O tym, co ceni najbardziej u Igi Świątek i Huberta Hurkacza, czego najważniejszego nauczył się od legendarnego Nicka Bollettieriego i czym imponował mu Bjoern Borg; skąd wziął się ogromny sukces włoskiego tenisa – mówi dla „Tenis Magazynu” Włoch Yari Bernardo, który doprowadził Nicolasa Massu do dwóch złotych medali olimpijskich, a teraz jest trenerem dwukrotnego mistrza Roland Garros w deblu i byłego lidera światowego rankingu – Marcelo Arevalo.
Jannik Sinner został pierwszym Włochem, który znalazł się na szczycie światowego rankingu tenisistów. To chyba wspaniałe uczucie dla Ciebie i innego włoskiego trenera Riccardo Piattiego. Jak Ty to oceniasz i postrzegasz?

– Po raz pierwszy w historii mamy numer jeden w tenisie i myślę, że to naprawdę ważny moment dla Włoch, być może najlepszy. Myślę, że to już prawie 10 lat, odkąd Włochy rozwijają dużą liczbę bardzo konkurencyjnych tenisistów. Federacja w ostatnich latach wykonała dobrą robotę, przede wszystkim organizując wiele turniejów futures i challengerów. Włoskim graczom, którzy naprawdę chcieli spróbować profesjonalnej ścieżki, bardzo łatwo było spełnić swoje marzenie dzięki znacznej liczbie profesjonalnych turniejów w naszym kraju. Myślę, że jest to jeden z głównych powodów, dla których mamy dużą liczbę tenisistów w pierwszej setce ATP. Z pewnością Jannik Sinner to najlepszy produkt, jaki Włochy wypuściły w ostatnim czasie. Nie można też zapominać, że Sinner rozwijał swoją karierę tenisową do 20. roku życia z trenerem Riccardo Piattim, którego znam bardzo dobrze. To coś bardzo pozytywnego dla włoskich tenisistów i tenisistek, mieć numer jeden – to wyzwanie dla nich wszystkich. W ostatnich miesiącach włoskie szkoły tenisowe bardzo się rozwinęły i jest to bardzo ważne dla tej dyscypliny sportu w naszym kraju.
Czy zatem teraz można powiedzieć, że jest to złoty okres dla włoskiego tenisa? Czy myślisz ewentualnie o innym czasie?
– Tak, to najlepszy moment dla włoskiego tenisa. Owszem, w przeszłości w latach 70. Adriano Panatta, Paolo Bertolucci, Corrado Barazzutti wygrali Puchar Davisa w Chile. Również wtedy był to wspaniały moment, ale myślę, że teraz we Włoszech jest zupełnie inaczej, tenis jest teraz sportem globalnym, z Sinnerem numerem jeden. Potwierdza to też niesamowity moment zdobycia trofeum Pucharu Davisa w 2023 roku i teraz, w 2024. Oczywiście warto wspomnieć o zdobyciu przez Włoszki trofeum Puchar Billie Jean King 2024.
Przeczytałem, że byłeś kiedyś partnerem treningowym Bjoerna Borga. To legenda tenisa. Proszę powiedz o tym czasie, o waszej współpracy? Jak wspominasz Borga?
– Mój związek z Bjoernem Borgiem rozpoczął się w 1991 roku, kiedy byłem jednym z najlepszych juniorów we Włoszech. Björn próbował wrócić na profesjonalny poziom po kilku latach bycia na emeryturze. Był żonaty ze znaną włoską piosenkarką i mieszkali w Mediolanie, a ja pochodzę z tego regionu Włoch. Pamiętam, że poprosił włoską federację o pomoc w znalezieniu kilku zawodników, którzy mogliby z nim ćwiczyć codziennie przez kilka miesięcy. Federacja wysłała niewielką liczbę tenisistów, a ja byłem jednym z nich. Na moje szczęście, w dniu, w którym po raz pierwszy z nim trenowałem, on od tego momentu chciał grać już tylko ze mną, więc trenowałem z nim przez cztery miesiące, codziennie po trzy godziny dziennie. Pamiętam go jako prawdziwego dżentelmena na korcie tenisowym oraz poza nim. Zawsze, każdego dnia, miał słowo zachęty, był miły, oczywiście zarządzał sesją treningową, ale zawsze był gotowy zapytać mnie, czy wszystko jest ze mną w porządku lub czy chcę zrobić coś innego na korcie i to jest coś, co cenię w moich relacjach z nim: szacunek, jaki miał dla młodego gracza, takiego jak ja. Jedną z najzabawniejszych rzeczy, które pamiętam, jest to, że zawsze biegał, aby pozbierać piłki.

Yari, miałeś okazję pracować ze słynnym Nickiem Bollettierim. Czy możesz opowiedzieć o tej współpracy? Jakim człowiekiem był Nick? Czego od niego się nauczyłeś?
– Moja współpraca z legendarnym trenerem Nickiem Bollettierim rozpoczęła się również w 1991 roku, tutaj we Włoszech, kiedy trenowałem z Bjoernem Borgiem. To właśnie tam zaczyna się moja historia z nim, ponieważ ja i Bjoern trenowaliśmy we włoskim oddziale akademii tenisowej Nicka Bollettieriego pod Mediolanem i tam po raz pierwszy spotkałem Nicka.
Potem na wiele lat straciłem z nim kontakt, ponieważ był bardzo zajęty rozwijaniem ogromnej liczby najlepszych graczy i ponownie nawiązaliśmy współpracę prawie 10 lat temu. W ciągu tych ostatnich 10 lat byłem w cotygodniowym kontakcie z Nickiem i spędzałem co najmniej dwa miesiące na Florydzie każdego roku w jego akademii w Bradenton, pracując z nim na korcie oraz dzieląc się również jego domem.

Nick miał tak wiele darów w swoim życiu, ale dla mnie jedną z najważniejszych umiejętności, które posiadał, jest to, że potrafił „czytać” ludzi, przenikać ich. Niesamowite, ale po jednej chwili, gdy spotkał daną osobę, można było poczuć, że znał już tego człowieka. Więcej, jakby znał ją przez całe życie i to jest coś, co naprawdę na mnie wpłynęło. Natomiast najważniejszą rzeczą, jakiej się od niego nauczyłem, jest to, że zanim zaczniesz trenować lub szkolić zawodnika, musisz go poznać, musisz poznać jego rodzinę, musisz poznać jego przeszłość, musisz po prostu poznać tę osobę, a kiedy to zrobisz, jesteś niejako wewnątrz niego i dopiero wtedy zaczyna się prawdziwy trening, prawdziwa współpraca.
Trenowałeś czołowego tenisistę na świecie Nicolasa Massu z Chile (9. ATP)…

– Znam Nicolasa Massu (obecny szkoleniowiec Huberta Hurkacza – przyp. red.) odkąd miał 15 lat, a ja 20. Po raz pierwszy spotkaliśmy się podczas naszych pierwszych profesjonalnych turniejów na całym świecie. Zawsze dobrze się dogadywaliśmy i po kilku latach, kiedy rozpocząłem karierę trenerską, w 2008 roku grał kilka turniejów we Włoszech i Europie. Właśnie wówczas zapytał mnie, czy mógłbym z nim podróżować, aby pomóc mu w kilku turniejach. Nicolas miał niezwykle udaną karierę, plasując się w pierwszej dziesiątce światowego rankingu ATP w singlu, a także został podwójnym medalistą olimpijskim, w singlu oraz w deblu, w Atenach 2004. Podróżowałem z nim głównie w turniejach europejskich od 2008 do 2013 roku. Właśnie wtedy zdecydował się przejść na sportową emeryturę. Nicolas jest jak mój brat, rozmawiamy prawie codziennie i często przyjeżdża do mojego domu, aby spędzić trochę czasu razem. Także razem pracujemy, starając się pomóc niektórym juniorom.
Twój inny zawodnik – Marcelo Arevalo – dwa razy wygrał Roland Garros w deblu. Proszę opowiedz o Waszej współpracy?
– Znam Marcelo Arevalo odkąd skończył sześć lat. Pochodzi z Salwadoru, kraju położonego w Ameryce Środkowej. Przez te wszystkie lata zawsze byłem w kontakcie z Salwadorską Federacją Tenisową. Jego brat, Rafael Arevalo, to dobry tenisista, który również brał udział w igrzyskach olimpijskich w Pekinie w 2008 roku, a obecnie jest prezesem Federacji Tenisowej. W 2019 roku poprosił mnie, abym został kapitanem drużyny Pucharu Davisa i tam ponownie spotkałem Marcelo, już jako dorosłego tenisistę, i od tego momentu zaczęliśmy naszą współpracę na linii trener-zawodnik.
W 2020 roku Marcelo zdecydował się poświęcić swoją karierę zawodową grze podwójnej i po kilku latach walki w tourze nasza współpraca daje bardzo dobre efekty. Marcelo Arevalo wygrał dwa turnieje wielkoszlemowe na kortach Rolanda Garrosa, w 2022 (jego partnerem był Jean-Julien Rojeri – przyp. red.) oraz w 2024 roku (w parze z Mate Pavicem – przyp. red.).

