Magda Linette po krótkich wakacjach na Karaibach wraca do Touru

Magda Linette po wyczerpującym pierwszym półroczu startów przez kilka dni wypoczywała na bezludnej niemal wyspie na Karaibach. Fot. Instagram Magda Linette

Magda Linette (66. WTA) po wyczerpującym pierwszym półroczu startów przez kilka dni wypoczywała na bezludnej niemal wyspie na Karaibach. Od poniedziałku Polka wraca do Touru. Pierwszym występem będzie start w turnieju Prague Open 2022 WTA 250. Z kolei na początku sierpnia poznanianka zagraITF W100 Polish Open w Kozerkach będącym równocześnie Memoriałem Pary Prezydenckiej Marii i Lecha Kaczyńskich.

Po krótkim wypoczynku Magda Linette treningi wznowiła na Florydzie w Miami pod okiem trenera głównego Marka Gellarda i współpracującego z teamem poznanianki Iainem Hughesem, wybitnym szkoleniowcem, który prowadził ostatnio Elenę Switolinę.

– Magda miała bardzo dobre warunki do treningów. Zajęcie odbywały się w Fort Lauderdale około 40 minut drogi od Miami, gdzie znajduje się nowoczesny ośrodek tenisowy. Zresztą Floryda stała się głównym centrum przygotowań. Córka od momentu pobytu w Stanach trenuje już wyłącznie na kortach twardych. Po powrocie do Europy wystąpi w zawodach rangi WTA 250 w Pradze, a następnym startem jest udział w ITF W100 Polish Open w Kozerkach – mówi Tomasz Linette, tata Magdy i trener tenisa i dodaje, że kolejnymi przystankami na mapie startów córki będą imprezy w USA – Cincinnati i Cleveland, a następnie udział w US Open w Nowym Jorku.

Turniej główny w stolicy Czech rozpoczyna się 25 lipca. “Jedynką” jest Estonka Anett Kontaveit (2. WTA), a z “dwójką” jest rozstawiona Barbora Krejcikova (Czechy, 19. TA).

Magda Linette od roku z dyplomem

Magda Linette równolegle z kariera sportową realizowała swoje cele edukacyjne. W sierpniu ubiegłego roku po pięciu latach nauki poznanianka otrzymała dyplom ukończenia uczelni Indiana University East. Przez cały okres nauki otrzymywała wsparcie od WTA (organizacja regulowała 50 procent opłat), samej uczelni (przekazywała 25 procent czesnego). Resztę dokładała z własnej kieszeni.

W sierpniu ubiegłego roku po pięciu latach nauki Magda Linette otrzymała dyplom ukończenia uczelni Indiana University East.
W sierpniu ubiegłego roku po pięciu latach nauki Magda Linette otrzymała dyplom ukończenia uczelni Indiana University East.

– Studiowałam w trybie eksternistycznym – mówiła będąc na drugim roku studiów w rozmowie z „Tenis Magazynem” Magda. – Egzaminy odbywają się przez Skype. Co ważne mogę w trakcie semestru wybrać liczbę testów, a to bardzo pomaga. I dodawała, że egzamin był przeprowadzany dwojako: albo należy się zamknąć w pomieszczeniu i kamerą pokazać, że nie ma w nim innej osoby, albo odbywa się w obecności osoby, która ma nadzorować prawidłowy przebieg „sprawdzianu” i która jest zaakceptowana przez władze uniwersytetu. – Bywa tak, że jest mój trener – mówiła Linette.

Magda, która jest niezwykle szanowaną osobą w Tourze trafiał również do Rady Zawodniczek, reprezentując zawodowe tenisistki przed władzami WTA.

Dziewczynka z rakietą

Rodzina Linette od zawsze związana była ze sportem: ojciec Tomasz do dziś jest trenerem tenisa, starsza siostra Dagmara uprawiała gimnastykę artystyczną. Magda wybrała tenis, a swoją przygodę z tą dyscypliną zaczęła w wieku sześciu lat.

– Magda przychodziła ze mną na nieistniejące już niestety korty Posnanii na Winogradach w Poznaniu i godzinami mogła odbijać zieloną piłeczkę od ścianki. Zostałem jej pierwszym trenerem, ale jestem zdecydowanym zwolennikiem oddzielenia funkcji ojca i szkoleniowca – podkreślał w rozmowie z „Tenia Magazynem” Tomasz Linette.

Dlatego po dwóch latach Magda trafiła pod skrzydła nieżyjącego już Michała Dembińskiego. To był doskonały wychowawca, świetnie nauczający techniki. Od 12. roku życia trenowała z Jakubem Rękosiem, z którym zaczęła odnosić sukcesy w kolejnych kategoriach wiekowych, by w 2006 roku zostać wicemistrzynią Europy do lat 14.

Cztery lata później, jeszcze jako juniorka, znalazła się w drugiej setce rankingu WTA. W tamtym sezonie udało się jej wygrać cztery turnieje rangi ITF.

– Miałam „czystą” głowę, bo wchodziłam do rywalizacji prosto z turniejów juniorskich i nie musiałam bronić żadnych punktów. Cieszyłam się grą i osiągałam dobre wyniki. Potem jednak okazało się, że w wieku 19 lat nie wszystko byłam w stanie udźwignąć. Moja psychika nie potrafiła poradzić sobie z tym wszystkim – wspominała Magda Linette. Dopiero po kilku latach wróciła na właściwe tory, odnosząc swoje najważniejsze zwycięstwa.

Potrafi przyznać się do błędu

Na pytanie, co jest dla niej w życiu najważniejsze i czy uważa się za osobę zasadniczą mówiła tak: – Najważniejsze jest dla mnie zdrowie i otaczające mnie osoby. Ich życzliwość jest dla mnie bardzo ważna, podobnie jak hołdowanie określonym zasadom. Jestem otwartą osobą i ufam innym, ale na końcu i tak zawsze sama podejmuję decyzję. Niekiedy nie zgadzam się na przykład z opinią trenera, ale jak ją dogłębnie przemyślę, to potrafię też przyznać się do błędu i zrozumieć słuszność jego uwag.

Tenisowe przyjaciółki

Z kolei na pytanie, czy ma wśród tenisistek przyjaciółki odparła: – Mam przyjaciółki, ale spoza Touru tenisistek, bo my mamy ze sobą mniej styczności niż zawodniczki w innych dyscyplinach. Jesteśmy od siebie odseparowane w swoich teamach, a ja nie jestem osobą, która za wszelką cenę szuka przyjaciółek z branży. Oczywiście, mam dobre koleżanki, do których zaliczam Heather Watson, z którą znam się już od czasów juniorskich, Jessicę Pegulę i Bernardę Perę, ale to relacja bardziej oparta na wzajemnej życzliwości niż wyznawaniu podobnych poglądów.

– Moje największe atuty? Myślę, że wola zwycięstwa. To jest chyba to, co mnie zawsze motywuje i sprawia, że nawet w najtrudniejszych chwilach szukam wyjścia z sytuacji. A słabostki? Lubię zjeść sernik i dobre lody – dodaje 30-latka.

Maciej Łosiak

Udostępnij:

Facebook
Twitter

Podobne wiadomości

Rafael Nadal: Nigdy się nie poddawaj!

Od kilkunastu lat żyje z nieustannym bólem. Bierze leki, zastrzyki, a później znów rozpoczyna walkę na korcie. Wchodzi w tryb walki i adrenalina robi swoje. Choć czasami jest bliski porażki, to nigdy