Nowości

Mecz BJKC w Bytomiu – Polska wygrała z Brazylią 3:2

dnia

Reprezentacja Polski pokonała Brazylię 3:2 w spotkaniu play off Billie Jean King Cup (dawniej Fed Cup) w Hali Na Skarpie w Bytomiu. Decydujący był pojedynek debli, w którym Magdalena Fręch i Katarzyna Kawa wygrały z Caroliną Meligeni Alves i Luisie Stefani 1:6, 6:2, 6:4. Partnerami wydarzenia byli: Miasto Bytom, Samorząd Województwa Śląskiego, Górnośląska-Zagłębiowska Metropolia.

Tekst: Tomasz Dobiecki
Fot.: Andrzej Szkocki

Zwycięstwo w Bytomiu oznacza awans do przyszłorocznych kwalifikacji o prawo gry w finałowym turnieju Billie Jean King Cup by BNP Paribas w Budapeszcie.

Kapitan Dawid Celt powiedział po zwycięstwie: – Było bardzo dużo stresu! Wielkie gratulacje dla dziewczyn, że to dźwignęły. Poziomem wszystkie dziewczyny były mocno zbliżone, a podczas rozgrywek międzynarodowych to wyrównuje się. To były trudne i ciasne mecze, trzeba było włożyć dużo zdrowia. Każda z dziewczyn dołożyła cegiełkę do końcowego sukcesu. Jeśli chodzi o grę podwójną, to wystawiłem taki duet, bo on był najbardziej zgrany. Magda i Kasia rozegrały kilka dobrych turniejów w USA w poprzednim sezonie, ograły kilka fajnych par. Uznałem, że trzeba postawić właśnie na nie. To była bardzo trudna decyzja. Najtrudniejsza decyzja w mojej karierze kapitana. Ogólnie podczas tego meczu z Brazylią było mnóstwo trudnych decyzji. Nie powiem, że ryzykownych. Ale dziś faktycznie zaryzykowaliśmy i wystawiłem Kasię Kawę do czwartego singla. Po analizach, przemyśleniach miałem strategię i uznałem, że to będzie najlepsza opcja, biorąc pod uwagę styl przeciwniczek. Miałem nadzieję, że uda się to wykorzystać.

W pierwszym sobotnim meczu singlowym drugi punkt dla Polski zdobyła Magdalena Fręch, wygrywając z Laurą  Pigossi 4:6, 6:3, 7:6 (7-4).

Po meczu Magdalena Fręch powiedziała: – Większa presja, niż dzisiaj, była u mnie w piątek. Cieszyłam się, że spotkanie z Alves skończyło się w dwóch setach. W sobotę emocje były mniejsze, mniej się stresowałam. Nie grałam za to w stu procentach tak, jakbym tego chciała. Moje niezadowolenie było widoczne, za bardzo zwracałam uwagę na to, co mi nie pasowało. Wyłączyłam się w drugim i trzecim secie i w końcu zaczęłam grać swój tenis. Nie był to mój najdłuższy mecz w karierze. W 2017 roku w jednym ze spotkań spędziłam więcej czasu na korcie. Wtedy po trzecim secie nie byłam w stanie chodzić. Kapitan cały czas mnie podtrzymywał na duchu. Dostawałam komunikaty, co mam robić w kolejnych gemach, wymienialiśmy się spostrzeżeniami. Ponieważ jestem wzrokowcem, to szybciej koduję, kiedy mam to narysowane. Dawid prowadzał spokój, nie pokazywał żadnych negatywnych emocji, wspierał mnie. Na tym polega główna różnica między grą w Tourze i w reprezentacji. Na turniejach trener może się komunikować z zawodnikiem, ale nie ma wejścia na kort. W Billie Jean King jest kapitan na ławce i to cały czas. Zwykle na przerwach bijemy się ze swoimi myślami, a tu możemy do kogoś skierować swoje uwagi i liczyć na podpowiedzi – uważa Fręch.


I dodała: – Rozgrywki drużynowe tracą na prestiżu. W moim przypadku jest tak, że start w Bytomiu zabiera mi możliwość gry w dwóch turniejach WTA, bo przepadły mi eliminacje do turniejów w poprzedni weekend i ten. Gdyby były punkty za te rozgrywki do rankingu WTA, to więcej zawodniczek by w nich startowało. To ciężka decyzja dla tenisistek, zresztą u mnie też tak to wygląda. Walczę o Top 100, chcę zdobywać jak najwięcej punktów. Jeśli chodzi o Wimbledon, to chciałabym zagrać od razu w turnieju głównym. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby tak było.

Dzień wcześniej zawodniczka LOTOS PZT Team była lepsza od Caroliny Meligeni Alves 6:4, 6:3. Potem Urszula Radwańska przegrała z Laurą Pigossi 6:7 (9-11), 6:3, 2:6, po trwającym blisko trzy godziny meczu.

Fręch zapewniła w sobotę Polkom prowadzenie 2:1, ale w drugim sobotnim pojedynku singlowym Katarzyna Kawa (zastąpiła Urszulę Radwańską) przegrała z Caroliną Meligeni Alves 3:6, 5:7. Po tym pojedynku nastąpiła regulaminowa półgodzinna przerwa, podczas której kapitanowie dokonali roszad w składach debli.

Katarzyna Kawa powiedziała po zwycięstwie w deblu: – Na pewno były to bardzo emocjonujące mecze. Był to mój pierwszy występ w kadrze, który miał znaczenie, wcześniej grałam debla, który nie miał wpływu na wynik. W sobotę w singlu nie podołałam, ale cieszę się, że z Magdą w deblu odwróciłyśmy mecz i ostatecznie wygrałyśmy. To było ważne spotkanie, czułyśmy, że ciężar spoczywa na naszych barkach. Jak nie idzie tak, jak powinno, czyli w poważny i zdyscyplinowany sposób, to trzeba szukać innej drogi. Ważne, by wyjść poza granice komfortu, zdobyć się na odwagę, a za tym idą pojedyncze dobre uderzenia, a później za ciosem wygrywanie gemów i jak w tym wypadku – seta. Potrzebowałyśmy energii, dały nam to żarty. Mamy z Magdą dobry kontakt, grałyśmy razem już, a śmiech nam pomagał. Potrzebowałam zagrać mecz. Tylko warunki meczowe są czymś takim, co pozwala na zgranie się z nawierzchnią. Na przyszłość wolałabym, żeby to się działo szybciej niż po dwóch setach. Nie da się jednak ukryć, że singiel pomógł mi później w deblu. Ostatnimi czasy zdobywanie punktów do rankingu i walka o Top 100 idzie mi to bardzo trudno. Walczę, wierzę i pracuję nad tym. Czekam na swój moment, kiedy los się odwróci, bo to na tym polega, żeby to nie było 5 centymetrów za linią, ale 5 centymetrów przed. Jeżeli tak będzie, to łatwiej będzie mi się grało.

Do drużyny Polski, oprócz wymienionych zawodniczek, kapitan Dawid Celt powołał Jeszcze deblistkę Paulę Kanię-Choduń i Weronikę Falkowską, debiutującą w kadrze. Natomiast ekipa Brazylii przyleciała do Bytomia z czterema tenisistkami oraz kapitan Robertą Burzagli.

Było to drugie spotkanie obydwu zespołów, poprzednie w 1989 roku w Tokio, wygrała Brazylia 2:0. Polki będą miały więc okazję do rewanżu.

Sugerowane artykuły

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *