Maja Chwalińska (BKT Advantage Bielsko-Biała) wyeliminowała aktualną mistrzynię olimpijską igrzysk w Paryżu (2024) – Chinkę Qinwen Zheng 6:4, 6:0 i awansowała do drugiej rundy wielkoszlemowego turnieju na kortach ziemnych im. Rolanda Garrosa. W ślady Mai poszła w poniedziałek również Iga Świątek (nr 3.), pokonując 6:1, 6:2 Australijkę Emerson Jones. W ten sposób w stolicy Francji polskie tenisistki odniosły już cztery zwycięstwa, bo w niedzielę swoje mecze wygrały Magda Linette (AZS Poznań) i Magdalena Fręch (KS Górnik Bytom),
W poniedziałek, w drugim dniu Roland Garros, Maja i Qinwen rozpoczęły rywalizację na korcie numer siedem tuż po godzinie 11, w pierwszym rzucie meczów w planie gier. Uniknęły więc konieczności gry przy najwyższej temperaturze powietrza. Bo ta z upływem czasu będzie błyskawicznie rosnąć przy bezchmurnej słonecznej pogodzie.
Konsekwentna Maja
Faworytką tego meczu była Zheng, mająca 177 cm wzrostu, która chociaż teraz jest 56. zawodniczką w rankingu WTA, to jeszcze niedawno była numerem pięć na świecie. Ma w dorobku występ w wielkoszlemowym finale w Australian Open 2024, a także trzy ćwierćfinały, w tym osiągnięty w Roland Garros 2025 oraz dwukrotnie w nowojorskim US Open (2023-34).
Z drugiej strony siatki stanęła mierząca 165 cm Chwalińska, która dopiero po raz trzeci w karierze znalazła się w głównej drabince w Wielkim Szlemie. Polka, 114. w klasyfikacji WTA, po raz trzeci zakwalifikowała się do jednego z czterech najważniejszych turniejów w sezonie.
Po raz pierwszy udało jej się to w 2022 roku w Wimbledonie, a na londyńskiej trawie w The All England Lawn Tennis and Croquet Club osiągnęła druga rundę. Ponownie przeszła zwycięsko wielkoszlemowe eliminacje w styczniu tego roku i wystąpiła w Australian Open, ale w Melbourne przegrała pierwszy mecz.
Początek zdecydowanie należał do Polki, która grała odważnie i uważnie, wykorzystując problemy Zheng ze znalezieniem właściwego rytmu wymian. Pierwsze trzy gemy przebiegały zgodnie z regułą własnego serwisu, ale w czwartym Chwalińska wykorzystała już pierwszego z dwóch wypracowanych break pointów. Chwilę później pewnie utrzymała własne podanie i objęła dość komfortowe prowadzenie 4:1.
Od tego momentu Chinka rozpoczęła odrabianie strat i to skuteczne. W siódmym gemie Maja wypuściła z rąk piłkę na 5:2, bowiem od stanu 40-30 przegrała trzy następne wymiany. Analogiczna sytuacja miała miejsce w ósmym gemie, przy serwisie Chinki, więc na tablicy pojawił się wynik 4:4.
Ale reakcja Chwalińskiej na zryw rywalki była niesamowita, bo bez straty punktu “wyserwowała” prowadzenie 5:4, a w kolejnym gemie ponownie przełamała Qinwen do zera, kończąc zwycięsko seta 6:4, ósmą z rzędu wygraną wymianą.

Mistrzyni olimpijska sprzed dwóch lat z Paryża przerwała tę serię na otwarcie drugiej partii. Ale nie powstrzymała polskiej tenisistki przed pewnym wygraniem serwisu do 30. Niedługo po tym Maja przełamała podanie rywalki przy pierwszej okazji na 2:0, a po kolejnym własnym gemie odskoczyła na 3:0.
W tym momencie Zheng poprosiła o przerwę na pomoc medyczną wymuszoną przez nasilający się ból stopy, ale po interwencji fizjoterapeutki kontynuowała rywalizację. Jednak nie była w stanie stawić większego oporu Mai i ponownie do 30 pozwoliła się przełamać, a następnie nie wygrała ani jednej wymiany przy podaniu rywalki, która odskoczyła na 5:0.
Szósty gem, przy swoim podaniu, Qinwen rozpoczęła od stanu 0-40, po czym obroniła trzy kolejne piłki meczowe. Jednak okazała się bezradna przy czwartej sposobności, którą Chwalińska wykorzystała po godzinie i 30 minutach gry.
– Myślę, że czułam się swobodniej niż w o ostatnim meczu eliminacji. Tamten mecz z Suzane był bardzo nerwowy. Czułam wtedy ogromną stawkę, bo jednak przegrać mecz w trzeciej rundzie eliminacji, a zagrać w pierwszej rundzie Wielkiego Szlema, to jednak jest ogromna różnica. Dzisiaj do końca nie wiedziałam czego się mam spodziewać, bo nie mam wielkiego doświadczenia w graniu przeciwko tak wysoko notowanym zawodniczkom jak Qinwen. Także przede wszystkich chciałam się skupić na sobie i próbowałam grać swój tenis najlepiej jak tylko potrafię. Ale mam nadzieję, że kolejny mecz będzie z mojej strony jeszcze lepszy, niż ten – powiedziała Chwalińska w rozmowie z Eurosportem przy zejściu z kortu.
W ubiegłym tygodniu Polka bez straty seta przeszła eliminacje, eliminując łatwo dwie Francuzki Alice Rame 6:0, 6:3 oraz Carole Monnet 6:0, 6:1. W decydującym o awansie do turnieju głównego pojedynku pokonała Holenderkę Suzan Lamens 7:6 (7-4), 7:5.
W drugiej rundzie Roland Garros 2026 na drodze Mai stanie Niemka Tatjana Maja lub rozstawiona z numerem 23. Belgijka Elise Mertens.

