Maks Kaśnikowski awansował do drugiej rundy Enea Poznań Open 2026. Zwycięzca poznańskiej Challengera ATP sprzed dwóch lat pokonał w pierwszym pojedynku Włocha Lorenzo Giustino 6:4, 7:6 (7-1) i teraz zmierzy się z rozstawionym z numerem 2. Janem Choinskim, który reprezentuje Wielką Brytanię, ale ma polskie korzenie. Ten pojedynek w środę około godz. 13. Po południu po blisko trzygodzinnym boju odpadł Alan Ważny, który musiał uznać wyższość Czecha Martina Krumicha dopiero w tie-breaku trzeciego seta. Swój mecz przegrał również Daniel Michalski, który uległ Brazylijczykowi Gustavo Heidemu. Ostatni z reprezentantów Polski (zagrał w sesji wieczornej), który wystąpił w grze pojedynczej we wtorek był Tomasz Berkieta. Lepszy od tenisisty z Warszawy okazał się Gonzalo Bueno z Peru. Jeszcze we wtorek, dwie minuty przed północą zakończył się ostatni mecz trzeciego dnia Enea Poznań Open, w którym para młodych Polaków czyli Olek Błuś i Jan Sadzik pokonali Hiszpanów, duet Mario Diez/Benjamin Lopez 6:7 (3-7), 7:6 (7-5), 10-8.

Maks Kaśnikowski – Lorenzo Giustino 6:4, 7:6 (7-1)
Maks Kaśnikowski (279. ATP) to jeden z trzech polskich zwycięzców singlowego turnieju Enea Poznań Open. Warszawianin triumfował na kortach Parku Tenisowego Olimpia w 2024 roku. W kolejnej edycji nie powtórzył sukcesu – odpadł już w pierwszej rundzie, przegrywając z późniejszym zwycięzcą Filipem Misoliciem.
Teraz jego pierwszym rywalem był Lorenzo Giustino (210. ATP), który po raz czwarty występuje w stolicy Wielkopolski. Najlepszy wynik Włoch osiągnął przed rokiem, docierając do ćwierćfinału. Kaśnikowski nie zamierzał pozwolić mu na powtórkę – podobnie jak pogoda, która mocno skomplikowała przebieg meczu. Zawodnicy pojawili się na korcie w poniedziałek (15 czerwca) po godzinie 18, lecz spotkanie przerwano po zaledwie pięciu gemach z powodu gwałtownej ulewy. W momencie zejścia z kortu Polak prowadził 4:1 z przewagą dwóch przełamań.
Wznowienie nastąpiło we wtorek krótko po południu. 34-letni Giustino szybko odrobił jedno przełamanie, jednak w końcówce seta Kaśnikowski zachował zimną krew i wygrał 6:4. W drugiej partii obaj tenisiści pewnie utrzymywali podanie, choć Polak miał aż cztery okazje na przełamanie rywala. O losach seta – i całego meczu – zadecydował tie-break, w którym Kaśnikowski błyskawicznie odskoczył na 5:0 i chwilę później zamknął spotkanie wynikiem 7:6 (7-1).
– Nie było to łatwe spotkanie, bo w poniedziałek deszcz pokrzyżował nam plany. Byłem w dobrym rytmie, więc przerwa nie działała na moją korzyść – przyznał po meczu Kaśnikowski. – Dziś udało mi się utrzymać koncentrację i domknąć seta. W drugim secie była niesamowita walka, dużo break-pointów, ale bez przełamań. W tie-breaku docisnąłem gaz do dechy – dodał. W drugiej rundzie Kaśnikowski zmierzy się z turniejową „dwójką”, Janem Choinskim. Mecz zaplanowano na środę (17 czerwca). – Mam nadzieję, że będzie dobra walka i dobry mecz, a kibice będą zadowoleni z widowiska – zakończył Polak.

Po walce, ale porażki trzech Polaków
Do Kaśnikowskiego nie dołączył Alan Ważny, który jednak zasłużył na ogromne brawa, bo był bardzo blisko pierwszej wygranej w turnieju głównym turnieju rangi challenger. Dwukrotny zwycięzca juniorskich deblowych turniejów wielkoszlemowych przebrnął w Parku Tenisowym Olimpia przez eliminacje i w pierwszej rundzie trafił na Czecha Martina Krumicha. Wygrał pierwszego seta 6:3, w drugim lepszy 7:5 był rywal. W decydującej partii młody Polak prowadził 4:2, ale Czech odrobił straty. Decydował tie-break, w którym Ważny cały czas musiał gonić rywala. Ostatecznie przegrał 4-7 i całe starcie 1:2. Walka na korcie centralnym trwała blisko trzy godziny, a na trybunach było bardzo wielu kibiców, którzy reagowali bardzo żywiołowo.

