Centrum Tenisowe Sobota

Przemysław Wawrzyniak – trener, który wciąż chce grać

dnia

Tenis jest sportem wyjątkowym: technicznym, wymagającym szybkości, siły i wytrzymałości, ale też zmuszającym do myślenia, rozpoznania sytuacji, wyboru taktyki. Do tego posiada interesującą otoczkę psychologiczną, niezłe relacje telewizyjne z wielkich turniejów, pozwalające na analizę pracy mistrzów. I – na co też zwracają uwagę osoby, związane z nim od lat, które nie wyobrażają sobie życia bez rakiety – tenis kształtuje ważne cechy charakteru, takie jak punktualność, konsekwencja w dążeniu do wyznaczonego celu, wewnętrzna dyscyplina ściśle związana z umiejętnością planowania.

Tekst: Grzegorz Okoński

– Oto dlaczego nie wyobrażam sobie życia bez tenisa, sportu, który jest jednocześnie moją przyjemnością, pasją i zawodem – mówi Przemysław Wawrzyniak, trener tenisowy, który oprócz szkolenia innych dba o to, by co jakiś czas, ale w miarę regularnie, zagrać na korcie dobry mecz, sparing z doświadczonym tenisistą. – Nauka może być piękną pracą, odpowiedzialną, ale też dającą satysfakcję, ale do szczęścia musi być coś więcej – sportowa adrenalina na korcie, coś czego nie zapomina się z czasów przedtrenerskich, czyli etapu zawodnika. Gram wtedy dla siebie i wiem, że mam siły, cechy motoryczne, podtrzymuję nawyki, zatem, gdybym miał zagrać dobry mecz, to jestem gotowy!

Przemek początki miał typowe dla tenisistów, którzy wspięli się na wysoki, zawodowy poziom gry. Siedmiolatek, którego tata zapisał do sekcji tenisowej AZS (znalazł ogłoszenie o naborze), przez pierwsze dwa – trzy lata bawił się tenisem, znajdując w nim dużo satysfakcji, ale też dobry sposób na rozładowanie energii i kształtowanie nawyku pracy nad sobą. Później przyszła nauka pierwszych uderzeń, serwisu, gry na siatce, wreszcie pierwsze turnieje w wieku 8-10 lat i… pierwsze zwycięstwa. Dyplomy, medale, puchary, brąz w deblu w Pucharze Mistrzostw Polski – były dla nastolatka przedsmakiem celu, do którego sportowo warto dążyć. Nic dziwnego, że przyszedł czas na mistrzostwo Polski w rywalizacji drużynowej (jak mówi Przemek – „mieliśmy w AZS-ie niezłą paczkę i byliśmy w stanie postawić się każdemu”), jak i mistrzostwa Wielkopolski w singlu i deblu.  Było też wicemistrzostwo w młodzieżowej olimpiadzie w grze mieszanej – w parze z Sylwią Zagórską. 

– Ale tenis jest sportem wymagającym drugiej osoby, dającym satysfakcję dzięki reakcji z nią, lub – co też mocno wciąga – dającym radość w czasie uczenia tej osoby, kształtowania, wypracowywania nawyków i uzyskiwania satysfakcji z sukcesów, z wyników. Dlatego wybrałem pracę trenera, kogoś, kto nie tylko gra, realizuje się na korcie, ale też może swoją wiedzę i umiejętności dzielić z innymi.

To uczucie Przemek dobrze zna z dwóch stron. Z jednej – jest wzorem, wie, że dzieci, młodzież i amatorzy, którzy chcą od niego uczyć się trudnego lecz pięknego sportu, są w niego wpatrzeni, ufają jego słowom i postępują starając się wypełnić jego wskazówki, a z drugiej – sam pamięta jak w czasie Poznań Open jako dziecko podawał doświadczonym zawodnikom piłeczki, i jak patrzył na nich, chłonął detale z obserwowanych postaw, ruchów, z techniki na korcie. I później – ćwiczył to sam, wierząc, że dąży do ideału.

– Gram i uczę w Centrum Tenisowym w Sobocie – opowiada Przemek. – Ale także cenię sobie kort na Fabianowie, na AZS-ie, grałem też na Uniwersytecie Przyrodniczym. Pracuję z dziećmi, w ramach Małej Akademii Tenisa i mam z nimi dobry kontakt. Najbardziej lubię wraz z nimi odkrywać postępy, ich sukcesy, chwile, kiedy wychodzą na kort i odkrywają, że opanowali jakiś krok i chcą iść dalej! Cieszę się wraz z nimi – i wówczas ćwiczymy następne etapy. Z drugiej strony sam stale pracuję nad sobą: nie tylko uczę innych, ale lubię i staram się regularnie grać mecze z tenisistami doświadczonymi, żeby kontrolować swoje możliwości i umiejętności.

Wśród doświadczonych zawodników, z którymi Przemek skrzyżował rakietę jest m.in. Jerzy Janowicz, były reprezentant Polski w Pucharze Davisa.

– Rok młodszy ode mnie, grywałem z nim i o ile pamiętam, bilans mam z tych spotkań pozytywny!

Przemysław Wawrzyniak nie chce zbyt długo opowiadać o tenisie: wówczas jeszcze bardziej ma ochotę stanąć na korcie i grać. A gra dziennie, łącznie z treningami średnio 5-10 godzin.

– To tak jak w telewizji transmitowany jest Wielki Szlem, albo gdy oglądam w akcji mojego ulubieńca, Rogera Federera: już myślę, jak ja bym wyszedł z danej sytuacji, jak bym zagrał. I już ciągnie człowieka ochota, by wejść na kort, by zagrać coś dobrze, szybko. To w końcu sport, który się nie nudzi a wciąż stawia wyzwania i poprzeczki, które aż chce się pokonywać!

Sugerowane artykuły

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *