Magdalena Fręch (KS Górnik Bytom) i Magda Linette (AZS Poznań) rozpoczęły we wtorek swoje pierwsze mecze w wielkoszlemowym US Open, ale walkę toczyły nie tylko z rywalkami, lecz również z uciążliwą deszczową pogodą. Późnym wieczorem musiały zejść z kortów i udać się do szatni, gdzie po dłuższej chwili oczekiwania dowiedziały się, że dokończą pojedynki już w środę. Wtedy też zobaczymy, ale już w drugiej rundzie, Huberta Hurkacza (Redeco Wrocław) i Kamila Majchrzaka (WKT Mera Warszawa).
Deszcz jest ewidentnie motywem przewodnim US Open 2026. Wtorek przyniósł kolejną odsłonę walki organizatorów czwartej tegorocznej lewy Wielkiego Szlema z przeciwnościami pogodowymi. Tym razem rozpoczęcie gier wyznaczone na godzinę 11.00 czasu lokalnego opóźnione zostało o blisko cztery godziny właśnie przez intensywne opady.

Zanim obie Polki wyszły do gry doszło do kolejnej, ponad godzinnej przerwy w rywalizacji na wszystkich niezadaszonych kortach. Ostatecznie Fręch i Linette rozpoczęły swoje mecze niemal równolegle, bo w odstępie jednej minuty, tuż po godzinie 21 czasu nowojorskiego.
Magdalena Fręch vs. Iva Jovic (USA, nr14.) 4:4 i mecz przerwany przez deszcz
Ten mecz wyznaczono jako trzeci na Grandstand, czyli trzecim największym stadionie w nowojorskim kompleksie zarządzanym przez amerykańską federację USTA. Pierwszy pojedynek tych zawodniczek lepiej rozpoczęła Fręch, która odskoczyła od razu na 3:0 z przewagą dwóch breaków.
Pierwsze przełamanie wywalczyła do 30 już przy pierwszej sposobności. Drugie, w trzecim gemie, przyszło po tym jak wyszła na 40-0 i wykorzystała drugiego z trzech wypracowanych break pointów.
Od tego momentu swoją zwycięską serię rozpoczęła Jovic, która objęła prowadzenie 4:3, chociaż w w piątym gemie dwukrotnie skutecznie wybroniła się przed stratą podania w grze na przewagi. Obydwa breaki zdobyła do 30, chociaż na 1:3 udało jej się to przy pierwszej okazji, a na 3:3 przy drugiej.
Zaraz po tym wygrała swój serwis do zera i wyszła dzięki temu na 4:3. Niewiele brakło, by przedłużyła serię zwycięskich gemów do pięciu, ponieważ miała w ręku jedną piłkę na 5:3. Jednak Polka wyszła z opresji i przy drugiej przewadze udało jej się doprowadzić do wyrównania na 4:4. Gdy zegar na korcie pokazał 56. minutę rywalizacji tenisistki musiały udać się do szatni, ponieważ znowu spadł deszcz.
Ponieważ było już po godzinie 22, zaczęło się nerwowe zerkanie na zachmurzone niebo i oczekiwanie na decyzje organizatorów. Ci w pierwszej kolejności odwołali nierozpoczęte mecze i zaczęli je przesuwać na dzień następny. Natomiast niewiadomą były losy przerwanych spotkań.
Tuż po godz. 23 okazało się jasne, że pogoda nie ustąpi, więc mecz Fręch-Jovic został przesunięty na środowe popołudnie. Zostanie wznowiony w trzecim rzucie na Grandstand, na którym rywalizacja rozpocznie się o godz. 11.00 czasu miejscowego.
Magda Linette vs .Francesca Jones (W.Brytania) 4:6 i mecz przerwany przez deszcz
Tenisistki te spotkały się w trzecim pojedynku wyznaczonym na korcie numer 5. Dla poznanianki był to pierwszy występ w tegorocznej edycji US Open, natomiast Brytyjka w ubiegłym tygodniu zwycięsko przeszła tam trzy rundy eliminacji.
Pierwsze trzy gemy zdobyła Linette, która w drugim z nich przełamała rywalkę już przy drugiej sposobności. Obydwa swoje podania utrzymała bez komplikacji, choć po wyrównanej walce.
Ale potem do głosu doszła Jones, wygrywając serwis bez straty punktu oraz wykorzystując pojedynczego break pointa wypracowanego na 2:3. Tym samym w szóstym odpowiedziała Magda podwyższając prowadzenie na 4;2.
I od tego momentu zaczęły się przysłowiowe schody, a dokładnie seria czterech wygranych gemów przez Brytyjkę. Po przełamaniu podania rywalki do 15 i utrzymaniu własnego do 30 odrobiła straty i wyrównała na 4:4.
W dziewiątym gemie Linette ponownie przegrała swój serwis, chociaż prowadziła w nim 40-15 i miała potem do dyspozycji przewagę. A w dziesiątym nie udało jej się obronić pierwszego setbola po 57-minutopwej walce. W tym momencie znowu spadł deszcz, więc tenisistki musiały oddać się do szatni, a stało się to kilka minut po godzinie 22 czasu lokalnego.
Tuż po godzinie 23 organizatorzy ogłosili kapitulację i ogłosili decyzję o przesunięciu rozpoczętych meczów na środowe popołudnie. Magda wróci więc na kort numer 5. w trzecim rzucie spotkań od godz. 11.00.
W środę zagrają też Hurkacz i Majchrzak
W środę, w czwartym dniu nowojorskiej imprezy, ponownie zobaczymy w akcji obydwu Polaków startujących w głównej drabince w singlu. Swój drugi mecz w niej rozegra Hubert Hurkacz (Redeco Wrocław), aktualnie 47. zawodnik w klasyfikacji ATP. Jego pojedynek z rozstawionym z numerem ósmym Amerykaninem Benem Sheltonem wyznaczono jako drugi od godz. 11.30 na Arthur Ashe Stadium.
Wyjdą oni do gry po tenisistkach z USA Sofią Kenin i turniejową „trójką” Jessicą Pegulą. Pewne jest to, że pogoda nie zakłóci przebiegu tych meczów, ponieważ główna arena w kompleksie USTA National Center (dawniej Flushing Meadows) posiada rozsuwany dach, podobnie jak drugi największy stadion noszący imię Louisa Armstronga.
W mniej komfortowej sytuacji będzie 73. na świecie Kamil Majchrzak (WKT Mera Warszawa), którego spotkanie z 23. w rankingu ATP Valentinem Vacherotem z Monako, rozstawionym z nr 22. w drabince, zamknie rywalizację na korcie numer 10. Obaj Polacy po raz pierwszy zagrają ze swoimi rywalami.
Dopiero w czwartek zobaczymy Świątek
Dopiero w czwartek w akcji zobaczymy Igę Świątek, byłą liderkę rankingu WTA i triumfatorkę US Open z 2022 roku . Rozstawiona z numerem ósmym w drabince Polka spotka się z Argentynką Nadią Podoroską, obecnie 449. w klasyfikacji tenisistek, w której najwyżej była notowana na 36. pozycji.
Poprzednio trafiły na siebie 2020 roku, gdy po przerwie wymuszonej przez pandemię koronawirusa COVID-19 turniej na kortach ziemnych im. Rolanda Garrosa został rozegrany wyjątkowo w październiku. W paryskiej imprezie Świątek zdobyła swój pierwszy tytuł wielkoszlemowy, a w drodze do niego pokonała Podoroską w półfinale 6:2, 6:1.
W tegorocznym US Open na starcie rywalizacji w singlu kobiet stanęły w sumie cztery Polki. Swój pierwszy mecz w nowym Jorku, już w poniedziałek, przegrała Maja Chwalińska (BKT Advantage Bielsko-Biała), rozstawiona z numerem 20. w imprezie.






