Święto tenisa w Zielonej Górze. Zwycięski powrót Janowicza

Zakończył się rozgrywany przez dwa dni w Zielonej Górze mecz tenisowy Polska Czechy. Reprezentacja Polski przegrała z reprezentacją Czech 2:4. Punkty dla Polski zdobyli: męska para deblowa Szyman Walków/Jan Zieliński (jeszcze w piątek wieczorem) oraz w sobotę Jerzy Janowicz w grze pojedynczej mężczyzn. Spotkanie zwieńczyło obchody przypadającego w 2021 roku 100-lecia powstania Polskiego Związku Tenisowego.

W sobotę, jeszcze przed południem, jako pierwsze wyszły na kort Magdalena Fręch (102. WTA) oraz Tereza Martincova (48. WTA). Po wyrównanym meczu wygrała Czeszka 6:4, 2:6, 10-8. Polka mogła przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyć, bo w miarę upływu czasu radziła sobie coraz lepiej, doprowadzając do decydującego super tie-breaka, rozgrywanego do dziesięciu wygranych punktów, ale do sukcesu zabrakło dwóch wygranych akcji w końcówce batalii.

– Mam nadzieję, że w przyszłym roku będę zawodniczką z Top 50. Będę robić wszystko, żeby to osiągnąć. Jak najbardziej jest to realne, trzeba grać i wygrywać. Jestem w połowie okresu przygotowawczego. Za mną 3 tygodnie, a 3 jeszcze cięższe przede mną. Australia i turnieje poprzedzające przede mną i liczę, że forma będzie. Nie spodziewałam się aż tak, że będę w stanie biegać. Są to moje pierwsze punkty, pierwszy mecz od  5 tygodni. Trochę się momentami gubiłam. Mięśnie było widać, że nie są jeszcze tak dynamiczne, ale mam nadzieję, że z każdym tygodniem i każdym dniem będzie coraz lepiej. Przede wszystkim to bardzo fajny przerywnik w tym ciężkim i mozolnym okresie. Fajnie jest spotkać się z innymi, mamy tutaj wszystko zagwarantowane. Wszystko jest na miejscu i nie musimy się o nic martwić – powiedziała Fręch.

– Mam nadzieję, że w przyszłym roku będę zawodniczką z Top 50 – mówi Magdalena Fręch.

– Wiedziałam, czego mogę od siebie oczekiwać. Wiadomo, są emocje, ale nie takie jak w meczach o stawkę. Starałyśmy się tutaj z Teresa zapewnić niezłą dawkę emocji. W super tie-breaku to każda piłka może decydować o losach spotkania, trzeba trzymać koncentrację, jeden błąd może rozstrzygnąć. Tutaj każda piłka jest ważna, kibice wyrazili zainteresowanie i to mnie cieszy. Jestem tutaj też dla zabawy i cieszę się, że wszystko udało się spełnić – dodała.

Zawodniczka LOTOS PZT Team jesienią po raz pierwszy w karierze awansowała do czołowej setki rankingu WTA. W Zielonej Górze uczestniczyła w zgrupowaniu reprezentacji narodowej, a jednocześnie na tym samym obiekcie trenowała kadra męska.

– Taka forma zgrupowania jest dużo ciekawsza. Każdy ma inne spostrzeżenia, poza kortem dużo więcej się dzieje. Mam nadzieję, że będzie coraz więcej takich zgrupowań. Tutaj mamy najlepszych zawodników z kadry z jednej i drugiej strony. Nie jest to klubowe granie. Mamy zlepek samych najlepszych. Z mojej perspektywy jest to super, że możemy wymieniać spostrzeżenia wraz z najlepszymi. Treningi nie są dla mnie nudne, bo wiem, co chcę poprawić. Czasami to ja wymagam więcej niż trener. Przez pierwsze tygodnie skupiliśmy się na przygotowaniu fizycznym, dopiero później włączyliśmy więcej grania. Są to monotonne treningi, ale wiemy, że później zaprocentują. To zgrupowanie też mi dobrze zrobiło dla głowy, dla psychiki. To było ciężkie 6 dni, ale na pewno mi to zrobi, żeby w Łodzi znów ciężko pracować – dodała.

Zwycięski powrót Janowicza

Po porażce Fręch drużyna gości prowadziła już w spotkaniu 3:1 i było wiadomo, że aby reprezentacja Polski zachowała szanse na zwycięstwo, wracający do drużyny narodowej i w ogóle na korty po problemach zdrowotnych Jerzy Janowicz (504. ATP) musi wygrać mecz, w którym jego rywalem był w sobotnie wczesne popołudnie Jiri Lehecka (141. ATP). Polak wytrzymał presję, wygrywając 3:6, 6:3, 10-8 i przedłużając  nadzieję polskiego zespołu na końcowy sukces.

– Obecnie przygotowuję formę na nowy sezon i nie mogę się doczekać powrotu do rywalizacji na korcie. Mecz z Czechami w Zielonej Górze będzie dla mnie pierwszym oficjalnym występem przed publicznością od prawie dwóch lat. Od paru miesięcy intensywnie trenuję, ale wiadomo, że to nie to samo, co możliwość poważnej gry na punkty z solidnymi rywalami. Dlatego nie mogę się doczekać tego występu, tym bardziej, że wreszcie na trybunach będą obecni kibice – mówił niedawno Janowicz, półfinalista Wimbledonu 2013, niegdyś nr 14. rankingu ATP. Do ATP Tour zamierza wrócić w lutym, a w Zielonej Górze bardzo się starał i był wspierany przez publiczność w hali MRS MOSiR. Zdołał odwrócić losy meczu, po przegranym pierwszym secie wygrywając drugą partię oraz rozstrzygającego super tie-breaka. Tenisista z Łodzi przekonał się, że treningi oraz gra z solidnym rywalem to dwie różne rzeczy i że sporo jeszcze brakuje, aby powrót do międzynarodowej rywalizacji mógł być w miarę udany.

