LKS Ina Ińsko: Strzelamy gole nawet 7:0!

Oglądając filmy z udziałem drużyny Ludowego Klubu Sportowego Ina Ińsko, można być nieraz świadkiem festiwalu radości: piłkarze cieszą się w szatni po wygranych meczach, w których liczba strzelonych bramek chętnie byłaby przeniesiona na mecze reprezentacji Polski…

Ludowy Klub Sportowy Ina Ińsko ma już ponad pół wiekową tradycję: założono go bowiem w 1960 roku. Z czasem drużyna „zielono-żółtych” przyzwyczaiła swoją publiczność przychodzącą na Stadion Miejski w Ińsku (mogący pomieścić 250 kibiców), do tego, że doświadczenie i zapał w walce, połączone razem, mogą dać dobre wyniki. Teraz, gdy stadion przechodzi remont i przebudowę, po której przekształci się w pełnowymiarowe boisko i drugie – boisko Orlika (dojdą jeszcze inne obiekty kompleksu sportowego!) – kibice i zawodnicy przyjeżdżają na niedalekie boisko w Dobrzanach.

Prezesem Klubu jest Marek Smoliński, trenerem drużyny seniorskiej Tadeusz Piotrowski, Michał Patyna odpowiada za juniorów – i jest jednocześnie koordynatorem Akademii, podczas gdy młodsze grupy prowadzone są przez Tomasza Delika – trampkarze, przez Dariusza Nadkiernicznego – młodzicy starsi i młodsi i przez Dariusza Korzeniowskiego – skrzaty i żaki.

W barwach klubu gra ponad setka zawodników, a zespół dzieli się na drużynę seniorską i wspomniane juniorskie. Ta pierwsza startuje z powodzeniem w ostatnich rozgrywkach – i by przywołać tylko ostatni miesiąc, to w sierpniu Ina Ińsko pokonała 12 sierpnia 2:0 Drawę Drawsko Pomorskie, by w następnej kolejce, 19 sierpnia rozgromić aż 7 do 0 Orła Bierzwnika, a kilka dni później przywieźć równie fantastyczny wynik z meczu z 26 sierpnia z Sokołem Suliszewo – 7:1.

Wrzesień też był udany, bo 3 września Ina pokonała Santos Kłębowiec, strzelając pięć bramek i nie tracąc ani jednej. Prawo serii zadziałało niecały tydzień później, 9 września, gdzie piłkarze z Ińska taki sam wynik wywieźli z meczu z Gavią Choszczno.

Ina Ińsko należy do rodziny Dobrej Drużyny PZU – dzięki temu młodzi utalentowani piłkarze mogą liczyć na wsparcie przy zakupie sprzętu, czy organizacji imprez piłkarskich.

Udostępnij:

Facebook
Twitter

Podobne wiadomości

Love! Love! Love? Bez miłości nie ma tenisa!

Wnikliwy obserwator tenisowych meczów, sędziowanych w angielskim języku, bez trudu zauważy, że nawet w przypadku najkrótszego pełnego pojedynku, a więc zakończonego rezultatem 6:0, 6:0, arbiter zmuszony jest trzydzieści sześć razy wypowiedzieć