Roland Garros 2026. Maja Chwalińska zagra z Dianą Sznajder w półfinale w Paryżu!

Maja Chwalińsa zagra w Roland Garros w swoim pierwszym wielkoszlemowym półfinale! Fot. @RolandGarros/Cedric Lecocq/FFT

Obecnie 114. w rankingu WTA Maja Chwalińska (BKT Advantage Bielsko-Biała) wygrała 7:6 (7-3), 6:3 z Anną Kalińską, 24. na świecie, ale rozstawioną z numerem 22 w drabince. To oznacza, że 24-letnia Polka zagra w czwartek w półfinale turnieju wielkoszlemowego na kortach ziemnych im. Rolanda Garrosa. To najlepszy wynik w jej karierze, a my wszyscy trzymamy kciuki, by ten pełen emocji lot Mai nad Paryżem trwał do soboty. Już w czwartek o miejsce w finale powalczy z Dianą Sznajder, która wyeliminowała w trzech setach numer jeden na świecie Arynę Sabalenkę.

Pierwszy tydzień Roland Garros 2026 przyniósł rzadko spotykane o tej porze roku we Francji ponad 30-stopniowe upały i palące słońce. Od niedzieli przyszła lekka ulga, ale wciąż temperatura oscylowała w okolicach 25 stopni, a na niebie pojawiały się pojedyncze chmury. Taka aura sprawiała, że korty ziemne były bardzo wysuszone, piłki odbijały się dość szybko, co sprzyjało technicznej kątowej grze Chwalińskiej.

Po wtorkowych intensywnych opadach deszczu, burzach, a nawet przejściowym gradobiciu, warunki uległy radykalnej zmianie. 15-16 stopni, zachmurzenie i prognozy meteorologów zapowiadające przejściowe opady deszczu sprawiły, że przez całą noc i podczas rozpoczęcia rywalizacji kort centralny im. Philippe’a Chatriera był przykryty rozsuwanym dachem.

Obie tenisistki miały okazję oswoić się z nowymi okolicznościami przyrody podczas porannego treningu, w trakcie którego przebijały piłki ze sobą. To nie bez znaczenia, ponieważ wcześniej nie miały okazji ze sobą rywalizować. Jednak tuż przed rozpoczęciem gier dach został jednak rozsunięty.

Fot. @Rolandgarros

W przedmeczowych informacjach przebijały się podstawowe fakty, jak spory dystans w rankingu WTA: Kalińska jest w nim obecnie 24., a Chwalińska 114. Dodać należy, że Polka po osiągnięciu półfinału w Paryżu w klasyfikacji live jest 30., a może być jeszcze wyżej…

Bezcelowe byłoby porównywanie sukcesów obydwu w zawodowym Tourze, bowiem Maja dotychczas rywalizowała głównie na poziomie dużych imprez ITF oraz challengerów rangi WTA 125 oraz eliminacji do Wielkiego Szlema. Jej środowa przeciwniczka od dawna zadomowiła się w światowej czołówce, regularnie gra w największych turniejach, z rywalkami z TOP 20, a w w dorobku miała wcześniej jeden wielkoszlemowy ćwierćfinał osiągnięty w Australian Open 2024

Natomiast Polka dopiero po raz trzeci ma okazję występować w głównej drabince Wielkiego Szlema. W swoim debiucie w 2022 roku przeszła jedną rundę na trawiastej nawierzchni w Wimbledonie. W poprzednim sezonie przegrała pierwszy mecz na twardych kortach w Melbourne. Zarówno do The Champioships, jak i do Australian Open przebiła się przez trzyetapowe eliminacje.

Czy za trzy tygodnie będzie musiała znowu walczyć w kwalifikacjach na londyńskiej trawie? Może tak być, bo lista zgłoszeń do Wimbledonu 2026 została już zamknięta, a w tym momencie Maja była sklasyfikowana na 114. miejscu. W poniedziałek Polski Związek Tenisowy skierował wniosek do zarządu The All England Lawn Tennis and Croquet Club o przyznanie zawodniczce BKT Advantage Bielsko-Biała dzikiej karty do turnieju głównego. Realiści twierdzą, że szanse na powodzenie są niewielkie, ale skoro marzenia się spełniły w Paryżu, to może ten sen będzie trwał również podczas The Championships.

Maja Chwalińska Fot. @RolandGarros/FFT
Maja Chwalińska Fot. @RolandGarros/FFT

Ale wróćmy na ziemię…

…czyli na magiczną paryską „terre de battue”, unikalną mieszankę ceglanej mączki niezbyt obficie wysypaną na twarde podłoże. To sprawia, że korty im. Rolanda Garrosa są dość szybkie pośród imprez rozgrywanych na „ziemi”, ale oczywiście nie są odporne na deszcz i warunki atmosferyczne, czyli dużą wilgotność powietrza i rześką środową pogodę oscylującą w granicach 15-16 stopni Celsjusza.

Zgodnie z planem gier, tuż po godzinie 11., Maja i Anna wyszły na przekryty lekką konstrukcją kort im. Philippe’a Chatriera. Na otwarcie meczu Polka nie wykorzystała jednej piłki na objęcie prowadzenia przy 40-30, potem w grze na przewagi obroniła tylko pierwszego z dwóch break pointów, więc zrobiło się 0:1.

Gem drugi to zmarnowana szansa przy 40-30 na podbicie wyniku przez Kalińską, która od tego momentu przegrała trzy wymiany. Przy 1:1 sytuacja wróciła niejako do normy, przy czym Maja pewnie utrzymała podanie bez straty punktu na 2:1. Chwilę później wyszła na 3:1przy drugiej z wypracowanych okazji do przełamania rywalki.

W tym momencie polscy kibice mogli wziąć głębszy oddech i jeszcze bardziej dopingować Chwalińską, która miała okazję oswoić się z największą areną kompleksu im. Rolanda Garrosa już w poniedziałek, gdy na nim wyeliminowała w czwartej rundzie Francuzkę Diane Parry.

Jednak piąty gem przyniósł chwilowe turbulencje, zakończone pomyślnym lądowaniem na podparyskim lotnisku im. Charlesa de Gaulle’a. A dokładniej w jednej z najbardziej zazielenionych dzielnic stolicy Francji, w której na przełomie maja i czerwca króluje intensywny zapach dojrzewających kasztanów.

Ale wróćmy znowu na ziemię, bo zanim Polka odskoczyła na 4:1, wyszła obronną reką ze stanu 15-40 i tu również trzy ostanie wymiany należały do niej, co świadczyło o niesamowitej harmonii jej gry, sile psychicznej i koncentracji na własnym tenisie, co nie jest łatwe, gdy po drugiej strony siatki odbija piłki jedna z czołowych zawodniczek na świecie.

Atmosfera się mocno zagęściła, gdy Maja przełamała ponownie podanie rywalki, przy pierwszej z dwóch okazji (do 15) i wyszła na 5:1. To oznaczało, że jest dosłownie o krok od zdobycia pierwszej partii.

Maja Chwalińska z niedowierzaniem, ale jednak wiarą we własne siły. @Facebook/Roland Garrsos/FFT

Spokojny lot, ale z turbulencjami

Duży krok, bo ten mały był, gdy prowadziła przy własnym serwisie 40-30. Jednak pierwszy setbol uciekł jej, a przy drugiej przewadze Kalińska odrobiła stratę jednego breaka, a chwilę później zdobyła gema na 3:5.

Piloci linii Air France, gdy wprowadzają samoloty w przestrzeń powietrzną Francji, szczególnie gdy natrafiają na turbulencje, wygłaszają często formułkę: „to tylko historyczny powiew francuskiej rewolucji”. Nawiązania do awiacji nie są w tym miejscu przypadkowe, ponieważ Roland Garros był wojskowym lotnikiem. W 1913 roku wsławił się pierwszym nieprzerwanym przelotem nad Morzem Śródziemnym i kilkakrotnym ustanawianiem rekordów w wysokości podniebnych lotów, zanim zginął 5 października 1918 roku zestrzelony przez niemieckiego pilota w walce nad Vouzieurs w Ardenach, u schyłku I wojny światowej.

Również na korcie im. Philippe’a Chatriera byliśmy świadkami niesamowitego pojedynku, nie z udziałem asów lotnictwa, lecz dwóch świetnych tenisistek, w których grze nie było widać najmniejszych dysproporcji, pomimo dzielących je 92 pozycji w rankingu WTA. Trudno powiedzieć czy od stanu 5:1 bardziej w grę Mai wkradło się zdenerwowanie, czy po prostu Anna nie mając nic do stracenia włączyła tryb strzelca wyborowego. Ale była skuteczna, bo przy drugim break poincie wyszła na 4:5, a po swoim podaniu wyrównała na 5:5, a potem na 6:6.

Po godzinnej walce doszło do tie-breaka, nie mniej zaciętego od poprzedzających go dwunastu gemów. Jego początek z perspektywy Polki wyglądał tak: 0-1, 2:1, 2-3 i tu śmiało można postawić przecinek, by wziąć głębszy oddech. Od tego momentu pięć kolejnych wymian wygrała Maja, która po godzinie i 10 minutach gry zwyciężyła przy drugim setbolu 7:6 (7-3).

Maja Chwalińska jest już w półfinale Roland Garros 2026. Co będzie dalej? Przekonamy się już w czwartek. Fot. @Facebook/Roland Garrsos/FFT

Podchodzenie do lądowania

Szał radości wybuchł w boksie polskiej tenisistki, na trybunach euforia polskich kibiców i wszystkich tych, którzy w dzieciństwie czytali bajki o Kopciuszku. Bo trudno do tej baśni nie przyrównać paryskiej historii Mai urzekającej pozytywnym nastawieniem, rozbrajającym uśmiechem i szczerymi w każdym milimetrze emocjami. Chwila, w której rozum nieśmiało próbuje dojść do głosu, że to dopiero pierwszy set, że półfinał jest coraz bliżej, ale wciąż daleko.

