Nowości

Prof. Tomasz Łodygowski: Żadne lekarstwo nie zastąpi ruchu, ale ruch może zastąpić wiele lekarstw

dnia

Z profesorem Tomaszem Łodygowskim, rektorem Politechniki Poznańskiej, wybitnym naukowcem, propagatorem aktywnego wypoczynku, wielkim pasjonatem lotnictwa rozmawia Wojciech Weiss.

Zazwyczaj, moi rozmówcy mniej lub bardziej intensywnie ganiają z rakietami, głównie po kortach tenisowych bądź w klatkach squasha, a do tego mają fascynujące życie zawodowe, a mój dzisiejszy rozmówca, owszem naukowiec wyśmienity, ale czy sportowiec?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

– Czy sportowiec? Jeżeli za wykładnię przyjmiemy znakomite rekordy życiowe, starty w reprezentacjach, uwielbienie kibiców, to raczej nie. Ale jeżeli zastosujemy maksymę, że mój rekord życiowy, moim rekordem świata, to kilka takich rekordów mam. Jestem sportowcem z głębokiego przekonania, że ruch jest niezbędny, aby organizm prawidłowo funkcjonował.

Edukację szkolną, jako Poznańczyk, realizowałem w rodzimym mieście. W szkole podstawowej (Szkoła Ćwiczeń nr 2 przy Studium Nauczycielskim – przyp. red.) miałem to szczęście, że nauczycielem wf-u był, doskonale znany dziś w stolicy Wielkopolski Janusz Grzeszczuk, który zarażał młodzież szacunkiem do sportu i budował atmosferę potrzeby uprawiania sportu przez całe życie. A jak to mówią, czym skorupka za młodu nasiąknie, to… Te pierwsze zauroczenia sportem, a dokładniej aktywnością fizyczną owocowało angażowaniem się w różne formy  współzawodnictwa na wszystkich pozostałych stopniach edukacji. W szkole średniej (Liceum Ogólnokształcące nr 3 – przyp. red.) oprócz klasycznych zajęć sportowych uprawiałem  piłkę siatkową i ręczną. Ogólna sprawność fizyczna pozwalała przy sprzyjających warunkach konkurować nawet w odległych naszej kulturze konkurencjach takich krykiet czy baseball. Tenis, oczywiście w wydaniu amatorskim, także, przez kilkanaście lat był w moim sportowym menu.

Czy w dorosłym, niezwykle intensywnym zawodowo, życiu poważnego naukowca, jest czas i ochota na zakładanie dresu i trampek?

– Ochota z pewnością tak, z czasem już nieco gorzej. Nigdy nie uprawiałem sportu na poziomie wyczynowym, zawsze jednak miałem świadomość niezwykle pozytywnych skutków, jakie niesie za sobą wysiłek fizyczny. Dla naukowca spędzającego większość czasu w bezruchu niezbędna jest aktywność fizyczna, niekiedy ratująca zdrowie i dająca szansę na utrzymanie kondycji przez lata. Rzecz jasna, że łączenie funkcji rektora tak dużej uczelni jaką jest Politechnika Poznańska z regularnymi ćwiczeniami fizycznymi jest niezwykle trudne, ale bardzo staram się, aby nie „zardzewieć”. Uczelnia nasza ma wyjątkowo dobre zaplecze sportowe i jak tylko mogę, wyrywam z dziennego kalendarza kilkadziesiąt minut, aby skorzystać z sal treningowych: ergometry wioślarskie, rowery stacjonarne, siłownie itp.

A co Pan sądzi o zajęciach wychowania fizycznego dla studentów: powinny być, czy nie są zbytnio potrzebne?

– Ten temat, nie dość że jest tematem rzeką, to również jest palącą potrzebą coraz silniej rysującą się wobec wyzwań płynących z ogólnej niechęci społecznej do ruchu. Zwłaszcza dziś, w dobie wszechobecnego siecioholizmu, zachęcanie młodzieży do uprawiania sportu jawi się jako jedno z kluczowych zadań instytucji edukacyjnych. Niestety, nadchodzące pokolenie nie miało najczęściej szansy uprawiania sportu w formie nazwijmy to naturalnej, a tym samym nabierania umiejętności motorycznych w warunkach zbliżonych do poprzedników. Mam tu na myśli aktywność dzieci na podwórku. Trzepak – każdy potrafił zrobić wymyk czy odmyk, palant, biegi na wytrzymałość), która została zastąpiona i-padem i komputerem. Widzimy co prawda coraz więcej osób, w tym młodych ludzi biegających po ulicach, ale cały czas to nadal znikomy procent populacji. Okazuje się, że badania naszych 20-23 latków wskazują, że średni poziom sprawności fizycznej nie odbiega od średniego poziomu 70-letnich Norwegów, czy Szwedów. To jest zatrważający wynik. W tej sytuacji nakłanianie młodzieży do intensywniejszej aktywności fizycznej jest naszym wspólnym obowiązkiem. Uważam, że obowiązkowy wf dla studentów jest niezbędny, ponieważ nasza młodzież, w odróżnieniu np. od studentów amerykańskich czy kanadyjskich, w dużej części populacji nie ma wewnętrznej potrzeby ruchu czy, jak to niegdyś mówiono „ćwiczeń cielesnych”. Ubolewam tylko nad tym, że z różnych względów, często bardzo prozaicznych jak finanse, nie możemy zapewnić naszym studentom większej porcji zajęć usprawniających, chociaż, i tutaj nieskromnie powiem, w Politechnice Poznańskiej jest pod względem naprawdę nieźle.

Co Panu daje sport czy jak to się mówi „bycie przy sporcie”?

– Poza oczywistymi walorami prozdrowotnymi, sport daje wypoczynek – zwłaszcza ten najbardziej pożądany czyli psychiczny – oderwanie od codzienności, pozwala budować dystans do wielu spraw, które wydają się trudne do rozwiązania, uczy systematyczności. Daje poczucie jedności i odpowiedzialności za innych członków zespołu. Uczy pracy zespołowej. Są jeszcze kontakty z młodymi, pełnymi pasji i chęci działania. To pozwala czuć się młodszym.

A tak osobiście, indywidualnie. Jak Pan Profesor spędza wolny od pracy czas?

– Preferuję aktywny wypoczynek. Dobrą formą są kilometrowe spacery, czy przejażdżki rowerowe. Przy okazji podróży, także tych służbowych lubię fotografować. Później moja żona układa z części tych zdjęć albumy, które z przyjemnością się ogląda. Znacznie częściej i z większym zainteresowaniem niż wersje elektroniczne fotografii.

W wolnych chwilach, czy częstych podróżach lubię poznawać historię sportu i myślę, że znam ją trochę lepiej niż inni. Lubię lekkoatletykę i kolarstwo, ale śledzę również wyniki tenisa ziemnego i badmintona. Tenis to pewnie przez lata osobistej aktywności. To zawsze buduje szczególne zainteresowanie osiągnięciami najwybitniejszych sportowców w takiej dyscyplinie.

Moją wielką pasją jest lotnictwo i tutaj muszę się pochwalić, że miałem to niewątpliwe szczęście, że po przejściu specjalistycznych badań i testów wzbiłem się w przestworza na F16. Wprawdzie na razie jako drugi pilot, ale kto to wie, może kiedyś uda mi się „wygryźć” tego z pierwszego fotela.

Działa Pan w Akademickim Związku Sportowym, będąc jego członkiem…

Tak, i to od wielu lat. Aktywnie działam w strukturach środowiskowych i uczelnianych tej organizacji. Jestem świadkiem i może nieco nieskromnie powiem, że w pewnym sensie współtwórcą, sukcesów sportowców uczelnianego AZS-u. Cieszę się z osiągnięć sportu kwalifikowanego i akademickiego. Uczelnia odnosi od lat sukcesy w Akademickich Mistrzostwach Polski i jest wysoko notowana we wszystkich klasyfikacjach, w tym w tej najważniejszej, czyli generalnej. Tylko największe polskie uczelnie, zwykle z potencjałem studenckim i finansowym dwu lub trzykrotnie większym od nas, skutecznie konkurują z naszą Politechniką Poznańską.

Prof. Tomasz Łodygowski rektor Politechniki Poznańskiej od 2012 roku, jest absolwentem Politechniki Poznańskiej. Ukończył studia na wydziale budownictwa. Naukowo zajmuje się mechaniką procesów termomechanicznych, w szczególności zastosowaniami teorii plastyczności i metod numerycznych. W czasie swej kariery naukowej odbył dwa prestiżowe stypendia zagraniczne w USA (styp. Fulbrighta) oraz w Niemczech (styp. Humboldta). Jest autorem lub współautorem ponad 200 publikacji, kilku wydawnictw monograficznych i skryptów wspomagających prowadzone ze studentami zajęcia.

Aktywny działacz Akademickiego Związku Sportowego, członek Zarządu Organizacji Środowiskowej AZS w Poznaniu i Klubu Uczelnianego Politechniki Poznańskiej. Profesor jest także przewodniczącym Komisji ds. Sportu Akademickiego Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, bardzo wpływowego gremium, dbającego o jakość oferowanych zajęć sportowych w polskich uczelniach.

To za kadencji Rektora, prof. Tomasza Łodygowskiego powstała wspaniała hala sportowa PP, nowe korty tenisowe, wzbogaciła się infrastruktura boiska hokejowego, a studenci sportowcy mogą liczyć na ogromne wsparcie ze strony Uczelni.

Sugerowane artykuły

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *