Beniamin Budziak, trener kadry Polski U18 konsekwentnie stara się wprowadzać do krajowego systemu szkoleniowego najlepsze wzorce światowe, zaprasza do Polski czołowych juniorów, współpracuje z International Tennis Federation, wymienia doświadczenia z zagranicznymi szkoleniowcami, ma też nowe pomysły związane z rozwojem zawodników z naszego kraju.
Sukces napędza, wzbudzając zainteresowanie mediów. To było widać po wyniku jaki osiągnął Alan Ważny w wielkoszlemowym juniorskim Roland Garros. 18-latek, wraz z Finem Oskarim Paldaniusem wywalczył tytuł w grze podwójnej (obecnie obaj rywalizują na trawiastych kortach Wimbledonu – przyp. red.). Co robić, żeby takich wyników było jak najwięcej?
– Moim zdaniem recepta jest prosta, choć wcale niełatwa do zrealizowania. Rywalizacja, maksimum treningów ze światową czołówką oraz podpatrywanie nie tylko tego co robią na korcie, ale też ich nawyków, co robią przed treningami, a co po treningach, czyli jednym słowem, tego co dzieje się dookoła tenisa, a nie jest związane z bezpośrednim byciem na korcie.
Młodzi polscy tenisiści powinni mieć jak najwięcej możliwości konfrontacji ze swoimi zagranicznymi rówieśnikami – i tak jak powiedziałem – dobrze by było, gdyby byli to topowi gracze. Jeżeli na ten moment nasi zawodnicy nie mają odpowiednego rankingu, żeby rywalizować w turniejach musimy mieć pomysł i plan jak ściągnąć tych lepszych do Polski lub sami wyjechać w miejsce, gdzie zawodnik może się rozwijać.
Jako trener kadry do lat 18 staram się te pomysły wcielać w życie. Przykład? Proszę bardzo. Po bardzo udanym występie w Paryżu przygotowałem mini zgrupowanie w Michałówku niedaleko Łowicza, gdzie znajduje się fantastyczny obiekt na światowym poziomie z dziewięcioma kortami trawiastymi, których właścicielem jest Wojciech Pietrzak, lekarz i pasjonat tenisa. Do Michałówka przyjechali Alan Ważny (ranking ITF juniors – 16), Oskari Paldanius (12) i Joao Pedro Didoni Bonini (27). Dla 18-latka z Brazylii to było nie lada wyzwanie logistyczne. Przejechał pół Europy, kończąc podróż pociągiem w Łowiczu i jak sam powiedział wyjeżdżając z Polski: „Spędziłem tu fantastyczny czas nie tylko na korcie ale i poza nim. Uważam, że było warto było przejechać pół Europy pociągiem żeby dobrze potrenować przed juniorskim Wimbledonem”.
Regularnie rozmawia Pan i współpracuje z zagranicznymi trenerami. Jak Pan wykorzystuje te dobre relacje?
– Jeszcze jako czynny zawodnik nawiązałem bardzo dużo kontaktów w wielu krajach. Teraz staram się z nich skorzystać dla dobra młodych reprezentantów Polski. Regularnie rozmawiam z przedstawicielami International Tennis Federation (Międzynarodowa Federacja Tenisa – przyp. red). Jestem „na łączach” ze sztabem szkoleniowym Teamu A ITF U18. Rozmawiam też z trenerami Akademii TEC z Barcelony gdzie chciałbym zorganizować kilka zgrupowań z udziałem Biało-Czerwonych i też umożliwić im treningi indywidualne w tym miejscu.
Przed startem w stolicy Francji w Bergamo w Vavassori Tennis Academy Alan Ważny i ja pojechaliśmy trenować z teamem A grupy ITF, a wcześniej przez cały miesiąc, podczas turniejów we Włoszech trenowaliśmy właśnie z zawodnikami z teamu ITF oraz Akademii TEC.
Jakie cele są realizowane ?
– Moim celem jest wspieranie wszystkich reprezentantów, także z tych młodszych roczników. Przygotowaliśmy m. in. zgrupowanie dla rocznika 2010 przed turniejem ITF J30 Michałówek. Cieszę się, że te wszystkie projekty wspiera Polski Związek Tenisowy. Niebawem w Bytomiu ruszy największy w naszym kraju turniej ITF Juniors, J300 Bytom, który poprzedzimy zgrupowaniem, na który chciałbym zaprosić przynajmniej dwóch dobrych zawodników zagranicznych.

W planach jest kontynuacja projektu jakim w tym roku był Michałówek?
– Zdecydowanie tak. Podczas tegorocznego Wimbledonu rozmawiam o jeszcze szerszej współpracy. Chciałbym również współpracować z organizatorami turniejów męskich ATP i „zdobywać” dzikie karty dla naszych najzdolniejszych juniorów lub zawodników z kategorii U23. To w sumie już się dzieje. Podczas tegorocznego Challengera ATP Enea Poznań Open przyznano dziką kartę do turnieju głównego w deblu Alanowi i Oskarowi. Alan otrzymał również dziką kartę do singlu w turnieju głównym. Organizatorzy Enea Open doskonale rozumieją potrzeby naszych młodych kadrowiczów. Dodatkowo cieszy mnie fakt, że mamy turnieje na tak wysokim poziomie w Polsce. Może uda się zdobyć też taką przepustkę do dużej tenisowej imprezy np. w Finlandii.
Trener też musi się rozwijać, a jednym z bardzo ważnych punktów w pracy trenera jest wymiana doświadczeń. Jak stara się Pan realizować ten punkt?
– Przede wszystkim wyjazdy, wspólne rozmowy, wymiana doświadczeń, konferencje i samo przebywanie na korcie z zawodnikami. Natomiast jest jedna rzecz która spędza mi sen z powiek. Marzę o tym aby nasi zawodnicy mieli gdzie trenować na co dzień, tu w Polsce. W najlepszej jakości, odpowiedniej intensywności, z zapleczem trenerów wiedzących o co chodzi. Marzą mi się trzy centra szkoleniowe. Na północy, centralnie i na południu. I nie chodzi mi o budowy obiektów za miliony złotych. Chodzi mi o to żeby nasi zawodnicy mogli przyjechać do takich miejsc i otrzymać pomoc wtedy kiedy jej potrzebują, żeby mogli się rozwijać każdego dnia „u siebie w domu”. Mam już na to kilka pomysłów ale wolę to najpierw zrealizować, a później o tym opowiadać.
czytaj też: Alan Ważny: Spełniłem marzenie, teraz mam kolejne
Rozmawiał Maciej Łosiak


