Brazylijsko-hiszpański finał zakończy w niedzielę 30. edycję challengera rangi ATP 125 Ivest in Szczecin Open 2026. W samo południe na kort centralny im. Bohdana Tomaszewskiego przy Al. Wojska Polskiego 127 wejdą Brazylijczyk Thiago Monteiro i Hiszpan Nikolas Sanchez-Izquierdo, który stanie przed szansą przełamania „hiszpańskiej klątwy” w Szczecinie W sobotę wieczorem po tytuł sięgnął czesko-portugalski debel Andrew Paulson i Tiago Pereira.
W sobotę Monteiro potrzebował trzech setów, by zatrzymać rozstawionego z numerem drugim w drabince Argentyńczyka Marco Trungellitiego 6:4, 3:6, 6:3. To oni otworzyli plan gier przedostatniego turnieju szczecińskiej imprezy.

Szlakami „Gugi” Kuertena
Historia Brazylijczyka jest jedną z tych, które pokazują, jak nieoczywista potrafi być droga do zawodowego sportu. Thiago tuż po urodzeniu został adoptowany i wychowywał się w niezamożnej rodzinie. Tenis odkrył dopiero jako ośmiolatek, w czasach gdy jego kraj żył sukcesami Gustavo „Gugi” Kuertena na kortach Rolanda Garrosa. Rakietę po raz pierwszy podał mu brat. Talent szybko stał się widoczny, a później trafił do akademii samego Kuertena.
W najlepszym momencie kariery Monteiro zajmował 61. miejsce w rankingu ATP, a obecnie jest 282. na świecie. Do drabinki Invest in Szczecin Open 2026 trafił jak alternate, po wycofaniu się jednego z zawodników już po rozlosowaniu drabinki.

Przed sobotnim półfinałem ograł kolejno: Stefano Travaglię, Witalija Saczko i Diego Dedurę, tracąc po drodze tylko jednego seta. Natomiast Trungelliti pokonał Seana Cuenina, w 1/8 finału stoczył niemal trzygodzinny bój z Filipem Pieczonką, a w piątkowym ćwierćfinale wyeliminował Marco Cecchinato.
Południowoamerykański bój
36-letni Argentyńczyk, najbardziej doświadczony z półfinalistów i jednocześnie zawodnik przeżywający jeden z najlepszych sezonów w swojej karierze. W 2026 roku osiągnął rekordowe 76. miejsce w rankingu ATP, a jego tenisowa droga również daleka była od zwyczajności. W 2015 roku otrzymał propozycję finansową w zamian za ustawianie spotkań. Zgłosił sprawę odpowiednim organom, a jego zeznania przyczyniły się do zawieszenia kilku zawodników. Późniejsze konsekwencje społeczne całej sprawy sprawiły, że przeniósł się do Europy i zamieszkał w Andorze. Dziś jego trenerem jest Hiszpan Albert Portas, finalista szczecińskiego challengera z 2003 roku.
Pierwszy sobotni półfinał od pierwszych gemów stał na bardzo wysokim poziomie. Obaj zawodnicy imponowali regularnością i cierpliwością, ale to Monteiro sprawiał wrażenie tenisisty mającego nieco lepszy plan na wymiany. Brazylijczyk konsekwentnie spychał rywala głębokimi piłkami, a w siódmym gemie pierwszego seta wykorzystał szansę na przełamanie. Tę przewagę dowiózł do końca partii.

Trungelliti odpowiedział w drugim secie i doprowadził do decydującej odsłony, ale w niej ponownie solidniejszy okazał się Monteiro. Zwyciężył 6:4, 3:6, 6:3 i jako pierwszy zameldował się w niedzielnym finale.
– Marco ma niesamowity rok. W tym sezonie po raz pierwszy przebił się do czołowej setki i wszedł do finału turnieju ATP. Bardzo miło patrzeć, jak cała ta praca, którą wkładał przez tyle lat, wreszcie przynosi efekty. Wiem, że to bardzo groźny zawodnik – jest naprawdę świetny, więc musiałem zagrać swój najlepszy tenis. Myślę, że to był mój dotychczas najlepszy mecz w tym turnieju – chwalił rywala Monteiro.

W oparach „hiszpańskiej klątwy”
W drugim popołudniowym pojedynku Sanchez-Izquierdo bez straty seta uporał się z Chorwatem Luką Mikrutem 6:3, 6:4. Awans Nikolasa do finału na nowo obudził wspomnienie „hiszpańskiej klątwy” w Szczecinie, gdzie jeszcze nigdy po trofeum nie siągnął żaden z hiszpańskich tenisistów. Czy zostanie odczarowana w 30 edycji imprezy z cyklu challenger Tour? Przekonamy się w niedzielę.
Mikrut miał pewien handicap przed tym meczem, ponieważ niedawno pokonał swojego rywala w eliminacjach wielkoszlemowego US Open. 22-letni Chorwat pochodzi ze Splitu, miasta o ogromnych tenisowych tradycjach, z którego wywodzą się m.in. Goran Ivanisević czy Mario Ancić. Luka najwyżej w karierze zajmował 159. miejsce w rankingu ATP, a swoją pozycję konsekwentnie budował startując w turniejach ITF i challengerach ATP.
Sanchez-Izquierdo pojawił się w Szczecinie już po raz czwarty. Hiszpan pochodzi z Sant Andreu de Llavaneres, gdzie od lat korzysta z bardzo dobrych warunków treningowych. Ten sezon jest dla niego przełomowy – osiągnął najwyższą pozycję w karierze i zdobył pierwszy tytuł w cyklu ATP Challenger Tour.

