Angelique Kerber: Wielkiego Szlema wygrywa się latami treningów i poświęceń

- Z moim pierwszym Rolexem wiąże się wyjątkowa historia - mówi Angelique Kerber. Fot. ©️Rolex/Alexandre de Brabant

- Z moim pierwszym Rolexem wiąże się wyjątkowa historia - mówi Angelique Kerber. Fot. ©️Rolex/Alexandre de Brabant

Czas leci niesamowicie, ale wspomnienia wracają natychmiast – mówi Angelique Kerber o przełomowych momentach kariery, nowej roli w tenisie i miłości do Nowego Jorku.

W tym roku mija dokładnie 10 lat od historycznego triumfu Angelique Kerber w wielkoszlemowym US Open. Z okazji tej wyjątkowej rocznicy, firma Rolex, której ambasadorką jest Kerber, zorganizowała w Nowym Jorku spotkanie prasowe dla przedstawicieli mediów, podczas którego niemiecka tenisistka o polskich korzeniach (popularna Angie ma swoją Akademię Tenisową w Puszczykowie niedaleko Poznania) opowiedziała o powrocie na korty Flushing Meadows dekadę po swoim sukcesie, radzeniu sobie z presją bycia numerem jeden oraz o nowym, ekscytującym rozdziale w swojej karierze.

Zdobyłaś 14 tytułów WTA, trzy tytuły wielkoszlemowe i spędziłaś 34 tygodnie na pozycji liderki rankingu. W tym roku świętujemy 10 lat od Twojego triumfu w US Open – jak to uczucie wrócić do Nowego Jorku?

Angelique Kerber: Czas leci niesamowicie szybko. Czuję się, jakby to było wczoraj, a to już cała dekada od mojego zwycięstwa. Powrót tutaj i ponowne przeżywanie tych wspomnień to wspaniałe uczucie. Szczególnie miło jest znów widzieć rywalizujące ze sobą najlepsze zawodniczki oraz twarze, które znam i przeciwko którym grałam przez ostatnie 20 lat. Oczywiście zdarzały mi się tu również porażki w pierwszych rundach, ale kiedy tu wracam, wszystko schodzi na dalszy plan, a w pamięci zostaje tylko moment, gdy w 2016 roku wznosiłam w górę trofeum.

W tamtym przełomowym 2016 roku wygrałaś dwa turnieje wielkoszlemowe – Australian Open i US Open. Czy ze sportowego punktu widzenia, był to Twój najważniejszy sezon?

30 stycznia 2016 – Australian Open. W finale w Melbourne Angelique Kerber pokonała Serenę Williams. Fot. www.depositphotos.com
 

– To był zdecydowanie mój przełomowy rok. W pierwszej rundzie Australian Open byłam o jeden punkt od odpadnięcia, musiałam bronić piłki meczowej, a potem zdołałam to odwrócić. Do dziś nie wiem, jak wygrałam tamto spotkanie, ale to pokazuje, jak cienka jest granica między wygraną a przegraną. To był tylko jeden punkt, a dwa tygodnie później cieszyłam się z pierwszego tytułu wielkoszlemowego. Od tamtej chwili wszystko się zmieniło – zyskałam ogromną pewność siebie. Dotarłam do finału Wimbledonu, a potem wygrałam tutaj, w Nowym Jorku, i po US Open zostałam numerem jeden na świecie. To było coś wyjątkowego i wciąż nie mogę uwierzyć, że minęło już 10 lat.

W tym roku mija dokładnie 10 lat od historycznego triumfu Angelique Kerber w wielkoszlemowym US Open. Fot. Mongoose Group
W tym roku mija dokładnie 10 lat od historycznego triumfu Angelique Kerber w wielkoszlemowym US Open. Fot. ©️Tim Clayton/Corbis via Getty Images

Zawsze powtarzałam, że Wielkiego Szlema nie wygrywa się w dwa tygodnie. Wygrywa się go latami treningów i poświęceń. Człowiek przechodzi przez wzloty i upadki, wylewa mnóstwo łez, ale na koniec musisz wierzyć i wracać silniejszym. W moim przypadku sukcesy w US Open, Wimbledonie czy Australian Open to nie były dwa tygodnie pracy, ale efekt około 15 lat przygotowań. Ciężka praca w końcu przyniosła konkretne, naprawdę wspaniałe rezultaty.

Jak ważna w tenisie jest strona mentalna? W sezonie 2017 – jako liderka rankingu – odczuwałaś dodatkową presję?