– Raczej nie mogę na nic narzekać. Nie mogę od siebie wymagać nie wiadomo jakiej formy, wiadomo brakuje mi ogrania. Mogę się przygotowywać i trenować, ale ogrania brakuje. I tak jestem zadowolony z tego, co mogłem z siebie dzisiaj uzyskać. Przed meczem był lekki stres, ale nie paraliżowało mnie to. To był stres bardziej związany z adrenaliną, z testowaniem swojego organizmu. Czy organizm nie powie, że tego meczu nie zagram do końca. Jeszcze przyjemniej było po meczu. Nawet gdybym przegrał, to zadowolony byłem ze swojego występu. W pierwszym secie czułem, że brakuje mi tego ogrania i oceny sytuacji na korcie. W drugim secie gra była bardziej poukładana i mniej chaotyczna. Rywal czeski grał troszeczkę inaczej niż się spodziewałem, grał dobrze, ale nie miałem uczucia, że mnie dominuje, więc ciekawy zawodnik i na pewno ma jakąś świetlaną przyszłość i na pewno też nie boi się gry. To nie jest zawodnik, który się cofa i lubi budować akcje na punkty – powiedział Jerzy Janowicz.

Jerzy Janowicz zaliczył udany powrót na kort, pokonując Jiriego Leheckę.

– Mam bardzo przyjemne odczucia związane z tą halą, ponieważ nigdy nie przegrałem tutaj meczu. Fajna jest konstrukcja trybun, bo czuć, że kibice są bliżej. Prawdę mówiąc do tego spotkania z Czechami nie przegotowywałem się zbyt długo, może chwilę ponad miesiąc. Bardziej długo się rehabilitowałem i leczyłem. Miałem ciężką kontuzję, leczy się to niewygodnie. Start do sezonu stricte tenisowego, to mam nadzieję, że zacznę w lutym. Na pewno moje nastawienia do tenisa trochę się nie zmieniło. Przez ostatnie lata byłem nękany ciężkimi kontuzjami, sporym bólem, kilkoma operacjami. To nie był łatwy okres, nie ma co ukrywać. Wcześniej miałem takie nastawienie, że muszę grać, że bez tenisa to nie życie. Jednak czas pokazał, że muszę sobie po części radzić bez tenisa. Wtedy to był dla mnie trochę szok, zderzenie ze ścianą. Na dzień dzisiejszy to ewentualnie ja chcę grać w tenisa, chcę trenować, a na pewno marzy mi się na pewno, żeby grającego mnie zobaczył mój syn. Marzy mi się, żeby pokazać mu tenis na największym poziomie – dodał.

Pokaz w wykonaniu Czeszek

Do gry podwójnej kobiet kapitanowie zdecydowali się desygnować pary Katarzyna Kawa/Alocja Rosolska oraz Tereza Martincova/ Katerina Siniakova. Polki w razie wygranej mogły doprowadzić do remisu 3:3. Niestety, to był jednostronny popis pary czeskiej z liderką rankingu WTA Kateriną Siniakovą w składzie. Czeszki oddały Polkom tylko trzy gemy, wygrywając zdecydowanie 6:1, 6:2 i zapewniły zwycięstwo reprezentacji Czech w całym spotkaniu 4:2.

Mikst nie był potrzebny

Ponieważ zwycięstwo reprezentacji Czech było po sześciu meczach przesądzone, mecz gry mieszanej, który w przypadku remisu 3:3 po sześciu meczach miał rozstrzygnąć spotkanie, nie był już potrzebny.

Święto tenisa

Reprezentacja Polski przegrała spotkanie z reprezentacją Czech 2:4. Ekipa gości odniosła w pełni zasłużone zwycięstwo. Pod nieobecność Igi Świątek, Magdy Linette i Huberta Hurkacza raczej inaczej się to skończyć nie mogło. Mimo towarzyskiego charakteru spotkania w Zielonej Górze było jednak sporo dobrego tenisa i tenisowe święto wieńczące 100-lecie istnienia Polskiego Związku Tenisowego.

Sponsorami Głównymi meczu Polska-Czechy są Grupa LOTOS oraz forBET. Partnerami głównymi są SuperBid i Lubuskie. Partnerami meczu są m.in. miasto Zielona Góra, MOSiR Zielona Góra, LOTTO oraz EKONBUD.

Krzysztof Maciejewski
Tomasz Dobiecki
Fot. Michał Jędrzejewski i Andrzej Szkocki

Zielona Góra 10-11 grudnia 2021 (nawierzchnia twarda w hali)

Polska Czechy 2:4

Kaml Majchrzak – Jiri Vesely 3:6, 6:4, 5:10; Katarzyna Kawa – Katerina Siniakova 4:6, 4:6; Szymon Walków/Kan Zieliński – Jiri Lehecka/Jiri Vesely 6:7 (5), 7:6 (5), 12:10; Magdalena Fręch – Tereza Martincova 4:6, 6:2, 8:10; Jerzy Janowicz – Jiri Lehecka 3:6, 6:3, 10:8; Katarzyna Kawa/Alicja Rosolska – Tereza Martincova/Katerina Siniakova 1:6, 2:6.

Udostępnij:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter

Podobne wiadomości