Było to w sierpniu 1962 roku. Wiesław Gąsiorek, wybitny polski tenisista miał wtedy 26 lat. Razem z Jadwigą Jędrzejowską i Władysławem Skoneckim miał wylecieć do Nowego Jorku i wziąć udział w międzynarodowych mistrzostwach USA na kortach trawiastych West Side Tennis Club w Forest Hills. Niewiele brakowo by z wyjazdu były nici…
Oto co wyprawie do Nowego Jorku mówił Wiesław Gąsiorek: – Mieszkałem w Poznaniu niedaleko od dworca, wyruszyłem pieszo w drogę o czwartej rano z dwoma dużymi walizkami, w połowie drogi zatrzymał się przede mną gazik z którego wysiedli dwaj milicjanci, któryś od razu zapytał gdzie się wybieram z tymi walizkami?
Odpowiedziałem: – Do Ameryki, dokładnie Nowego Yorku.
Obaj ironicznie uśmiechnęli się do siebie i dopytali: – Co ma obywatel w tych walizkach?
Odpowiedziałem krótko: – Rakiety.
A milicjant, dowcipnie zapytał: – Bomby, granaty też macie?
I już na poważnie poprosił o dowód. Niestety nie miałem nic ze zdjęciem, mimo tłumaczeń, że jadę do Ameryki na turniej tenisowy a dokumenty ma kierownik w Warszawie.
Więcej pytań już nie było, zabrali mnie na komendę. W komendzie trafiłem do dyżurnego sierżanta, który na moje szczęście interesował się sportem, nawet mnie znał i po krótkich wyjaśnieniach zostałem błyskawicznie odwieziony na dworzec PKP i mogłem rozpocząć podróż do Warszawy i dalej do Ameryki. Od tego dnia już zawsze miałem jakiś dokument ze zdjęciem.

Anegdotę opowiedział Wiesław Gąsiorek. Spisał Piotr Gąsiorek



