Ons Jabeur, tunezyjska tenisistka, finalistka wielkoszlemowych turniejów Wimbledonu (2022 i 2023) i US Open (2022) w grze pojedynczej postanowiła zawiesić karierę. O swojej decyzji poinformowała w mediach społecznościowych. Jak niezwykłą osobowością jest 30-latka niech świadczy choćby zdanie jakie wypowiedział o niej Mats Wilender: – Ons to jedna z najciekawszych opowieści kobiecego tenisa.
„Przez ostatnie dwa lata bardzo się starałam, walczyłam z kontuzjami i stawiałam czoła wielu innym wyzwaniom. Ale w głębi duszy od jakiegoś czasu nie czułam się naprawdę szczęśliwa na korcie.
Tenis to piękny sport, ale teraz czuję, że nadszedł czas, aby się zatrzymać i wreszcie postawić siebie na pierwszym miejscu: odetchnąć, wyzdrowieć i na nowo odkryć radość życia.
Dziękuję wszystkim moim fanom za zrozumienie. Wasze wsparcie i miłość znaczą dla mnie wszystko. Zawsze je noszę w sobie. Nawet gdy jestem poza kortem, będę nadal blisko i w kontakcie z Wami, dzieląc się swoimi przeżyciami.” – napisała na swoich profilach na Instagramie i Portalu X Ons Jabeur, była wiceliderka rankingu WTA.

Kobiece sprawy
Jak przystało na symbol i wzór dla kobiet na całym świecie, Ons Jabeur zakochała się w tenisie za sprawą innej kobiety, swojej mamy. To ona kochała sport i zabrała trzyletnią Ons na kort. Sama zawsze chciała spróbować, a że dziewczynka była najmłodsza z rodzeństwa i niejako „uczepiona” mamy, wszędzie z nią chodziła. Również na zajęcia tenisowe. Kiedy już wyszarpała rakietę, to jakoś poszło, choć była to droga raczej pod górkę niż z górki. W wieku dziesięciu lat Jabeur musiała wyprowadzić się z rodzinnego Sousse i przenieść do Tunisu, gdzie dało się pogodzić treningi z nauką. Codziennie wstawała o piątej rano i pracowała do 21. Było jednak warto.

Już jako nastolatka była porównywana do Rogera Federera. Wśród swoich rówieśniczek, stawiających na siłowe rozwiązania, wyróżniała się sprytem, świetnym slajsem, wykorzystywaniem geometrii kortu i szerokim wachlarzem uderzeń. Sama jest zresztą wielką fanką Szwajcara. – No, teraz mogę już chyba kończyć karierę – śmiała się po tym, jak Roger Federer pogratulował jej awansu do ćwierćfinału Wimbledonu po zwycięstwie z Igą Świątek. Na szczęście tego nie zrobiła, bo wszystko co najlepsze w jej karierze, wydarzyło się później. W kraju, który od czasu Arabskiej Wiosny stoi w szpagacie pomiędzy wolnością a radykalnym Islamem, Ons jest nie tylko przypomnieniem o wolności, ale też najsilniejszym dowodem na to, jaką ona daje siłę. Dowodem, który każdy Tunezyjczyk i Tunezyjka mogą sobie przykleić na list, odkąd Jabeur trafiła na znaczki pocztowe.
więcej o Ons Jabeur przeczytasz w tekście Marcina Bratkowskiego: Ons Jabeur. Arabska Wiosna jest kobietą – rakietą do wolności
(Ł)
Fot. www.depositphotos.com


