Nowości

Nie jestem prezesem-ratownikiem

przez

dnia

do internetu
Z Jackiem Muzolfem nowym prezesem Polskiego Związku Tenisowego rozmawia Maciej Łosiak

Jacek Muzolf, prezes-ratownik, który w ostatnich latach już dwukrotnie jako pełniący obowiązki kończył kadencje prezesów-dezerterów Waldemara Dubaniowskiego i Jacka Ksenia – taką opinię o wyborach na szefa Polskiego Związku Tenisowego wyrażono w jednej z ogólnopolskich gazet sportowych. Czy jest Pan ratownikiem na tonącym okręcie?

Ratownik kojarzy się z sytuację, kiedy dzieje się coś złego. W Polskim Związku Tenisowym nie ma awaryjnej sytuacji. To nie jest okręt, który tonie. Wręcz przeciwnie PZT znajduje się w dobrej kondycji zarówno sportowej jak i finansowej. Jeśli chodzi o moją osobę, to tym razem zostałem wybrany prezesem podczas walnego zgromadzenia przez delegatów, a nie jak poprzednio – po skróconej kadencji poprzednich prezesów – przez członków zarządu. To ważne i akcentuję to przy każdej okazji. Z kolei stwierdzenie prezes-dezerter odnoszące się do moich poprzedników nie tylko jest nieeleganckie, ale też nie do końca sprawiedliwe.

Wygrał Pan, ale różnica głosów poparcia między Jackie Muzolfem, a Magdaleną Rejniak-Romer nie była duża – 48 do 39. Tuż po wyborach odezwały się głosy, że osoby, które Rejniak-Romer nie poparły to “zabetonowani działacze z terenu”. I podkreślano, że zjednoczyli się oni wokół prezesa Muzolfa, by pilnować swoich partykularnych interesów, a przez określenie interes polskiego tenisa rozumieją interes, ale swój własny. Taki sam zarzut padł pod Pana adresem.

Znam te słowa i uważam, że są one kłamliwe. Może nie każdy wie, ale osoba, która je napisała jest mężem mojej kontrkandydatki, a na co dzień redaktorem naczelnym branżowego miesięcznika. Niech każdy sobie sam odpowie czy w takiej sytuacji można być obiektywnym. Wracając do partykularnych interesów. Już podczas pierwszego posiedzenia zarządu dałem wszystkim jasno do zrozumienia, że każdy kto znalazł się w tym gronie musi działać dla dobra tenisa w całej Polsce, a nie tylko dla swojego regionu. Taka sama zasada obowiązuje także mnie. Myślę, że będąc w zarządzie PZT w poprzednich latach pokazałem, że jestem uczciwy i żadnego klubu (czytaj AZS Poznań, którego Jacek Muzolf jest wiceprezesem – przyp. red.) nie faworyzuję.

Delegaci oddali część głosów na Wojciecha Andrzejewskiego, człowieka Magdaleny Rejniak-Romer, który znalazł się dzięki temu w zarządzie.

Takie są reguły demokracji i trzeba je uszanować. Rozmawiamy i próbujemy znaleźć wspólny język. Czy to się uda? Nie wiem. Czas pokaże. Nasuwa mi się jednak pewna refleksja. To właśnie m.in. Wojciech Andrzejewski nazwał mnie i kilku działaczy “betonem”. Jeśli nawet przyjąć, że tak jest (śmiech) to z czystym sumieniem nazwę Pana Andrzejewskiego “żelbetonem”, bo on w strukturach PZT funkcjonuje zdecydowanie dłużej niż ja.

Nowy prezes zakasał rękawy i ostro wziął się do roboty?

Jestem pełen optymizmu i zapału do pracy. Planuję częste wyjazdy do regionów, bo tam odbywa się prawdziwa robota. Chcę z każdym uczciwie rozmawiać, poznać wszystkie problemy.

Opozycja i tzw. “życzliwi” będą się bacznie przyglądać czy realizuje Pan program wyborczy – zresztą zbliżony do tego jaki przedstawiła Magdalena Rejniak-Romer – jaki zaprezentował podczas walnego zgromadzenia. Jakie są najważniejsze jego założenia?

Zaprezentowałem siedem punktów. Każdy z nich jest istotny i jest dopełnieniem całości. Na kilka elementów chciałbym jednak szczególnie zwrócić uwagę. Powinni zostać powołani koordynatorzy wojewódzcy finansowani przez PZT. Musi być także kontynuowana transparentność finansów. Chciałbym, żeby została powołana tzw. Rada Ekspertów. Myślę o stworzenie stałych, stabilnych źródeł finansowania. Nie można się opierać wyłącznie na sponsorze strategicznym. Czasy dobroczyńcy polskiego tenisa jakim był Ryszard Krauze już minęły. Jestem za programem budowy hal tenisowych w ośrodkach wojewódzkich przy współudziale Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz samorządów. Myślę o dalszym rozwoju programów propagowanych przez ITF – Tenis 10,Tenis Exspress. I to co jest “wisienką na torcie” czyli tenis zawodowy. Chciałbym, żeby drużyna Fed Cup utrzymała się, a męska ekipa Davis Cup weszła do grupy światowej. Myślę też.o dalszym rozwoju programu Davis Cup Junior. To tylko hasła i ułamek mojego programu. Liczę, że przy współudziale ludzi, którzy chcą zrobić coś dobrego dla polskiego tenisa uda mi się go zrealizować.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *