Było to w roku 1952. Reprezentacja Polski w tenisie przygotowywała się wówczas do pierwszego wyjazdu do Związku Radzieckiego. GKKF (1951-1957 upolitycznione struktury sportowe utworzone po rozwiązanie w 1951 roku Polskiego Związku Tenisowego), postanowił elegancko ubrać naszych zawodników. Marynarki otrzymali od narciarzy, natomiast spodnie szyli na miarę specjalni krawcy. I tutaj rodzi się pytanie – dlaczego Władysław Skonecki mówił do Józefa Piątka: Oddaj mi moje portki!

Anegdotę opowiadał Józef Piątek: – Z uwagi na to, że ja w tym czasie przebywałem w Poznaniu spodnie dla mnie szył krawiec na figurę. W przeddzień wyjazdu odebrałem spodnie. Były niespodziewanie o kilka numerów za duże. Co tu robić. W pewnym momencie wpadła mi do głowy genialna myśl. Dowiedziałem się bowiem, że doskonale miał uszyte spodnie Władysław Skonecki. Podobno był już cztery razu u przymiarki. Przy odbiorze nie przymierzał ich jednak.
Słyszałem, jak prosił Józefa Hebdę: „Zanieś, kochany, spodnie do mojego pokoju. Później je przymierzę.” Godzinę później paradowałem w elegancko skrojonych porciętach Skoneckiego.
Pasowały jak ulał. Gdy przymierzał później Władzio… moje spodnie, w pokoju działy się okropne rzeczy Skonecki nazwał krawców, rzeźnikami, szewcami. Pękaliśmy ze śmiechu. Po tym incydencie GKKF wydał polecenie uszycia Skoneckiemu jeszcze jednej pary. Były gotowe przed wyjazdem.
W czasie podroży do Moskwy, wszystko Władziowi powiedziałem. Początkowo był wściekły, ale później udobruchał się. Teraz, gdy spotkamy się, Skonecki często do mnie mówi: Oddaj mi moje portki!”
Spisał Piotr Gąsiorek



