powertennisacademy lub wysłać e-maila: weronikakrupko@gmail.com.

Wracasz na kort. Chcesz napisać książkę, ale kiedy wrócisz do pracy dziennikarskiej? Na początku rozmowy wspomniałaś, że podczas rehabilitacji wszędzie widziałaś Michała Przysiężnego. Tak się składa, że tekst o Michale, to był ostatni materiał od Ciebie przed „przygodą” – to pewnie dlatego. Wszyscy czekamy na artykuł od Ciebie…

– Właśnie się ukazał w wydaniu lato 2025 – bohaterką jest Joanna Sakowicz-Kostecka.

Jeszcze przed moją „przygodą” byłam umówiona na rozmowę z wielką gwiazdą w świecie polskiego tenisa, więc teraz zdecydowanie nadrabiam zaległości. Naprawdę bardzo się cieszę, że wybaczyła mi ten nagły brak kontaktu i zgodziła się na naszą zaległą rozmowę.

Kto będzie bohaterką kolejnego materiału Weroniki Krupko? To zdjęcie wszystko wyjaśnia. Fot. Tenis Magazyn
Kto będzie bohaterką kolejnego materiału Weroniki Krupko? To zdjęcie wszystko wyjaśnia. Fot. Tenis Magazyn

Do zobaczenia na korcie i ponownie w kolejnym wydaniu „Tenis Magazynu”!

Marcin Uszyński

Udostępnij:

Facebook
Twitter

Podobne wiadomości

Zuzanna Pawlikowska wraz z trenerem Krzysztofem Puną. Fot. Archiwum prywatne Z. Pawlikowska

Zuzanna Pawlikowska (KS Górnik Bytom) i Gina Feistel (WKS Grunwald Poznań) w środę, a Weronika Ewald (Gdańska Akademia Tenisowa) już we wtorek, osiągnęły 1/8 finału w turnieju …

W czwartek w drugiej rundzie Australian Open zagrają Iga Świątek i Hubert Hurkacz. Fot. Archiwum/WTA i ATP tour

Za nami czwarty dzień pierwszego w sezonie 2026 wielkoszlemowego turnieju tenisowego Australian Open 2026. W środę 21 stycznia w najbardziej prestiżowej rywalizacji w grze pojedynczej odbyły się …

Magda Linette (50. WTA) jest w trzeciej rundzie (1/16 finału) gry pojedynczej kobiet rozgrywanego w Melbourne pierwszego w sezonie 2026 wielkoszlemowego turnieju tenisowego – 114. …

Jasmine Paolini, Włoszka o polskich korzeniach, została nową ambasadorką marki Alfa Romeo.

Słowa Alfa Romeo Tonale brzmią jak wiersz lub piękna melodia. Alfa Romeo ponownie zachwyciła zwolenników piękna w projektowaniu samochodów, zapewniając jednocześnie znakomite osiągi …