Karol Majchrzak (WKT Mera Warszawa) w tym tygodniu zadebiutował w gronie TOP 50 najlepszych tenisistów, awansując w poniedziałek na 47. miejsce. We wtorek, dzięki statusowi „special exemple” , zadebiutował w prestiżowym turnieju rangi ATP 500 na trawiastych kortach londyńskiego Queen’s Clubu. Wieczorem przegrał 5:7, 6:7 (4-7) z 12. tenisistą świata Czechem Jirim Lehecką, rozstawionym w drabince z numerem drugim.
Już pierwszy gem serwisowy nie był łatwy dla Polaka, choic rozpoczął go z impetem od 40-15. Zakończył dopiero przy trzeciej przewadze, ale wyszedł na otwarcie na 1:0. Rozstawiony z dwójką rywal odpowiedział bardzo efektownie utrzymując podanie do zera, zresztą podobnie było w gemie czwartym.
Punkt za punkt, gem za gem
Do stanu 3:3 obydwaj konsekwentnie pilnowali swoich gemów i nie dali sobie nawzajem ani jednej okazji do zmiany tej sytuacji. Ale w siódmym zgotowali londyńskiej widowni niesamowite widowisko składające się aż z 24 wymian i 9 równowag.
Było w nim pięć break pointów obronionych przez Kamila i tyle samo niewykorzystanych przewag. Dopiero przy szóstej zdołał wyjść z opresji i zrobiło się 4:3, a następnie – już bez najmniejszych turbulencji – 5:4 i 5:5. Gdy publiczność powoli szykowała się na decydujące rozstrzygnięcie w tie-breaku, nastąpił nagły zwrot akcji.
W jedenastym gemie Lehecka zdołał przełamać podanie rywala do 15, a następnie utrzymał swoje do 30, wykorzystując pierwszego setbola po blisko godzinnej walce.
Druga odsłona tego spotkania rozpoczęła się zgodnie z regułą własnego serwisu, zanim w szóstym gemie Majchrzak wykorzystał pierwszego break pointa na 4:2. Jednak w następnym obronił tylko jedne z dwóch i rywal od razu odrobił stratę, a następnie wyrównał na 4:4.
Znowu nastąpił moment stabilizacji i pewnie utrzymywanych podań, więc tym razem, po godzinie i trzech kwadransach, doszło do tie-breaka. W nim Kamil prowadził 2-0, 3-1, ale trzy kolejne punkty zapisał na swoim koncie Lehecka. Co prawda Polak wyrównał jeszcze na 4-4, to jednak przegrał potem trzy ostatnie wymiany oraz trwający godzinę i 53 minuty mecz, który mógł się wszystkim podobać.
Był to ich trzeci pojedynek, chociaż dwa poprzednie miały miejsce dość dawno i w innej sytuacji rankingowej obydwu zawodników. Ale warto przypomnieć, że Majchrzak dwukrotnie pokonał wcześniej Czecha na kortach ziemnych w challengerach ATP w Tulln i Prościejowie, pięć i sześć lat temu.

Holenderska trampolina
To wyjątkowy czas w karierze Majchrzaka, który w styczniu obchodził 30. urodziny. Co prawda wiosna nie była zbyt łaskawa jeśli chodzi o zdrowie, bo najpierw przytrafił mu się drobny uraz, a w maju musiał opuścić dwa duże turnieje rangi ATP 1000 w Madrycie i Rzymie rozgrywane na kortach ziemnych.
Wrócił co prawda do Touru podczas wielkoszlemowego Roland Garros na paryskiej mączce, ale widać było, że nie był do końca przygotowany do gry na najwyższym poziomie. Poza tym trafił na świetnie dysponowanego rywala ze światowej czołówki i przegrał w pierwszej rundzie.
Niemal prosto ze stolicy Francji udał się na Wyspy Brytyjskie, gdzie postanowił szybko rozpocząć okresy gry na trawie, nawierzchni wybitnie mu pasującej. Dowodem na to był dotychczas najlepszy wynik w Wielkim Szlemie, czyli czwarta runda uzyskana przed rokiem w Wimbledonie. Za dwa tygodnie będzie w kolejnej edycji The Championship bronił 200 punktów, ale znalazł się obecnie w dość komfortowej sytuacji
W drugim tygodniu Roland Garros osiągnął półfinał dużego challengera ATP 125 na trawie w Birmingham. Natomiast w niedzielę odniósł największe zwycięstwo w dotychczasowej karierze, zdobywając swój pierwszy tytuł w imprezie rangi ATP Tour 250. Był najlepszy na trawiastych kortach w holenderskim ‘s-Hertogenbosch, a słowa „był najlepszy” nie są przypadkowe, jeśli prześledzić jego drogę w drabince Libema Open naszpikowaną zawodnikami z TOP 10 rankingu ATP.
W decydującej fazie pokonał kolejno: Kanadyjczyka Felixa Augiera-Aliassime’a, Daniła Miedwiediewa, a w finale Australijczyka Alexa de Minaura. Triumf dał mu 250 punktów i awans na 47. pozycję w rankingu ATP. Ale też pozwolił skorzystać z przepustki w postaci „special exemple”do głównej drabinki imprezy w Queen’s Clubie.
Lista marzeń
Szybko się zapewne dowiemy czy po krótkim odpoczynku postanowi jeszcze spróbować swoich sił w jakimś turnieju, czy też przyszły tydzień spędzi już w Londynie na przygotowaniach do Wimbledonu. Ale najważniejsze, że jest w dobrej dyspozycji przed ważnym występem w The Championships 2026 na kortach majestatycznego The All England Lawn Tennis and Croquet Club przy londyńskiej Church Road.
I znajduje się przy tym w dość komfortowej sytuacji, która obniży presję, dzięki zaliczce punktowej wywalczonej w Birmingham i ‘s-Hertogenbosch. Znając charakter Kamila nie mamy wątpliwości, że takie okoliczności nie uśpią w niczym jego czujności, a raczej pozwolą mu się cieszyć w pełni dobrym tenisem w Wimbledonie, który zajmuje szczególne miejsce w jego sercu.
We wrześniu ubiegłego roku, w wywiadzie udzielonym “TENIS MAGAZYNOWI” podczas spotkania Pucharu Davisa z Wielką Brytanią w Gdyni, wspomniał, że marzy o wejściu do TOP 50 rankingu ATP. I to stało się właśnie faktem. A zapytany co sprawiłoby mu jeszcze większą radość odpowiedział z lekkim wycofaniem: “zwycięstwo w Wielkim Szlemie na trawie, bo Wimbledon to wyjątkowy i po prostu niesamowity turniej”. Mocno trzymamy kciuki, żeby i to marzenie się mu spełniło..

