Agnieszka Radwańska. O tym, jak po burzy wyszło słońce

Agnieszka Radwańska jest jedną z najwybitniejszych tenisistek. Fot. www.depositphotos.com

Agnieszka Radwańska zapisała się w historii polskiego tenisa jako jedna z najwybitniejszych singlistek, finalistka Wimbledonu 2012, zwyciężczyni turnieju WTA Finals 2015 oraz Pucharu Hopmana 2015. Krakowianka, najwyżej sklasyfikowana na drugiej pozycji światowego rankingu WTA, pokonała w swojej karierze takie zawodniczki, jak m.in.: Victorię Azarenkę, Marię Sharapovą, Simonę Halep, Caroline Woźniacki, Jelenę Janković, Anę Ivanović, Petrę Kvitovą oraz Garbine Muguruzę. W finale Pucharu Hopmana zwyciężyła również Serenę Williams. W swojej zawodowej karierze wygrała 20 turniejów WTA w grze pojedynczej i dwa w grze podwójnej. Już jako juniorka zwyciężyła w dwóch turniejach wielkoszlemowych – w Wimbledonie 2005 oraz French Open 2006. Była wiceliderka rankingu WTA, znana ze swojej tenisowej finezji, zyskała przydomek „Czarodziejki”.  W najbardziej zaskakujących momentach potrafiła wyczarować pełne precyzji zagrania, które wywoływały zachwyt publiczności i bezradność rywalek. Dzięki tej wyjątkowej kreatywności na korcie, uchodziła za jedną z najbardziej widowiskowych i nieprzewidywalnych zawodniczek swojego pokolenia.

Agnieszka Radwańska zaczynała w trudnych dla polskiego tenisa czasach. – Inne warunki i brak świadomości w wielu aspektach, tak naprawdę uczenie się jedynie na własnych błędach i na własnych próbach. Wszystko było robione tylko i wyłącznie instynktownie, więc chyba właśnie to było najtrudniejsze w tym wszystkim – podkreśla polska tenisistka.

Jako dziecko, wraz z siostrą Urszulą, trenowała pod okiem ojca. – Trenowałyśmy najpierw w Niemczech, bo tata pracował tam w klubie jako trener. Przez wiele lat byłyśmy tylko we dwie, grając z tatą na korcie. To był naprawdę bardzo rodzinny sport i biznes. Wiadomo, że problemy finansowe były, ale przez to, że tata był trenerem, a my grałyśmy między sobą, to nie trzeba było płacić za dodatkowe rzeczy, na przykład treningi. Kiedy wróciliśmy do Polski, tenis był u nas już na pierwszym miejscu. Bardziej w wieku dwunastu czy trzynastu lat, kiedy ten tenis troszkę zaczynał być bardziej poważny – mam na myśli wyjazdy czy turnieje – wtedy musiałam zrezygnować z uprawiania innych sportów, choćby ze względu na brak czasu, ale głównie dla bezpieczeństwa. Wtedy już wszystko było robione pod tenis – mówi była wiceliderka rankingu WTA.

Kiedy po burzy wychodzi słońce, to w Bukowej Ostoi w Nakielnie (koło Wałcza) przyroda jest jeszcze piękniejsza, niż przed nadejściem deszczu. Aż chce się oddychać pełnymi płucami: https://bukowa-ostoja-nakielno.pl/

Trochę więcej o butach, które w Polsce nie istnieją

Momentem, w którym Agnieszka Radwańska uwierzyła, że w przyszłości może mierzyć się z najlepszymi, był jej pierwszy wygrany juniorski Wielki Szlem – Wimbledon 2005.

– To był taki znak, że coś robię dobrze, że jestem w światowej czołówce i teraz trzeba się przebić dalej. To przejście z juniorskiego tenisa na zawodowstwo też nie jest proste i ten krok tam jest naprawdę duży. Mnie się go bardzo szybko udało zrobić i to był taki pierwszy moment. Wtedy pomyślałam, że mogę grać zawodowo, będę w to szła i próbowała. Wtedy po prostu wiedziałam, że chcę wiązać z tym swoje życie i swoją karierę – uśmiecha się tenisistka.

Dla Polki triumf w juniorskim Wimbledonie był ogromnym zaskoczeniem, ponieważ to była jej pierwsza gra na nawierzchni trawiastej. – Ja nawet nie miałam butów na trawę, więc nikt się tego kompletnie nie spodziewał. Kombinowaliśmy z tymi butami, bo u nas w Polsce nie było takich. Zresztą, do tej pory w Polsce takie buty nie istnieją – śmieje się Agnieszka Radwańska.

– Buty na początku były największym problemem, ale potem tak naprawdę dobrze mi się grało na tej trawie. Może też dlatego, że ja się wychowałam na sztucznej trawie – szybkiej, gdzie piłka nisko się odbijała. Oczywiście ta nawierzchnia wyglądała kiedyś zupełnie inaczej niż teraz. Wtedy to była szybka trawa – nisko odbijająca się i ślizgająca się na tej trawie piłka. Ciężko było się tam poruszać – dodaje.

Zwycięstwo Agnieszki Radwańskiej w juniorskim Wimbledonie było ogromnym sukcesem również z uwagi na to, że w finale pokonała Austriaczkę Kamilę Paszek, z którą wcześniej przegrała trzy razy. – Wtedy pierwszy raz z nią wygrałam, i to w dwóch setach, więc to była wtedy naprawdę duża niespodzianka – wspomina z uśmiechem tenisistka.

Ucieczka do większych turniejów

Kolejnym wyjątkowym sukcesem Agnieszki Radwańskiej było zwycięstwo w juniorskim Roland Garros 2006.

– Pamiętam, że było ciężko, bo jednak grałam przeciwko Pawluczenkowej w finale, a z nią nigdy nie było łatwo. Ona też bardzo dobrze sobie radziła od samego początku w zawodowym tenisie. Zresztą dalej gra na wysokim poziomie. Zawsze była bardzo solidną zawodniczką i dalej nią jest – mówi Agnieszka Radwańska.

Poza zwycięstwem w singlu French Open osiągnęła finał również w grze deblowej w parze z Caroline Woźniacki.

– Ten turniej był już mniejszą niespodzianką. Miałam siedemnaście lat i to był mój ostatni turniej w juniorach. Wtedy tak mówiliśmy, aby Roland Garros był ostatnim turniejem juniorskim, jaki zagram. Po Rolandzie nigdy więcej już juniorskiego turnieju nie zagrałam – dodaje Polka.

Jednak pomimo tak małej liczby rozegranych turniejów w ciągu roku, polska tenisistka zakończyła sezon jako druga tenisistka w rankingu światowym juniorek. – Właściwie po trzech czy czterech turniejach byłam juniorską jedynką. Niestety, do końca roku ten ranking spadł, bo inne dziewczyny grały do końca sezonu. Chyba właśnie Pawluczenkowa mnie wtedy wyprzedziła i sezon zakończyłam jako dwójka. Ona grała wtedy do końca wszystkie juniorskie turnieje, wygrywając na pewno kilka po drodze – mówi Agnieszka Radwańska.

Agnieszka Radwańska całuje trofeum po pokonaniu Niemki Andrei Petkovic w finale China Open w 2011. Fot. www.depositphotos.com
Agnieszka Radwańska całuje trofeum po pokonaniu Niemki Andrei Petkovic w finale China Open w 2011. Fot. www.depositphotos.com

Agnieszka Radwańska bardzo szybko weszła w zawodowstwo. Strategią jej teamu było, by jak najszybciej próbować swoich sił w najwyższych rangach turniejów. – Niewiele pamiętam z czasów grania turniejów ITF. Tak naprawdę niewiele tych ITF-ów było, bo strategią mojego ojca było, aby próbować grać w większych turniejach. Nawet grać eliminacje, ale próbować swoich sił w tych większych turniejach. Tam, gdzie tylko mogłam, grałam te wyższe rangi, aby nie grać za dużo ITF-ów – wspomina Polka. – Myślę, że to była dobra droga, ponieważ wtedy widziałam, widzę i dziś, wiele osób, które zatrzymywało się na tych ITF-ach. Te osoby czują się tam komfortowo i przyzwyczajają się do rywalizacji w tamtych warunkach, przez co potem trudno jest im wyjść dalej. Bo tam jednak jest mniejsza presja, nie ma kamer, często są stare korty bez trybun, na uboczu. I tak komfortowo grając, trochę też zarabiając, bo to są też turnieje zawodowe, już nie są w stanie psychicznie wyjść na większe turnieje. U mnie było zupełnie inaczej, bo ojciec chciał, abym grała duże turnieje jak najszybciej, więc tego czasu na ITF-ach wcale nie było dużo – dodaje tenisistka.

Pierwsze zderzenie z zawodowstwem

Agnieszka Radwańska weszła w zawodowstwo w wieku siedemnastu lat. Jako największą lekcję i motywację z początków zawodowstwa wspomina pierwszy Wimbledon zawodowy, a dokładnie mecz czwartej rundy przeciwko Kim Clijsters.

– Dostałam wtedy dziką kartę, ponieważ wygrałam Wimbledon juniorski, a że do eliminacji łapałam się w rankingu, to otrzymałam dziką kartę do turnieju głównego. Wtedy doszłam do czwartej rundy, w której dostałam naprawdę ostry łomot od Kim Clijsters – śmieje się Agnieszka Radwańska. – Wtedy dopiero poczułam różnicę między tenisem juniorskim a zawodowym. To było takie moje pierwsze zderzenie ze ścianą. To była dla mnie spora lekcja prędkości, szybkości i intensywności grania. Schodziłam wtedy z kortu i myślałam, że przede mną jest jeszcze daleka droga. To na pewno była bardzo dobra lekcja na ten czas, która uświadomiła mi, ile jeszcze pracy jest przede mną, mimo, że był to dla mnie ogromny sukces, dochodząc do czwartej rundy na swoim pierwszym Wimbledonie zawodowym – dodaje z uśmiechem tenisistka.

 – Dla mnie ogromną motywacją było to, że osoby, które widziałam wcześniej tylko w telewizji i uważałam za gwiazdy i ikony tego sportu, widziałam w szatni i grałam z nimi na tych samych turniejach - wspomina Agnieszka Radwańska. Fot. www.depositphotos.com
– Dla mnie ogromną motywacją było to, że osoby, które widziałam wcześniej tylko w telewizji i uważałam za gwiazdy i ikony tego sportu, widziałam w szatni i grałam z nimi na tych samych turniejach – wspomina Agnieszka Radwańska. Fot. www.depositphotos.com

Wiceliderka rankingu WTA wspomina swoje początki zawodowstwa, nie kryjąc emocji: – Dla mnie ogromną motywacją było to, że osoby, które widziałam wcześniej tylko w telewizji i uważałam za gwiazdy i ikony tego sportu, widziałam w szatni i grałam z nimi na tych samych turniejach. To było dla mnie coś niebywałego! Kiedy widziałam te osoby na pierwszych swoich turniejach, to wręcz sztywniałam, bo znałam je tylko z telewizji! Bardzo je podziwiałam i myślałam, że fajnie byłoby grać tak samo, jak one. Niewiele później były to moje koleżanki z kortu. Taki duży przeskok był w ciągu roku czy dwóch lat. To wszystko dookoła bardzo mnie motywowało. Byłam szczęśliwa, że mogę tutaj być, a osoby, które ja znam z telewizji, są koło mnie i funkcjonują na tych samych turniejach.

Szczęśliwy rok 2015

Za najszczęśliwszy rok w karierze Agnieszki Radwańskiej z pewnością można uznać 2015. Polska tenisistka sezon 2015 rozpoczęła od zwycięstwa w parze z Jerzym Janowiczem w rozgrywkach Pucharu Hopmana, uznawanych za nieoficjalne mistrzostwa świata. Reprezentanci Polski w finale pokonali reprezentantów Stanów Zjednoczonych wynikiem 2:1. W decydującym meczu mikstowym Polacy sensacyjnie pokonali Serenę Williams i Johna Isnera w wyniku 7:5, 6:3. 

– Serena i John niesamowicie serwowali. Wydawałoby się, że nie da się ich przełamać, a jednak myśmy tego dokonali. To był niesamowity mecz i nie sądzę, by ktokolwiek wtedy stawiał na nas w tym finale. Graliśmy wtedy oboje bardzo wybitnie i na pewno będę pamiętać ten turniej na długo – uśmiecha się Agnieszka Radwańska. – Z Jerzym znamy się tyle lat, że podczas turnieju wiedzieliśmy, na co się piszemy, a jeżeli jest dobra zabawa i dobra gra, to nie może być lepszego połączenia i lepszej atmosfery. Wspólnego miksta wspominam bardzo dobrze i żałuję, że graliśmy razem tylko raz – dodaje z uśmiechem Polka, która w starciu z Ameryką wygrała również w grze pojedynczej przeciwko Serenie Williams w wyniku 6:4, 6:7, 6:1.

– Mikst zwykle jest taką niewiadomą. Na co dzień nie grywa się miksta, więc jak nagle się wychodzi grać z najlepszymi tak ważne i decydujące mecze, to jest to naprawdę duże wyzwanie – opowiada Radwańska. – Szliśmy wtedy bardziej na żywioł. Bazowaliśmy na naszej tenisowej intuicji i zgraniu. Byliśmy zgrani jako ludzie, jako przyjaciele po jednej stronie siatki. Myślę, że jak ludzie dobrze się dogadują poza kortem, to i na korcie wszystko dobrze wychodzi – dodaje polska tenisistka.

Podczas US Open 2014. Fot. www.depositphotos.com
Podczas US Open 2014. Fot. www.depositphotos.com

Rok 2015 można uznać, za wyjątkowy dla Agnieszki Radwańskiej również dlatego, że w tym roku jako pierwsza Polka w historii zwyciężyła w turnieju Mistrzyń w Singapurze, co śmiało można uznać za jej największy sukces w całej karierze.

– Sukces smakował wtedy dwa razy bardziej, bo startowałam z przegranej pozycji. Przegrałam wtedy swoje dwa pierwsze mecze, ale wyszłam z tego. Myślę, że wyszłam z tego też trochę dzięki Marii Sharapovej, która w drugiej grupie wygrała swoje mecze, po których powinna była wygrać. To też zupełnie inaczej mogło się potoczyć, gdyby tego nie wygrała. Na pewno to jest coś, co dało mi najwięcej emocji ze wszystkich turniejów. Jednak to jest Masters. To tylko osiem najlepszych zawodniczek. To wygrana po bardzo ciężkich meczach i fizycznie, i mentalnie. Tak chyba najlepiej smakuje sukces – wspomina Radwańska.

Od wspólnych treningów do wspólnych koncertów

Agnieszka Radwańska z ludzi z Touru najlepiej wspomina Caroline Woźniacki i Angelikę Kerber, z którymi przyjaźni się do dziś.

– Bardzo dużo czasu spędzałyśmy poza kortem, trenowałyśmy razem i wychodziłyśmy na kolacje. Miałyśmy też kilka wspólnych wyjazdów pomiędzy turniejami. Jednak naprawdę wyjątkowo wspominam urodziny Caroliny w Kopenhadze. Nie pamiętam, które to były urodziny. Może osiemnaste lub dziewiętnaste. To był taki weekendowy wyjazd z kilkoma dziewczynami. Pamiętam, że wtedy byłyśmy na koncercie Britney Spears, która wtedy była jedną z większych gwiazd. To było niewiarygodne przeżycie! Bardzo miło to wspominam. To były naprawdę fajne czasy i tak się składa, że akurat niedawno sobie o tym przypomniałyśmy. To było prawie dwadzieścia lat temu! – uśmiecha się polska tenisistka.

– Myślę, że ten sport bardzo kształtuje ludzi. Każda z zawodniczek z Touru przeszła swoją ciężką drogę. Nie ma tutaj nikogo z przypadku. Każdy pracował na to wiele, wiele lat i to też sprawia, że to są ludzie z pokorą, którzy doceniają to, że tam są – podsumowuje Radwańska.

O nauce dygania w szatni

Agnieszka Radwańska jako jedna z byłych najwybitniejszych tenisistek już od czterech lat jest zapraszana na Turnieje Legend na Wimbledonie. Doświadczenia z tego miejsca wspomina bardzo pozytywnie. To jest taki powrót do przeszłości. Fajnie jest się znów spotkać z dziewczynami na korcie i trochę porywalizować. Za każdym razem są to naprawdę super wspomnienia i można się pobawić tenisem z zupełnie innej perspektywy, bez tego stresu, bez napięcia. Wiadomo, zawsze ta żyłka rywalizacji jest i będzie. Dużo osób ma luz, ale większość dalej chce wygrywać i do samego końca jest nutka rywalizacji, która mi też się bardzo podoba. Zawsze każdy ma swój challenge i go robi na tyle, ile może. Zawsze wspominam to naprawdę bardzo dobrze i bardzo się cieszę, kiedy dostaję takiego maila z zaproszeniem – uśmiecha się.

Jednak jedno wspomnienie z tego miejsca szczególnie zapadło w pamięć Agnieszce Radwańskiej. – Na mecze przychodzi rodzina królewska. Pamiętam, jak uczyłam się dygać w szatni, kiedy Księżna Kate przychodziła. Uczyłam się, jak się zwracać, jak mówić. Raz zostałam też poproszona, żeby ją przywitać. Zawsze, kiedy przychodzi na obiekt, to kilka osób ją wita. W takim komplecie powitalnym też raz byłam. To było takie nieoczywiste doświadczenie. Coś, czego nie spodziewałabym się na żadnym turnieju. Zostałam wtedy poproszona, a zupełnie się tego nie spodziewałam, bo akurat siedziałam wtedy na obiedzie. Tam atmosfera wygląda zupełnie inaczej niż na jakimkolwiek innym turnieju. Sama aura tego turnieju jest wyjątkowa – podsumowuje polska tenisistka.

Nowa rola trenerki

W grudniu 2024 roku Agnieszka Radwańska wróciła do Touru w większej skali, jednak w zupełnie nowej roli – w roli trenerki polskiej zawodniczki – Magdy Linette.

Agnieszka Radwańska uważa, że momentami patrzenie na tenis z perspektywy trenerki bywa trudniejsze niż z perspektywy zawodniczki.  Fot. www.depositphotos.com
Agnieszka Radwańska uważa, że momentami patrzenie na tenis z perspektywy trenerki bywa trudniejsze niż z perspektywy zawodniczki. Fot. www.depositphotos.com

– Czuję się dobrze w tej roli, choć nie wiedziałam na początku, jak to będzie wyglądać. Znamy się z Magdą wiele lat, chyba dokładnie dwadzieścia pięć. Też nigdy wcześniej nie widziałam się w tej roli z prostego względu –nie różni się intensywnym kalendarzem od tego, którym dysponuje zawodniczka. Praca trenera na Tourze to mnóstwo wyjazdów i dużo poświęcenia. Raczej nigdy nie pchałam się do bycia dalej w Tourze. Ustaliłyśmy między sobą, że z turnieju na turniej uzgadniamy między sobą, w jakich miejscach mogę być razem z nią – mówi była wiceliderka rankingu WTA. – Podchodzimy do tego bardzo elastycznie. Też myślę, że teraz poznałyśmy się z Magdą od zupełnie innej strony. Poznałyśmy się od takiej, gdzie jesteśmy po tej samej stronie siatki. Znałyśmy się jako przeciwniczki, jako rywalki, a to jednak trwało tyle lat! Teraz jest zupełnie inaczej. Teraz też mam z tego satysfakcję, tym bardziej, że z Magdą pracuje się naprawdę bardzo przyjemnie. Przede wszystkim dogadujemy się dobrze i myślę, że mogę też tutaj powiedzieć za Magdę, że jednak lubimy ze sobą współpracować i to jest najważniejsze. Bez tego ani rusz. Kalendarz jest tak długi i intensywny, więc gdyby nie było takiej chemii, to ciężko byłoby funkcjonować. Obie tą współpracę lubimy, więc to też jest taki punkt, od którego dobrze jest zacząć, kiedy naprawdę lubi się pracować – dodaje z uśmiechem Agnieszka Radwańska.

Polska tenisistka uważa jednak, że momentami patrzenie na tenis z perspektywy trenerki bywa trudniejsze niż z perspektywy zawodniczki. –  Z zupełnie innej perspektywy. Czasem ciężej jest oglądać tenis niż w niego grać. Nie raz sama wyskoczyłabym z ławki, wystartowała do piłki czy do skróta. Jednak siedzenie na ławce naprawdę bywa ciężkie – śmieje się.

Była wiceliderka rankingu służy radą

A co Agnieszka Radwańska radzi rodzicom młodych zawodników z marzeniem o karierze zawodowego tenisisty?

– Tutaj nie ma złotych recept, ale myślę, że przede wszystkim warto zacząć grę w tenisa i skupić się na tym, by nie przedobrzyć. Ważne, aby dziecko cieszyło się tenisem i uprawiało też inne sporty. Warto zwrócić uwagę, by być wszechstronnie sprawnym. Wiadomo też, że tenis zawodowy to jednak jest ciężka praca, a jeśli ktoś chce uprawiać tenis zawodowo czy rekreacyjnie, to ta decyzja musi jednak zapaść indywidualnie. Jednak najważniejsze, żeby ten sport na początku dobrze się kojarzył – aby dziecko sama chciało wychodzić na kort i grać. Nie może być tak, że to ktoś z rodziców chce bardziej niż samo dziecko – odpowiada była światowa zawodniczka. – Jednak to jest tak wieloletni proces, że nie mam tutaj jednej złotej wskazówki, bo taka po prostu nie istnieje – podsumowuje.

Tenisistka twierdzi, że sposoby na stres przedmeczowy to kwestia bardzo indywidualna. – Każdy jest absolutnie inny i radzi sobie z tym stresem inaczej. To musi być metoda prób i błędów, bo każdy zawodnik musi uczyć się też siebie, zwłaszcza w takich kryzysowych momentach, kiedy jest najwięcej tego stresu.

Agnieszka wspomina, że u niej najwięcej stresu zawsze było na początku turnieju. Na własnym przykładzie uważa, że najlepszym sposobem na pozostanie w dobrej formie psychicznej jest znalezienie odpowiedniej formy relaksu już na początku turnieju.

– Wiem, że do tej pory zawodnicy też tak robią, że przed meczem starają się po prostu odprężyć. Wielu tenisistów gra wtedy w jakieś planszówki czy w karty. To jest coś, gdzie ta głowa pracuje zupełnie gdzie indziej i nie myśli się wtedy o meczu. To jest pomocne, aby nie stresować się cały czas, bo ta głowa, kiedy jest się na turnieju, pracuje 24 godziny na dobę. Warto się czasem trochę od tego odciąć. Jednak każdy musi tutaj poznać swoje ciało, swoją głowę, na co reaguje, a na co nie, i jak reaguje. To jest tutaj najważniejsze – podsumowuje Agnieszka Radwańska.

Była wiceliderka rankingu WTA wspomina, co najbardziej motywowało ją w trudnych momentach w karierze. Jaką myślą, która może pomóc młodym tenisistom z marzeniami o wielkiej karierze, mogłaby się podzielić? Agnieszka Radwańska odpowiada bez wahania: – W trudnych momentach najbardziej pomogła mi myśl: „Po burzy zawsze wychodzi słońce”. Było kilka takich trudniejszych chwil, zwłaszcza już pod koniec mojej kariery. Zawsze sobie powtarzałam, że jak ciężko pracuję i trenuję, to wynik w końcu przyjdzie, bo przecież zawsze po burzy wychodzi słońce. Jestem osobą, która się uczyła na swoich błędach, ale też na błędach innych. Widziałam, że nie raz ta „burza” bardzo długo trwała. U mnie na szczęście nie aż tak długo, ale zawsze sobie powtarzałam, że jednak, jak będę robić swoje, to w końcu przyjdzie ten lepszy moment i wrócę na te tory, na których byłam – podsumowuje Agnieszka Radwańska.

Autorka Weronika Mądrzecka (wcześniej Krupko) jest licencjonowaną trenerką tenisa ziemnego i studentką prawa w Poznaniu.
E-mail: weronikakrupko@gmail.com
Instagram: weronikakrupko

Fot. www.depositphotos.com

Udostępnij:

Facebook
Twitter

Podobne wiadomości

Nadia Jasińska, córka Grzegorza Jasińskiego, dyrektora Memoriału prezentuje tegoroczne trofea. Fot. Memoriał A. Kowalczewskiej 2026

Po raz szósty odbędzie się Memoriał Asi Kowalczewskiej. Tegoroczny turniej rozegrany zostanie na ośmiu nowoczesnych kortach w Uniejowie w dniach 13 – 19 sierpnia. Rywalizacja toczyć …

W meczu o awans do 1/8 finału przeciwnikiem Huberta Hurkacza będzie Botic van de Zandschulp. Fot. Omnium Banque Nationale/ATP Tour

Rozgrywany w Kanadzie prestiżowy turniej tenisowy National Bank presented by Rogers dotarł do półmetka. W drugi tydzień rywalizacji  w Montrealu, gdzie w sezonie 2026 rozgrywany jest turniej mężczyzn …

Alicja Rosolska i Martyna Kubka. Fot. Michał Jędrzejewski

Alicja Rosolska (KT Warszawianka Warszawa) nie chce jeszcze żegnać się z tenisem i w parze z Martyną Kubką (WKT Mera Warszawa) zagra o tytuł w WTA 125 Warsaw Polish …

Rozgrywany w Kozerkach Challenger ATP 75 Mazovia Open 2026 wkracza w decydującą  fazę. Znany jest już komplet ćwierćfinalistów gry pojedynczej oraz  pary półfinałowe w grze …