Nowości

Piotr Kasperski – piłkarz z tenisowym zacięciem

przez

dnia

Kilka lat temu Piotr Kasperski, był piłkarzem znanym na krajowym „podwórku”. Parę sezonów spędził też w lidze holenderskiej. Kiedy zakończył przygodę z piłką znalazł sobie nową pasję – tenisa. Na kortach idzie mu świetnie.

– Jestem wychowankiem Warty Poznań, a tam była sekcja tenisa. Korty widywałem codzienne i chyba zapadły mi w pamięć – śmieje się Piotr Kasperski. Rozmawiamy w Tarnowie Podgórnym, gdzie od kilkunastu lat mieszka i prowadzi firmę transportową.

Jak sam mówi – tenis to nie tylko technika. Dla niego to przede wszystkim bieganie. Praca nóg daje mu przewagę nad innymi amatorskimi zawodnikami.

– Podobno byli piłkarze to dobrzy tenisiści. U mnie to się potwierdza. Żona kiedy może, jeździ ze mną na turnieje i czasem mówi, że gdybym nie grał w piłkę, to zrobiłbym karierę w tenisie – mówi Kasperski. Jako swoje atuty wymienia szybkość, przyspieszenie, pracę nóg i psychikę. Zdaje sobie jednak sprawę z braków technicznych. Na to jednak pomaga mocna głowa.

– Wiem, że jestem od przeciwnika gorszy technicznie, ale układam sobie plan jak z nim grać. W piłce byłem środkowym pomocnikiem, rozprowadzałem grę, więc i tu jest mi nieco łatwiej – wyjaśnia nasz rozmówca.

To czego nauczył go tenis to cierpliwość. Choć na początku było trudno, a pokusa, żeby kończyć każdą piłkę duża. – Nauczył mnie kolega. Potem pojechaliśmy gdzieś, a on nie miał czasu ze mną zagrać. Więc przedstawił mi Jasia, 120-kilogramowego chłopa – wspomina Kasperski. I tak jak na początku liczył na łatwą przeprawę, tak okazało się, że przegrał dwa sety do zera.

– Z tym Jasiem graliśmy prawie codziennie. Później zapisałem się na Warcie do drugiej ligi tenisowej. Wygrałem ją i przyszła pora na pierwszą – mówi pan Piotr. Tłumaczy, że liga na obiektach Warty skończyła się wkrótce po tym, jak klub przejęło małżeństwo Pyżalskich. Wtedy zgrana „paczka” zawodników rozpadła się.

Turnieje wbrew fair play

Kasperski grywa też w turniejach. Jednak jak sam mówi, nie do zawsze mu się to podoba. – Brałem udział w różnych, także międzynarodowych. Ale czasami przyjeżdżają byli zawodowcy i zabawa się kończy. Wyznaję zasadę, że jeśli grało się w coś zawodowo, to rywalizacja z amatorami jest potem nie do końca fair. Mi to nie sprawia przyjemności – komentuje.

Teraz jeździ tylko na wybrane turnieje, często z żoną, a czasami z dziećmi. To okazja do spotkań towarzyskich i… sukcesów. Ostatnio w cyklu turniejów w Trzciance, Pile i Czarnkowie. Z każdego z nich Kasperski przywiózł zwycięstwo.

– Dziś grywam rzadziej, zwykle raz na dwa tygodnie. W moim wieku nie ma zbyt wielu zawodników na tym poziomie, a nie ułatwia sprawy to, że grywam do południa – zdradza Kasperski. Szczególnie upodobał sobie korty przy ul. Nizinnej na Świerczewie i te w Luboniu.

Wakacje i sport

– Co roku jeździmy z rodziną na turniej do Świnoujścia. Z kolei we wrześniu podróżujemy do Chorwacji. Dla mnie to okazja do gry w organizowanych tam zawodach i odpoczynku. Później w Luboniu zacznie się mocna zimowa liga. Mają przyjechać najlepsi gracze z Wielkopolski – przedstawia swoje plany Kasperski. Przede wszystkim prowadzi dziś spokojne życie, połączone z tenisem. Codziennie stara się jeździć na rowerze lub rolkach. U niego rozbrat z piłką przebiegł bardzo harmonijnie. Szybko odnalazł się w nowych realiach.

– W Polsce piłkarska emerytura jest kłopotliwa. Wielu zawodników sobie nie radzi. Cieszę się, że mi się udało. Dziś mam tyle ile potrzebuję do szczęścia – podsumowuje pan Piotr. W tenisie dostrzega i docenia również to, czego w piłce nie było. Teraz grywa jeden na jednego. Na korcie jest sam i wciąż musi być skoncentrowany. 10 minut odpoczynku, które na boisku nie musiałoby skończyć się źle, tutaj może sprawić, że przegra się seta.

 

Sugerowane artykuły

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *