W poniedziałek 12 października 2026 roku rozpoczął się ostatni w sezonie turniej rangi WTA 1000 – Dongfeng Voyah Wuhan Open 2026 (korty twarde, pula nagród wynosi 4,08 mln dolarów). Z tercetu Polek, które ostatecznie znalazły się w drabince gry pojedynczej, jako pierwsza wystąpiła Magdalena Fręch (56. WTA). Jej przeciwniczką była niżej notowana w światowym rankingu Tajka Mananchaya Sawangkaew (90. WTA).
Polka, która dostała się do turnieju głównego w Wuhan jako lucky loser (szczęśliwa przegrana w kwalifikacjach), wykorzystała dodatkową szansę. Zwyciężyła 6:3, 7:6(5) i awansowała do drugiej rundy, czyli 1/16 finału turnieju. Oznacza to, że w tej fazie rywalizacji dojdzie do polskiego pojedynku o awans do 1/8 finału. Magdalena Fręch zmierzy się z Igą Świątek, rozstawioną w Wuhan z numerem siódmym, która rozpocznie udział w imprezie właśnie od drugiej rundy.
Fręch wykorzystała drugą szansę
Choć w niedzielę Magdalena Fręch nie popisała się, przegrywając finał kwalifikacji z notowaną o ponad 300 miejsc niżej w rankingu Japonką Aoi Ito, w poniedziałek była faworytką konfrontacji z Mananchayą Sawangkaew. Co najważniejsze, mimo trudności tym razem podopieczna trenera Andrzeja Kobierskiego wywiązała się z zadania. Po dwóch godzinach i czterech minutach tenisowej batalii zapewniła sobie awans.
Polka musiała jednak zachować czujność. Sygnał ostrzegawczy wysłała wcześniej inna Tajka, Lanlana Tararudee, która jako lucky loser wyeliminowała wyżej notowaną Francuzkę Diane Parry.
Magdalena Fręch nie dała się w poniedziałek zaskoczyć. Już w drugim gemie pierwszego seta zdobyła break i objęła prowadzenie 2:0. Chociaż w kolejnym gemie straciła podanie, w czwartym ponownie przełamała serwis rywalki, dzięki czemu prowadziła 3:1.
Polka powiększyła przewagę do 4:1, ale zwycięstwo w secie nie przyszło jej łatwo. W siódmym gemie ponownie straciła podanie i prowadziła już tylko 4:3. W trudnym momencie zdołała się jednak zmobilizować. Po raz trzeci w tej partii przełamała serwis Tajki, a następnie nie pozwoliła już sobie odebrać przewagi.
Serwując po zwycięstwo w secie, Fręch utrzymała podanie do zera i po 40 minutach wygrała pierwszą partię 6:3.
Niewykorzystane piłki meczowe i emocjonujący tie-break
Ostatecznie Polka wywalczyła awans w dwóch setach, ale drugą odsłonę spotkania wygrała z najwyższym trudem, dopiero po tie-breaku. Ta partia trwała godzinę i 24 minuty.
Fręch źle rozpoczęła drugiego seta. Po trzech gemach przegrywała 0:3, mając na koncie stratę podania. W każdym z tych gemów pojawiały się break-pointy, ale w tym fragmencie meczu znacznie skuteczniejsza była Tajka. W pierwszym gemie Polka nie wykorzystała dwóch kolejnych okazji na przełamanie, a w trzecim zmarnowała aż trzy break-pointy, które wypracowała, prowadząc w gemie serwisowym rywalki 40:0. Sama straciła natomiast podanie w drugim gemie już przy pierwszym break-poincie dla Sawangkaew.
Fręch znalazła się w trudnym położeniu, ale od tego momentu poprawiła grę i wygrała pięć gemów z rzędu. Kiedy prowadziła w drugim secie 5:3, wydawało się, że za kilka minut zakończy poniedziałkowy pojedynek.
Polka miała dużą szansę wygrać tę partię 6:3. W dziewiątym gemie, przy serwisie broniącej się przed porażką Tajki, prowadziła 40:0, lecz nie wykorzystała żadnej z trzech kolejnych piłek meczowych. Sawangkaew w krytycznym momencie wygrała pięć wymian z rzędu i przedłużyła rywalizację.
Co więcej, Tajka poszła za ciosem i w dziesiątym gemie przełamała serwis Polki, doprowadzając do remisu 5:5. W kolejnym gemie, przy własnym podaniu, również miała problemy. Broniąc się przed porażką, Sawangkaew odrobiła straty od stanu 15:40, nie wykorzystała wprawdzie dwóch break-pointów, ale nie odpuszczała. Obroniła w tym gemie już trzecią piłkę meczową dla Fręch, a po zmarnowaniu kolejnych trzech okazji do przełamania dopięła swego przy szóstym break-poincie.
Sawangkaew objęła następnie prowadzenie 6:5, ale nie zdołała zamknąć seta zwycięstwem. Fręch wytrzymała presję przy własnym serwisie, wygrała dwunastego gema do zera i doprowadziła do tie-breaka.
W decydującej rozgrywce Polka trzykrotnie obejmowała prowadzenie z przewagą mini-breaka, lecz Tajka za każdym razem odrabiała straty. Gdy Sawangkaew po raz trzeci doprowadziła do wyrównania, na tablicy wyników pojawił się remis 5:5 i wciąż możliwy był każdy scenariusz.
Fręch zdobyła następnie punkt przy własnym serwisie, obejmując prowadzenie 6:5. Przy piłce meczowej serwowała już jednak Tajka. Polka wywalczyła decydujący punkt, wygrała tie-break 7:5, a cały set 7:6. Ostatecznie po dwóch godzinach i czterech minutach zwyciężyła 6:3, 7:6(5).
Magdalena Fręch nie miała łatwej przeprawy. Niepotrzebnie dopuściła do nerwowej końcówki, w której wynik mógł się jeszcze odwrócić, ale najważniejsze, że ostatecznie poradziła sobie z rywalką i awansowała do drugiej rundy.
Maja Chwalińska zagra we wtorek, Świątek – Fręch w środę
We wtorek mecz pierwszej rundy turnieju WTA 1000 Dongfeng Voyah Wuhan Open 2026 rozegra Maja Chwalińska (22. WTA). Jej przeciwniczką będzie Egipcjanka Mayar Sherif. Początek spotkania zaplanowano na około godzinę 6.45 czasu polskiego.
Mecz drugiej rundy w Wuhan, w którym Iga Świątek zmierzy się z Magdaleną Fręch, zaplanowano na środę 14 października 2026 roku. Stawką będzie awans do 1/8 finału turnieju. Dokładną godzinę spotkania poznamy we wtorek 13 października, kiedy organizatorzy ostatniej w sezonie imprezy rangi WTA 1000 ogłoszą szczegółowy plan gier na środę.
Tak czy inaczej, w Wuhan czeka nas wydarzenie istotne dla polskiego tenisa. Pojedynki dwóch Polek w turniejach głównego cyklu WTA Tour nie zdarzają się często. Co więcej, obu zawodniczkom potrzebne są punkty rankingowe. Iga Świątek wciąż walczy o awans do kończącego sezon turnieju WTA Finals 2026, natomiast Magdalena Fręch będzie chciała poprawić swoją pozycję w rankingu, w którym nie należy już do czołowej pięćdziesiątki tenisistek świata.
Krzysztof Maciejewski