Pewna inauguracja Igi
W południe na kort centralnym im. Philippe’a Chatriera rozpoczął się pierwszy mecz w tegorocznej edycji paryskiej imprezy Igi Świątek, czterokrotnej triumfatorki Roland Garros (2020, 2022-24). Rywalką ubiegłorocznej półfinalistki, rozstawionej z numerem trzecim w drabince, była utalentowana Australijka Emerson Jones, którą Polka pokonała 6:1, 6:2. Spotkanie trwało równą godzinę.
17-letnia tenisistka z Antypodów jest uważana za jedną z najbardziej utalentowanych zawodniczek młodego pokolenia. Organizatorzy paryskiej lewy Wielkiego Szlema przyznali jej dziką kartę, w ramach tradycyjnej wymiany tych przepustek pomiędzy Francuska Federacja Tenisowa i Tennis Australia.
4-time champion into the next round 🔜#RolandGarros pic.twitter.com/hsSH4KzDvY
— Roland-Garros (@rolandgarros) May 25, 2026
– Od samego początku wiedziałam jak chcę zagrać taktycznie, więc dzisiaj po prostu ten plan realizowałam. Jestem tutaj już trochę i mieliśmy już kilka dni z taką temperaturą, więc zdążyłam się przyzwyczaić. Na pewno pierwszy dzień, w którym zrobiło się tak ciepło, był naprawdę wymagający. Jak przyjechaliśmy to dosłownie było 16 stopni i mega wietrznie, a odczuwalna temperatura był jeszcze niższa. A teraz nagle zrobiło się 32 i mega duszno, więc w pierwszym secie mało wchodziłam w kort, ale potem wiedziałam już co robić żeby się dostosować. Cieszę się, że byłam solidna i nie ryzykowałam z niepotrzebnych piłek – powiedziała po zwycięstwie Świątek.
Pierwsze osiem wymian należało do Świątek, zanim rywalka zdobyła pierwszy punkt w meczu. Za to w trzecim gemie wypracowała najpierw dwa break pointy, ale obydwa zmarnowała, po czym przy trzecim przełamała podanie trzeciej tenisistki świata. Jednak zaraz po tym straciła ponownie swoje, również przy trzeciej sposobności dla rywalki.
Szybko okazało się, że to były tylko chwilowe turbulencje w grze czterokrotnej mistrzyni Roland Garros, która szybko odskoczyła na 5:1, po czym wygrała partię 6:1 przy pierwszym setbolu, który jednocześnie dziesiąta z rzędu wygrana przez nią piłka.
W sumie Polka odnotowała serię 12 zwycięskich wymian do 30-0 na otwarcie drugiej odsłony meczu. W pierwszym gemie miała do dyspozycji trzy break pointy, ale dopiero trzeciego zamieniła na prowadzenie 1:0.
Potem podwyższyła je na 3:0 z przewagą dwóch przełamań, ale w czwartym gemie oddała rywalce własne podanie. Australijka wyszła jeszcze na 2:3, ale w trzech następnych zdobyła tylko trzy punkty, przy 12 zwycięskich wymianach na koncie Igi.
W 1/32 finału była liderka rankingu WTA spotka się z 35. na świecie Czeszką Sarą Bejlek.

Polki niepokonane w Paryżu
Już w niedzielę na kortach ziemnych położonych na obrzeżach Lasku Bulońskiego polscy kibice mieli aż dwie okazje do radości, bowiem awans do drugiej rundy wywalczyła najpierw Magda Linette (AZS Poznań) po trzygodzinnej walce z wyżej notowaną Czeszką Terezą Valentovą 5:7, 6:4, 7:6 (11-9). Teraz poznanianka czeka na wyłonienie lepszej zawodniczki w pojedynku Niemki Eli Seidel z Łotyszką Jeleną Ostapenko, rozstawioną z numerem 29.
Nieco później w ślady Linette poszła Magdalena Fręch (KS Górnik Bytom), której zajęło to mniej czasu, ponieważ gry prowadziła 7:6 (7-5), 2:1 Rumunka Elena Gabriela Ruse skreczowała wskutek niedyspozycji zdrowotnej. W drugiej rundzie tenisistka pochodząca z Łodzi spotka się ze Szwajcarką Jill Teichmann, która w poniedziałek wyeliminowała 6:4, 6:4 Ljudmiłę Samsonową, numer 20. w drabince #RG2026.