Nie mogę zaprzeczyć, że naszym celem jest zostanie numerem jeden na świecie (Arevalo został liderem deblistów na koniec sezonu 2024, a sierpniu 2025 jest trzecim deblistą świata – przyp. red.) i wygranie jak największej liczby dużych turniejów. Każdego dnia pracujemy nad tym. W tym roku Arevalo osiągnął m.in. finał ATP Finals w Turynie.
Jesteś właścicielem i założycielem Yari Bernardo Tennis School w Mediolanie. Opowiedz proszę o tym przedsięwzięciu.
– W 2006 roku założyłem własną szkołę tenisa na północy Włoch. Pracuję głównie z zawodnikami próbującymi dostać się na poziom krajowy. Mam też kilku juniorów, którzy próbują zdobyć międzynarodowy ranking. Jest to dla mnie spore wyzwanie, ponieważ czasami nie mogę być obecny na tak wielu turniejach w tym samym czasie, ponieważ często jestem z Marcelo. Bardzo lubię też uczyć nowych początkujących, zawsze fajnie jest zachęcać graczy na wszystkich poziomach i w każdym wieku do zapoznania się z tenisem. Niestety, jak już wspomniałem, czasami muszę być daleko, ale mam kilka osób, które pomagają mi utrzymać szkołę podczas mojej nieobecności.
Co Twoim zdaniem jest najważniejsze, aby wychować dobrego tenisistę? Co jest kluczem do sukcesu?
– Z pewnością głównym czynnikiem, który pozwala wychować dobrego tenisistę, jest pasja, którą musi mieć zarówno trener, jak i zawodnik.
Aby rozwinąć dobrego tenisistę, konieczny jest również duży talent zawodnika, ale bądź ostrożny, kiedy mówię o tym, bo myślisz, że chodzi mi o jego technikę. Prawdziwy talent to odpowiednia postawa w pracy na korcie – fizyczna i psychiczna.
Jeśli jako zawodnik masz to wszystko, to jesteś w tourze, ale jak wielu innych tenisistów na całym świecie, próbujesz osiągnąć profesjonalny poziom. A ranking jest bardzo napięty, bo jest tylko 2000 graczy na świecie, a na pewno jest jeszcze 50 000, którzy każdego dnia próbują otworzyć sobie drogę do sukcesu.
Słowo „sukces” jest bardzo złożone. Dla mnie to osiągnięcie czegoś ekskluzywnego w świecie tenisa, na przykład wygranie turnieju wielkoszlemowego. Wówczas możesz zacząć mówić, że odniosłeś sukces w tenisie. Czasami jest to bardzo okrutne, ponieważ znam ogromną liczbę profesjonalnych tenisistów, którzy każdego dnia robią wszystko, aby go osiągnąć, ale to nie gwarantuje ci sukcesu. Podobnie jak w moim przypadku, wygranie Wielkiego Szlema było mieszanką ciągłej, ciężkiej pracy i pewnej liczby sytuacji, które w tym konkretnym momencie stopiły się w jedno.



Jakie masz wrażenia, gdy oglądasz grę Igi Świątek czy Huberta Hurkacza? Co byś poprawił w ich grze?
– Przede wszystkim muszę powiedzieć, że macie wspaniały kraj, jeśli chodzi o tenis. Jako kapitan Salwadoru w Pucharze Davisa, grałem z drużyną przeciwko wam w 2021 roku w Polsce i przegraliśmy z naprawdę konkurencyjną ekipą, którą mieliście (grał wtedy Łukasz Kubot, wasz były numer 1 na świecie w deblu – przyp. red.).
O Idze nie mogę wiele powiedzieć, ponieważ tak naprawdę nie śledzę kobiecego touru, mogę tylko powiedzieć, że jest już jedną z największych tenisistek w historii. Jest niesamowita i nie sądzę, że w następnych latach będzie duża grupa rywalizującej z nią przeciwniczek. Czasami naprawdę mi imponuje, ponieważ często widzę ją na siłowni przed meczami. A najbardziej imponuje mi to, że zawsze jest tak skoncentrowana na wszystkim, co robi w tym konkretnym momencie, wygląda na to, że wykonuje misję.
Jeśli chodzi o Hubiego, to bardzo go szanuję. Jest profesjonalnym graczem w tourze, a także dżentelmenem w szatni. Z mojej strony bardzo trudno jest mówić o technikach z zawodnikiem na tym poziomie. Czasami są bardzo małe rzeczy, które gracz może poprawić czy dostosować. Muszę powiedzieć, że Hubi potrafi dostosować się do gry na naprawdę wysokim poziomie na wszystkich nawierzchniach, a to umiejętności, które posiada niewielu graczy.
Jak jest Twoja opinia o organizacji ATP Finals w Turynie?
– Miałem zaszczyt być częścią finału ATP w Turynie w 2022 roku i był to dla mnie pierwszy raz, a w tym roku ponownie byłem jego częścią. Niestety, nie mogę porównać poprzednich finałów ATP na całym świecie, mogę tylko powiedzieć, że słuchając innych graczy, kilka innych finałów ATP organizowanych w innych częściach świata było bardziej kompletnych w kilku aspektach organizacji.
Czy możesz opowiedzieć więcej o Twoich relacjach z firmą EA7 Emporio Armani, która inwestuje w tenis?
– Od początku finałów ATP 2022 jesteśmy częścią EA7. Wszystko zaczęło się naprawdę autentycznie z firmą, w momencie gdy Marcelo Arevalo nie miał żadnego sponsora odzieżowego. Z kolei my właśnie wówczas byliśmy naprawdę silni jako zawodnicy rywalizujący w finałach. EA7 jest głównym sponsorem wydarzenia i – niestety dla nich – nie mieli tenisistów rywalizujących w ich ubraniach, więc kiedy zaproponowałem mojemu zawodnikowi noszenie ich odzieży, było to dobre dla dwóch stron. Od tego czasu, współpracujemy. A wraz z czasem nasze relacje stały sie wręcz rodzinne. Teraz są częścią naszego zespołu i często podróżują z nami na turnieje. Ja osobiście, jako Włoch, jestem naprawdę podekscytowany byciem częścią tego projektu. To dla mnie zaszczyt nosić Giorgio Armaniego.
Yari Bernardo (rocznik 1973)

Trener Marcelo Arevalo (Salwador), który został dwukrotnym mistrzem Roland Garros 2022 i 2024 (Nr 1 w rankingu deblistów na koniec 2024 roku). Wcześniej Yari Bernardo był m.in. kapitanem Salwadoru w Pucharze Davisa. Przez wiele lat współpracował z legendarnym trenerem Nickiem Bollettierim. Był też trenerem byłego 9. tenisisty rankingu ATP w singlu i złotego medalisty olimpijskiego z 2004 roku w singlu i w deblu – Nicolasa Massu (Chile). Były partner treningowy legendarnego Björna Borga, pod okiem Nicka Bollettieriego. Były zawodnik ATP i reprezentant Pucharu Davisa Salwadoru. Właściciel i założyciel Yari Bernardo Tennis School w Mediolanie.
Rozmawiał Paweł Pluta
Fot. Archiwum prywatne Y. Bernardo
Fot. www.depositphotos.com



