Invest in Szczecin Open 2026. Decydujące mecze w Szczecinie już bez Polaków

Piotr Matuszewski i Filip Pieczonka. Fot. Materiały prasowe Invest in Szczecin Open

W czwartek z challengerem ATP 125 Invest in Szczecin Open 2026 pożegnali się ostatni Polacy, w singlu i w deblu. Najpierw po południu Filip Pieczonka odpadł w 1/8 finału, choć w połowie drugiego seta wydawało się, że awansuje do ćwierćfinału. Ostatecznie jednak przegrał z rozstawionym w imprezie z numerem drugim rywalem z Ameryki Południowej. Wieczorem ponownie wyszedł na kort, tym razem u boku Piotra Matuszewskiego, ale para numer dwa w drabince przegrała walkę o miejsce w półfinale.

Czwartek na kortach przy Alei Wojska Polskiego 127 rozpoczął się od trzysetowego pojedynku Marco Cecchinato z Marvinem Möllerem. Włoch zwyciężył 7:6 (7-5), 6:7 (4-7), 6:2 i zameldował się w ćwierćfinale.

Grali prawie trzy godziny, więc znacznie później, niż pierwotnie zakładano, na Kort Centralny im. Bohdana Tomaszewskiego wyszli Filip Pieczonka i Marco Trungelliti, 99. tenisistą w singlowym rankingu ATP. Spotkanie miało rozpocząć się około godziny 15:00, lecz zawodnicy pojawili się na korcie ponad godzinę później. Po niemal trzech godzinach bardzo wyrównanej walki górą był rozstawiony z numerem drugim Argentyńczyk, który zwyciężył 6:7 (3-7), 7:5, 6:4.

Pieczonka od pierwszych minut pokazał jednak, że nie zamierza występować w roli statysty. Już w pierwszym gemie wypracował sobie dwa break pointy. Trungelliti zdołał się wybronić, a później obaj zawodnicy długo bardzo pewnie pilnowali własnego serwisu. O losach seta musiał zdecydować tie-break.

W nim Polak zagrał znakomicie. Świetnie serwował, nie pozwalał Argentyńczykowi przejmować inicjatywy i konsekwentnie wywierał na nim presję. Trungelliti zaczął popełniać błędy, a Pieczonka wykorzystał swoją szansę i wygrał dodatkową rozgrywkę 7:3. Pierwszy set padł więc łupem Polaka.

Początek drugiej partii tylko podkręcił emocje na trybunach. Pieczonka szybko przełamał rywala i przez długi czas utrzymywał przewagę. Przy stanie 5:3 znalazł się naprawdę blisko największego singlowego zwycięstwa podczas tegorocznego turnieju. Wtedy jednak obraz meczu zaczął się zmieniać.

Polakowi zabrakło nieco wcześniejszej swobody. Pojawiło się więcej błędów, ręka przestała pracować tak lekko, a Trungelliti wykorzystał ten moment bez najmniejszego wahania. Argentyńczyk wygrał pięć kolejnych gemów: cztery kończące drugiego seta oraz pierwszy gem decydującej partii. Drugą odsłonę zamknął wynikiem 7:5 i po ponad dwóch godzinach gry wszystko zaczynało się od nowa.

W trzecim secie coraz mocniej było widać trudy niezwykle wymagającego spotkania. Obaj zawodnicy mieli za sobą długie wymiany, mnóstwo intensywnych gemów i coraz cięższe nogi. Trungelliti zachował jednak odrobinę więcej świeżości i zdołał wypracować przewagę. Pieczonka nie zamierzał się poddawać.

W końcówce Polak obronił dwie piłki meczowe, jeszcze raz zmuszając rywala do walki o każdą kolejną. Przy trzeciej Argentyńczyk wykorzystał jednak krócej odegraną piłkę, zakończył spotkanie i po niemal trzech godzinach mógł świętować awans do ćwierćfinału. Po meczu nie ukrywał uznania dla gry młodego rywala.

– Kiedy serwował w drugim secie, przy stanie 5:3, pomyślałem: „Okej, najlepiej byłoby po prostu wygrać tego gema, a potem to już chyba pozostaje się modlić albo liczyć na coś niezwykłego”. Miałem trochę szczęścia, a może i nie, trudno powiedzieć, bo dla Filipa to pierwszy taki mecz w challengerze i zawiesił poprzeczkę naprawdę wysoko. Był niezwykle wymagającym przeciwnikiem. Nie wiem, czy zmieni zdanie i wróci do gry w singlu, ale jego serwis jest naprawdę groźny. Z racji tego, że częściej gra teraz w deblu niż w singlu, świetnie czuje specyfikę tej gry – – powiedział Argentyńczyk po meczu.

Pieczonka od pierwszych dni tegorocznego Invest in Szczecin Open wyrósł na jednego z bohaterów turnieju. Do głównej drabinki przedzierał się przez eliminacje, w których pokonał dwóch wyżej notowanych rywali (Carlosa Sancheza Jovera oraz Nikitę Masztakowa) i w żadnym z tych spotkań nie stracił seta.

Filip Pieczonka najlepiej z Polaków spisał się w Invest in Szczecin Open 2026.

W pierwszej rundzie zwyciężył Portugalczyka Tiago Pereirę po blisko trzygodzinnej walce 5:7, 6:4, 7:5. Spotkanie rozegrano na jednym z kortów bocznych, ale zainteresowanie kibiców było tak duże, że już kilka minut po jego rozpoczęciu trudno było znaleźć wolne miejsce na trybunach.

Na mecz drugiej rundy Polak przeniósł się już na Kort Centralny. Publiczność również tym razem nie zawiodła – kibice zaczęli zajmować miejsca na długo przed pierwszą piłką, licząc na kolejną piękną historię z udziałem 22-latka.

W czwartek dokończono także pozostałe spotkania gry pojedynczej. Nikolas Sanchez Izquierdo pokonał Daniela Galána 6:0, 6:3, natomiast w czeskim pojedynku Zdeněk Kolář, triumfator szczecińskiej imprezy z 2021 roku, wygrał z Hynkiem Bartonem 6:4, 6:4.

Filip Pieczonka wygrał trzy mecze w szczecińskim challengerze ATP 125.

Deblowe zmagania z przeciwnościami

Czwartkowy wieczór przyniósł ostatni polski akcent tegorocznego Invest in Szczecin Open. Pieczonka i Matuszewski – mimo problemów zdrowotnych Piotra i zmęczenia Filipa – podjęli walkę z duetem Alexandru Jecan i Bogdan Pavel. Po słabym początku Polacy zdołali doprowadzić do super tie-breaka, ale ostatecznie jednak to Rumuni zwyciężyli 6:1, 3:6, 10-6. Tym samym ostatni biało-czerwoni pożegnali się z turniejem.

Sytuacji polskiej pary nie ułatwiał stan zdrowia obu zawodników. Matuszewski od środy zmagał się z przeziębieniem, a Pieczonka miał za sobą bardzo wymagające, niemal trzygodzinne spotkanie w singlu. To nie pozostało bez wpływu na dyspozycję debla rozstawionego z numerem drugim w drabince.

Od pierwszych gemów było widać, że Rumuni są świeżsi, bardziej regularni i szybciej odnajdują właściwy rytm. Jecan i Pavel błyskawicznie przełamali Polaków, przejęli inicjatywę i pierwszego seta wygrali zdecydowanie 6:1.

Przerwa między partiami okazała się jednak dla gospodarzy zbawienna. Pieczonka i Matuszewski wrócili na kort z większą energią, poprawili jakość serwisu i zaczęli skuteczniej wykorzystywać swoje deblowe atuty. Publiczność odpowiedziała głośnym dopingiem, a Polacy odwdzięczyli się zdecydowanie lepszą grą, zwyciężając drugą odsłonę 6:3.

W super tie-breaku o wyniku decydowały już pojedyncze punkty. Piotr i Filip długo utrzymywali kontakt z rywalami, ale w kluczowych momentach skuteczniejsi okazali się Jecan i Pavel, którzy zwyciężyli 10-6 i awansowali do półfinału.

