Stefan Edberg, czyli urodzinowa spowiedź nieskazitelnego dżentelmena kortów

Dziś nie ma już tak efektownie grających tenisistów jak Stefan Edberg, który w przępięknym stylu serve&volley podbijał tenisowy świat. Fot. www.depositphotos.com

Dlaczego choć zarobił miliony pozostał oszczędny? Czego żałuje sześciokrotny triumfator turniejów wielkoszlemowych? Zwycięstwo nad kim ceni najbardziej, a kto był jego zdaniem najlepszym tenisistą? Przed jaką najtrudniejszą publicznością przyszło mu grać? Kto zaproponował mu nocleg, gdy zdobywał juniorskiego Wielkiego Szlema? Na te i wiele innych pytań odpowiadał w… niewielu wywiadach, bo unikał rozgłosu i sławy. Przyszedł na świat 19 stycznia 1966 szwedzkim Vastervik. Z tej okazji postanowiliśmy zebrać wypowiedzi wielkiego mistrza stylu serve&volley, o którym Andre Agassi powiedział: „jego wizerunek i osoba są nieskazitelne”. Ożenił się z byłą dziewczyną Matsa Wilandera, Annette Olsen i wychował z nią dwójkę dzieci: Emilie (31 lat) i Christophera (27 lat). Przed państwem sympatyczny i zawsze elegancki na korcie oraz poza nim dżentelmen: Stefan Edberg!

Który spośród wielkich mistrzów: John McEnroe, Jimmy Connors, Mats Wilander, Ivan Lendl, Boris Becker, Andre Agassi, Pete Sampras – z jakim przyszło ci rywalizować był najlepszy?

– To trudne pytanie, gdyż każdy z nich był u szczytu możliwości w różnych okresach czasu. Jedyne co mogę powiedzieć, a nie widziałem Roda Lavera i wielu mistrzów przed nim, to że Pete Sampras wyłania się jako najbardziej kompletny tenisista, gdyż potrafił grać zarówno świetnie z głębi kortu jaki techniką serve and volley. Wybieram Samprasa jako najlepszego spośród tych, których wymieniłeś. Ciężko jest mi ustalić kolejność za plecami Samprasa. McEnroe w swojej szczytowej formie był wspaniałym graczem. To samo dotyczy Lendla, Wilandera i Beckera. Umiejscowiłbym ich w tej samej grupie.

Stefan Edberg o swoich trzech największych zwycięstwach na korcie…

– Zwycięstwo w pierwszym wimbledońskim finale w 1988 roku nad Borisem Beckerem (4:6, 7:6, 6:4, 6:2) jest wspaniałym wspomnieniem. Najlepszy mecz jaki kiedykolwiek zagrałem to wygrany pojedynek z Jimem Courierem (6:2, 6:4, 6:0) w finale US Open w 1991 roku. To był mój wielki dzień. Ponadto, wspaniały był też finał Pucharu Davisa w 1984 roku w Goeteborgu, kiedy zwyciężyliśmy USA. Anders Jarryd i ja pokonaliśmy wtedy w debla Johna McEnroe i Petera Fleminga, a to przesądziło o naszym triumfie. Nie sądzę, żeby przegrali przedtem choćby jeden z 14 czy 15 meczów z rzędu w Pucharze Davisa, zanim nam udało się ich pokonać.

Z wielkoszlemowych turniejów Stefan Edberg nie wygrał tylko na Roland Garros. Był bardzo blisko… w 1989 roku, w finale prowadził z Michaelem Changiem 2:1 w setach i w czwartej partii nie wykorzystał dziesięciu breakpointów na przełamanie serwisu 17-letniego Amerykanina. W piątym secie dwa razy przełamał podanie rywala, ale mimo to przegrał 1:6, 6:3, 6:4, 4:6, 2:6. Czy porażka w tym ekscytującym finale była twoim największym rozczarowaniem?

– Nie wtedy, bo sądziłem, że będę miał więcej szans na triumf w Paryżu. Ale z biegiem czasu, zacząłem sobie zdawać sprawę, że to była moja największa szansa. W podobnej sytuacji był McEnroe podczas pojedynku z Lendlem (w finale w 1984 roku – przyp. red.). Z moją grą nie miałem zbyt wielu szans na wygraną w Paryżu. A tamtego roku grałem bardzo dobrze i gdybym wtedy wygrał jedną piłkę więcej, prawdopodobnie wystarczyłoby to do zwycięstwa w tym meczu. