Wiosną tego roku nastąpiło podpisanie umowy o strategicznej współpracy pomiędzy Polskim Związkiem Tenisowym a Związkiem Polskiego Pickleballu. To ważny moment dla nowej dyscypliny w naszym kraju. O znaczeniu tego porozumienia, dynamicznym rozwoju pickleballu i planach na przyszłość mówi Marcin Matysik, prezes ZPP.
Podpisanie wiosną umowy z Polskim Związkiem Tenisowym to duże wydarzenie. Co ono oznacza dla pickleballu w Polsce?
– To bez wątpienia kamień milowy w rozwoju naszej dyscypliny. Jesteśmy młodym związkiem – działamy nieco ponad dwa lata – dlatego współpraca z organizacją o ponad stuletniej tradycji ma ogromne znaczenie. PZT to marka, prestiż i ogromne doświadczenie organizacyjne. Cieszymy się, że zarząd związku wykazał się wizjonerstwem i otwartością na nową dyscyplinę. Nasza współpraca opiera się na partnerstwie i wzajemnym szacunku – zachowujemy pełną niezależność, ale jednocześnie możemy korzystać z wiedzy i doświadczenia naszego partnera.

W wielu krajach tenis przejął struktury pickleballu. W Polsce przyjęto inny model.
– Tak, i to jest bardzo ciekawy oraz pionierski przykład na skalę międzynarodową. W wielu państwach europejskich młode federacje pickleballowe zostały wchłonięte przez narodowe związki tenisowe. W Polsce mamy podejście partnerskie – dwa niezależne podmioty współpracują, aby rozwijać sporty rakietowe. Jesteśmy za to bardzo wdzięczni władzom PZT, bo dla młodego związku takie wsparcie jest niezwykle cenne.
Jak dziś wygląda rozwój pickleballu w Polsce?
– Rozwijamy się dynamicznie. Mamy już około 50 ambasadorów w całej Polsce, którzy są motorem napędowym lokalnych społeczności. Wyszkoliliśmy 100 instruktorów i 15 sędziów, a w kalendarzu na 2026 mamy 20 ogólnopolskich turniejów rankingowych w ramach cyklu Polish Pickleball Tour. Największe turnieje przyciągają ponad 200 uczestników. Jak na związek, który istnieje dopiero dwa lata, tempo rozwoju jest całkiem niezłe.

Polscy zawodnicy zaczynają też odnosić sukcesy na arenie międzynarodowej.
– Zgadza się. Na ostatnich Mistrzostwa Europy w Rzymie zdobyliśmy srebrny i brązowy medal, a w klasyfikacji medalowej zajęliśmy piąte miejsce na 30 krajów. To pokazuje, że Polska już należy do europejskiej czołówki. Co ciekawe, prawie wszyscy nasi czołowi zawodnicy w przeszłości grali zawodniczo w tenisa.
Czy właśnie dlatego współpraca z PZT może być tak ważna?
– Pickleball świetnie uzupełnia tenis. W szkoleniu dzieci może być znakomitym narzędziem rozwijającym koordynację i refleks. Z kolei dla starszych osób, dla których tenis staje się zbyt wymagający fizycznie, pickleball jest idealną alternatywą – boisko jest o wiele mniejsze, a gra nadal daje powód do ruszania się na korcie i rywalizacji. Naszym wspólnym celem jest zachęcenie jak największej liczby osób do aktywności fizycznej. W przypadku klubów tenisowych, pickleball może okazać się świetnym uzupełnieniem oferty i doskonałą możliwością dotarcia do całkowicie nowych klientów, nawet takich, którzy jeszcze nigdy nie uprawiali sportu.
Jakie są pierwsze wspólne pomysły i projekty?
– Nie chciałbym zdradzać zbyt wielu szczegółów, bo wiele inicjatyw wymaga jeszcze formalnego zatwierdzenia, ale planów mamy naprawdę sporo. Jednym z pomysłów jest rozstawienie kortu pickleballowego na największych imprezach tenisowych w Polsce. Myślimy także o specjalnym Kursie Instruktorskim Pickleballu dla trenerów i instruktorów tenisa – dzięki czemu będą mogli poznać podstawy gry, by móc wprowadzać tę dyscyplinę w swoich klubach i zarażać nią innych.
A jak wygląda rozwój pickleballu na świecie?
– To obecnie najszybciej rosnący sport w Stanach Zjednoczonych. Bardzo szybko rozwija się także w Australii, Chinach i Indiach. W tych krajach zainwestowano już miliony dolarów w kluby, zawodowe ligi oraz atrakcyjne turnieje dla zawodowców, ale także i dla amatorów. W Europie powstaje coraz więcej profesjonalnych rozgrywek i pojawiają się zawodnicy, którzy utrzymują się wyłącznie z gry w pickleball. To przyciąga wielu nowych graczy, zwłaszcza byłych tenisistów, bo przejście między tymi sportami jest bardzo naturalne. Przy intensywnym treningu tenisista może grać na wysokim poziomie w singla już po 2-3 tygodniach, a w debla po kilku miesiącach.


Czy pickleball ma szansę trafić kiedyś na igrzyska olimpijskie?
– Taki cel jest realny. Jesteśmy członkiem Global Pickleball Federation, która rozpoczęła już formalną ścieżkę uznania olimpijskiego. Dokumenty zostały złożone w AIMS w Lozannie. GPF współpracuje także z International Testing Agency w zakresie systemu antydopingowego. Trwają również rozmowy dotyczące obecności pickleballu jako dyscypliny demonstracyjnej podczas Igrzysk Olimpijskich w Brisbane w 2032 roku. Trzymamy kciuki, żeby się udało!
Na koniec – czego życzyłby Pan sobie po podpisaniu tej umowy?
– Przede wszystkim tego, żeby jak najwięcej osób w Polsce ruszyło się z kanapy. Sport może poprawić zdrowie, samopoczucie i budować relacje społeczne. Jeśli dzięki tej współpracy kilkaset nowych osób – młodych i starszych – spróbowałoby pickleballu czy tenisa, to będzie to już nasz wielki sukces. Liczymy oczywiście na dziesiątki tysięcy. Wierzę, że podpisana właśnie umowa to początek bardzo ważnego rozdziału w historii sportów rakietowych w Polsce.
Rozmawiał Maciej Łosiak