– Sfera mentalna jest kluczowa, a w 2017 roku faktycznie czułam ogromną presję. Doszło mi też wtedy znacznie więcej obowiązków poza kortem, z którymi musiałam się zmierzyć. Kiedy jesteś numerem jeden, każdy chce cię pokonać. Wyciągnęłam jednak z tamtego okresu cenną lekcję. To nie był mój najlepszy rok, ale dzięki temu wróciłam silniejsza w 2018 roku i wygrałam Wimbledon. Taki właśnie jest tenis – pełen wzlotów i upadków. Trzeba przejść przez trudne momenty, bo bez tego nie ma szans na podniesienie trofeum, a poza tym to kształtuje cię jako człowieka. Dla mnie psychika to najważniejszy element tego sportu.

Czy jako dziecko marzyłaś bardziej o byciu numerem jeden, czy o wygrywaniu Wielkich Szlemów?

– Gdy jesteś dzieckiem, marzysz o wygrywaniu turniejów wielkoszlemowych i trzymaniu w rękach tych największych pucharów. Dla mnie pozycja numer jeden to tylko liczba, nie da się jej fizycznie dotknąć. Dlatego zawsze najbardziej marzyłam o tytułach wielkoszlemowych. Jestem niesamowicie szczęśliwa, że udało mi się wygrać trzy różne turnieje. Mam w domu trzy różne trofea, co czyni to osiągnięcie jeszcze bardziej wyjątkowym.

Dziś sprawujesz funkcję dyrektorki turnieju WTA 500 w Bad Homburg. Jak odnajdujesz się w tej nowej roli?

– Przenoszę całe swoje zawodnicze doświadczenie do nowej roli dyrektorki turnieju WTA 500 w Bad Homburg, który odbywa się na tydzień przed Wimbledonem. Tenis w Niemczech mocno się w ostatnich latach rozwinął, więc to świetna okazja, by spojrzeć na cykl rozgrywkowy z drugiej strony i zaangażować się w organizację. Przygotowanie takiego wydarzenia to nie jest tydzień pracy, ale to 12 miesięcy planowania i starań, by ulepszyć turniej dla kibiców i zawodniczek. To niesamowite uczucie widzieć te postępy z roku na rok. Cieszę się, że zostałam przy tenisie, bo kocham ten sport i staram się oddać mu to, czego nauczyłam się przez 20 lat gry na korcie.

W 2017 roku dołączyłaś do rodziny Rolexa. Jak ważna jest dla Ciebie ta relacja i czy stoi za nią jakaś osobista historia związana z Twoim pierwszym zegarkiem?

– To niesamowite, że w przyszłym roku minie już 10 lat naszej współpracy. Z moim pierwszym Rolexem wiąże się zresztą wyjątkowa historia. W 2011 roku przyjechałam na US Open jako 92. rakieta świata, co oznaczało, że byłam jedną z najniżej sklasyfikowanych zawodniczek w drabince głównej. Szczerze mówiąc, przed tamtym turniejem rozważałam zakończenie kariery. I wtedy w Nowym Jorku zagrałam swój najlepszy tenis, dochodząc aż do półfinału, czego nikt się nie spodziewał. Zawsze marzyłam o modelu Datejust, więc zaraz po turnieju poszłam na Fifth Avenue i sama go sobie kupiłam. Pamiętam tamten dzień, jakby to było wczoraj.

Michał Samulski (Nowy Jork wrzesień 2026)
Fot. Mongoose Group

Fot. www.depositphotos.com

Udostępnij

Polacy w rankingu

WTA – Polki

  1. 9.Iga Świątek4,188 pkt▼1
  2. 12.Maja Chwalińska3,016 pkt▼1
  3. 50.Magdalena Fręch1,110 pkt–
  4. 68.Magda Linette956 pkt▲3
  5. 115.Katarzyna Kawa672 pkt▼9
  6. 145.Martyna Kubka509 pkt▲3
  7. 256.Linda Klimovicova289 pkt▲8
  8. 277.Weronika Falkowska254 pkt▲10
  9. 324.Gina Feistel212 pkt▼1
  10. 332.Zuzanna Pawlikowska205 pkt▼2

Dane: WTA

Polacy w rankingu

ATP – Polacy

  1. 29.Hubert Hurkacz1,625 pkt▼1
  2. 82.Kamil Majchrzak725 pkt–
  3. 211.Maks Kaśnikowski266 pkt▲2
  4. 305.Daniel Michalski179 pkt▼4
  5. 574.Marcel Zieliński69 pkt▲3
  6. 600.Filip Peliwo64 pkt▲43
  7. 642.Tomasz Berkieta57 pkt▲5
  8. 665.Karol Filar53 pkt▼3
  9. 717.Olaf Pieczkowski44 pkt▲1
  10. 732.Alan Ważny43 pkt▲13

Dane: Tennis Explorer