– Mentalnie nie dojechałem na kort, bo zmagałem się ze skurczami. Byłem u fizjoterapeuty, rozmasowywaliśmy to, piłem elektrolity. Niestety było to widać na korcie. Piotr też nie był w wyśmienitej dyspozycji, miał gorączkę i trząsł się w pokoju. Kiedy w pierwszej partii dostaliśmy przełamanie, od razu wiedziałem, że będzie bardzo ciężko odrobić straty – mówił po spotkaniu Pieczonka.

Zapraszamy na piękny wrześniowy weekend do Bukowej Ostoi Nakielno (koło Wałcza): https://bukowa-ostoja-nakielno.pl/

– W drugim secie powiedziałem sobie, że jeśli mamy przegrać, to chociaż w dobrym stylu, żeby to jakoś wyglądało. Przyjechało wielu moich znajomych z Gdańska, stworzyli świetną atmosferę. Czuliśmy tę energię. W super-tie-breaku zadecydowały dwie lub trzy piłki, jakieś deblowe niuanse i niestety rywale nam uciekli – dodał.

Dla Filipa tegoroczny Invest in Szczecin Open był bez wątpienia wyjątkowy. Zaczynał od dzikiej karty do eliminacji, a zakończył jako jeden z najgłośniej oklaskiwanych zawodników całego turnieju. Przebrnął przez kwalifikacje bez straty seta, w pierwszej rundzie turnieju głównego pokonał po blisko trzech godzinach Tiago Pereirę, a w kolejnej postawił niezwykle trudne warunki 99. rakiecie świata Marco Trungellitiemu.

Jeszcze większe wrażenie niż same wyniki zrobiła jednak więź, jaka w ciągu kilku dni wytworzyła się między zawodnikiem a szczecińską publicznością.

Piotr Matuszewski i Filip Pieczonka jako jedyni z Polaków przeszli w Szczecinie pierwszą rundę w deblu.

– W takiej atmosferze jak w czwartek chyba nie grałem nigdy w karierze. Gdy zobaczyłem, ile osób zasiadło na trybunach w trakcie singla i jak mi kibicują, aż łezka zakręciła się w oku, że w piątek nie będę mógł tu znowu wyjść. Na deblu również wszystkie krzesełka były zajęte, znajomi robili falę… Serce pęka, że to koniec mojego udziału w tym turnieju – powiedział Filip.

Porażka Pieczonki i Matuszewskiego oznacza, że w drabinkach singlowej i deblowej nie ma już reprezentantów Polski. Biało-czerwoni pożegnali się jednak ze Szczecinem po kilku dniach pełnych emocji i spotkań, które długo pozostaną w pamięci kibiców.

Wydarzenie odbywa się przy wsparciu finansowym Miasta Szczecin, Ministerstwa Sportu iTurystyki oraz ENEA.

Fot. materiały prasowe Invest in Szczecin Open

Udostępnij:

Facebook
Twitter

Podobne wiadomości

Argentyńczyk, Chorwat, Hiszpan i Brazylijczyk – tak prezentuje się skład półfinałów Invest in Szczecin Open 2026. Piątek na szczecińskich kortach przyniósł cztery ćwierćfinałowe rozstrzygnięcia w singlu, a poznaliśmy …

Blisko 200 młodych tenisistek i tenisistów wystąpi w decydującym turnieju tegorocznej edycji KINDER Joy of moving Tennis Trophy w Polsce. Turniej w Kozerkach potrwa od 19 do 22 …

W tym tygodniu w męskim tenisie nie ma turniejów głównego cyklu ATP Tour. Obecny weekend upłynie natomiast pod znakiem spotkań Pucharu Davisa – najważniejszych międzynarodowych rozgrywek drużynowych …

W pierwszym tygodniu po zakończeniu wielkoszlemowego US Open 2026 odbywają się dwa turnieje głównego cyklu WTA Tour: WTA 500 w Guadalajarze oraz WTA 250 w São Paulo. …