Kalińska wygrała podanie na 1:0 w drugiej odsłonie wielkoszlemowego ćwierćfinału. Chwalińska odpowiedziała czterema wygranymi wymianami przy swoim na 1:1. Ale był to zaledwie początek odważnego lotu nad kilkunastotysięcznymi trybunami kortu im. Philippe’a Chatriera.

W trzecim gemie Maja przełamała serwis rywalki, ponownie zdobywając trzy decydujące punkty od 30-40. Potem zapisała na swoim koncie jeszcze dwa następne do 30, więc z przewagą dwóch breaków odskoczyła na 4:1. I znowu w środku słychać przepychanki serca z rozumem, bo przecież Ikar wzbił się w stronę słońca nadmiernie wierząc w swoje siły, a tutaj po drugiej stronie siatki była 24. tenisistka w rankingu WTA.

I w tym momencie Kalińska wykorzystała pierwszego z dwóch wypracowanych break pointów na 2:4. Ale na szczęście Polka odpowiedziała rebreakiem wywalczonym do 30, a to oznaczało, że zaraz będzie serwować na mecz przy stanie 5:2, a stawką jest pierwszy wielkoszlemowy półfinał w karierze.

Tylko i aż, bo przecież w ostatnich dniach był pierwszy awans do trzeciej rundy, do czwartej, do ćwierćfinału, więc Maja chyba oswoiła się z kolejnymi krokami w drabince Roland Garros. Ale to zawsze trudny moment, kiedy zwycięstwo jest na horyzoncie, bo trzeba domknąć mecz, a rywalka jest nieobliczalna, gdy nie ma już nic do stracenia.

I znowu przełamanie na koncie Kalińskiej, przy drugim break poincie, na 3:5, więc znowu drobne nerwy. Ale po nim słodki rewanż, choć Anna swoje podanie rozpoczęła od 30-15. Jednak trzy następne wymiany padły łupem Chwalińskiej i wielkie zwycięstwo przy pierwszym meczbolu, po dwóch godzinach i dwóch minutach wciągającego widowiska.

Team Mai Chwalińskiej i BKT Advantage Bielsko-Biała w Roland Garros. Fot. @Facebook/PZT_Official

Maja Chwalińska półfinalistką wielkoszlemowego Roland Garros, taki napis mógłby wypisać na niebie wspominany francuski mistrz awiacji z początku ubiegłego wieku i patron najbardziej znanych kortów ziemnych na świecie. A skoro to jeszcze nie czas na szukanie biletów do domu i rezerwowanie transportu na lotnisko im. Charles’a de Gaulle’a, to można śmiało poszybować wysoko nad stolicą Francji.

Ale na krótką chwilę tylko, bo przecież już w czwartek po południu kolejny mecz, więc teraz jest czas na rozciąganie, masaż, konferencję prasową i wywiady. A przede wszystkim na odzyskanie sił i przygotowanie do półfinału. W nim na drodze Mai nie stanie najlepsza obecnie tenisistka świata sama Aryna Sabalenka, która po południu, nieoczekiwanie przegrała 6:3, 5:7, 0:6 z Dianą Sznajder, rozstawioną z numerem 25. w drabince. Warto podkreślić, że od stanu 5:3 w drugim secie liderka rankingu WTA przegrała dziesięć ostatnich gemów.

Diana Sznajder wyeliminowała numer jeden na świecie Arynę Sabalenkę w ćwierćfinale Roland Garros. Fot. @Facebook/RolandGarros

Udostępnij:

Facebook
Twitter

Podobne wiadomości

Kamil Majchrzak (WKT Mera Warszawa) udanie rozpoczął okres gry na kortach trawiastych. W mijającym tygodniu osiągnął na tej nawierzchni półfinał dużego challengera ATP 125 w Birmingham, w którym był …

Alexander Zverev, który 29 kwietnia skończył 29 lat, zdobył Puchar Muszkieterów oraz nagrodę finansową w kwocie 2,8 mln euro.

Zakończył się rozgrywany przez 15 dni na ziemnych kortach kompleksu Stade de Roland Garros w Paryżu wielkoszlemowy turniej tenisowy French Open Roland Garros 2026. W grze pojedynczej …

Turniej ITF J60 – Gdańsk Open na kortach Gdańskiej Akademii Tenisowej był bardzo udany w wykonaniu dwóch stypendystek programu Młode Talenty BNP Paribas. Nadia …

Filip Pieczonka (SKT Sopot) w parze z Iwanem Ljutarewiczem wystąpił w finale challengera ATP 100 na kortach ziemnych w Prościejowie. Byli najwyżej rozstawienia w decydującym o tytule meczu ulegli …