– Zabrakło tego, że nie wykorzystałem żadnej szansy, którą miałem w trzecim secie. Nie ukrywam, że jestem mocno wkurzony na siebie, że nie domknąłem tego meczu. Było to na wyciągnięcie ręki, wystarczyło zagrać jedną czy dwie piłki lepiej, nie popełnić błędów i to by się wygrało. Nie udźwignąłem tego w głowie po prostu, za dużo emocji. Może za rok uda się przebrnąć pierwszą rundę. W tym byłem jeszcze bliżej niż w poprzednim, miałem jeszcze więcej szans. Na pewno jest to dobry turniej z mojej strony, mimo dzisiejszej porażki, gra była dobra – skomentował Alan Ważny, którego czeka jeszcze w stolicy Wielkopolski walka w grze podwójnej. A potem wybiera się do rodzinnego Rzeszowa, gdzie zagra w imprezie ITF M15.
Zaledwie 75 minut trwała przygoda Daniela Michalskiego w Enea Poznań Open 2026, 26-latek uległ rozstawionemu z numerem 8, Guido Heide 2:6, 2:6. Kibice odwiedzający korty Parku Tenisowego Olimpia bardzo dobrze znają Daniela Michalskiego (303. ATP). Tenisista nieprzerwanie występuje w poznańskim challengerze od 2019 roku, a jego najlepszy wynik to ćwierćfinał w 2023 roku. Ostatnio walczył w eliminacjach w Prościejowie i Bratysławie, ale bezskutecznie.

W związku z tym w stolicy Wielkopolski chciał wrócić na zwycięską ścieżkę. Początek spotkania na korcie centralnym zwiastował, że możemy oglądać niezwykle wyrównane i zarazem długie widowisko. Tenisiści skoncentrowali się przed wszystkim na defensywie. Michalski już w drugim gemie miał cztery szanse na przełamanie rywala. Nie wykorzystał ich, co wytrąciło go z równowagi. W piątym gemie Brazylijczyk pierwszy raz przełamał rywala, a przy kolejnej okazji zrobił to ponownie. Drugi set miał bardzo podobny obraz.
– Przeciwnik grał dużo lepiej ode mnie. Gra się układała dużo lepiej niż wskazuje wynik, ale na końcu to on zdobywał te wszystkie piłki, które były ważne, kluczowe. Do wygranej, czy do wyrównanej walki było z tego powodu bardzo daleko. Bardzo dobra, kliniczna gra z jego strony. Początek był taki, że mogłem się załapać na grę, wtedy grałoby mu się mniej komfortowo. Cóż, dużo lepszy wygrał – komentował Daniel Michalski, który teraz jedzie na challengera w Bułgarii.
Pierwszej rundy nie przebrnął również Tomasz Berkieta, który przegrał z rozstawionym z numerem 7 Peruwiańczykiem Gonzalo Bueno 6:7 (4-7), 3:6. Zadanie 19-latka z Warszawy nie było łatwe, gdyż po drugiej stronie siatki stanął rozstawiony z numerem 7 Peruwiańczyk Gonzalo Bueno. Partia otwarcia była zacięta i do siódmego gema tenisiści utrzymywali swoje podania. Wtedy jako pierwszy przełamał 22-latek z Trujillo, jednak Polak błyskawicznie odrobił straty i ostatecznie o losach seta zdecydował tie-break. W nim większym doświadczeniem i opanowaniem wykazał się Bueno, choć Berkieta popisał się fenomenalnym minięciem, ale to było za mało, by zapisać seta na swoje konto. W drugiej odsłonie w kluczowych momentach inicjatywę przejmował starszy z tenisistów. Tak też stało się w ósmym gemie, kiedy to do zera przełamał naszego reprezentanta.

– Szkoda tego meczu, nie ukrywam, że w tych kluczowych momentach zabrakło chłodnej głowy. W tie-breaku zagrałem bardzo dobrą akcję i w następnych dwóch chciałem zagrać równie spektakularnie, a to było po prostu głupie. Zdaję sobie z tego sprawę, już w zasadzie grając to uderzenie, wiedziałem, że to nie jest dobry pomysł, ale jeszcze moja ułańska fantazja daje się we znaki. Brak ogrania na tym poziomie niestety. Nie mam wielu okazji do grania takich turniejów, więc ogromne podziękowania dla organizatorów za przyznanie dzikiej karty – podsumował Berkieta. – Ciężko mi oceniać moją grę, jestem perfekcjonistą i gdy nie idzie wszystko perfekcyjnie, to nie jestem zadowolony z mojej gry. Więc dzisiaj mam do siebie zarzuty pod kątem decyzji, które podejmowałem i o momenty, w których je podejmowałem. Cały czas walczę ze sobą, żeby to okiełznać. Dzisiaj były szanse, więc szkoda. – dodał.
Tomasz Berkieta zagra jeszcze w grze podwójnej w parze z Maksem Kaśnikowskim – Bardzo się cieszę, że udało nam się dostać do turnieju deblowego. Byliśmy drugą oczekującą parą i mam nadzieję, że zostaniemy w turnieju, jak najdłużej – powiedział warszawianin.
Wstęp na korty Parku Tenisowego Olimpia jest bezpłatny.
Wcześniej należy pobrać bezpłatną wejściówkę na bilety.eneapoznan.pl
Wszystkie informacje na stronie www.eneapoznanopen.pl