W sobotę od początku to właśnie Nikolas dyktował warunki gry i pewniej trzymał piłkę w korcie, popełniając mniej błędów i cierpliwie budując przewagę. W pierwszej partii do sukcesu wystarczyło mu jedno przełamanie. W drugiej sytuacja zmieniała się częściej, a Mikrut po interwencji fizjoterapeuty próbował jeszcze odwrócić losy meczu. Jednak Sanchez-Izquierdo szybko odzyskał kontrolę i zwyciężył 6:3, 6:4.
– Mam nadzieję, że będę tym pierwszym Hiszpanem, który tu wygra turniej – powiedział po wygranej Sanchez-Izquierdo.
Udane deblowe powroty do Szczecina
Andrew Paulson i Tiago Pereira triumfowali w sobotni wieczór w grze podwójnej. Czesko-portugalski duet w trwającym 51 minut finale nie pozostawił większych złudzeń Hiszpanowi Inigo Cervantesowi i Ukraińcowi Denisowi Molczanowowi, zwyciężając zdecydowanie 6:2, 6:0. Tym samym Paulson po trzech latach ponownie sięgnął w Szczecinie po trofeum.
Do finału prowadziły obie pary zupełnie inne historie. Cervantes i Molczanow przystępowali do decydującego spotkania jako duet znacznie bardziej zgrany. W ubiegłym sezonie wystąpili wspólnie w dwóch turniejach, a od maja tego roku połączyli siły na stałe. Współpraca szybko przyniosła efekty – sięgnęli po tytuł w Libercu, a dobre wyniki notowali również podczas innych polskich challengerów. W Poznaniu dotarli do półfinału, a w Kozerkach do finału.

Molczanow przyjechał do Szczecina również z wyjątkowo przyjemnymi wspomnieniami. Ukrainiec był mistrzem poprzedniej edycji, kiedy występował u boku Davida Pichlera. Ukraińsko-austriacka para pokonała wówczas w finale Iwana Liutarewicza i Bruno Pujola-Navarro.
Szczeciński kort doskonale zna także Andrew Paulson. Czech triumfował tutaj w 2023 roku wspólnie z Witalijem Saczko, pokonując w finale Zdenka Kolařa i Sergio Martosa-Gornesa. Tym razem wrócił po kolejne trofeum, choć z zupełnie nowym partnerem.
Paulson i Pereira przed przyjazdem do Szczecina nigdy wcześniej nie występowali po tej samej stronie siatki. Brak wspólnego doświadczenia okazał się jednak najmniejszym z ich problemów. Czech od lat należy do grona bardzo skutecznych zawodników na poziomie challengerowym – przed tym turniejem miał na koncie już 17 tytułów tej rangi, w tym aż pięć zdobytych w tym sezonie. Ostatni wywalczył zaledwie tydzień wcześniej w Tulln.
Równie udany sezon w grze podwójnej rozgrywa Tiago Pereira. Portugalczyk triumfował w tym roku w challengerze w Hersonissos u boku Michaela Geertsa, a następnie w Montemar, gdzie jego partnerem był Szymon Kielan.
W sobotnim finale różnica między duetami była jednak wyraźna i to od pierwszych gemów. Paulson i Pereira szybko narzucili własne tempo, skutecznie wykorzystywali swoje okazje i nie pozwalali rywalom znaleźć rytmu. Pierwszego seta zakończyli wynikiem 6:2, a w drugiej partii ich przewaga była jeszcze większa i nawet nie stracili gema.
– Dla nas obu to bardzo ważny moment. Dla Andrew ten tytuł oznacza przełamanie bariery TOP 100, a dla mnie jest największym sukcesem w dotychczasowej karierze. Tym bardziej cieszy, że osiągnęliśmy to razem, w tak świetnym miejscu i jako para, która wcześniej ze sobą nie grała. To naprawdę wyjątkowe uczucie – mówili po meczu świeżo upieczeni zwycięzcy.

Dla Paulsona jest to drugi triumf w Szczecinie, choć osiągnięty z innym partnerem. A dla Pereiry – kolejny dowód, że tegoroczny sezon w deblu należy do najbardziej udanych w jego dotychczasowej karierze. Ich szczecińska historia jest przy tym najlepszym przykładem, że w grze podwójnej czasami nie potrzeba wielu miesięcy wspólnych treningów, by znaleźć właściwy rytm. Czasem wystarczy kilka meczów, dobre porozumienie na korcie i tenis, który w najważniejszym momencie działa niemal bez zarzutu.
Wydarzenie odbywa się przy wsparciu finansowym Miasta Szczecin, Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz ENEA.






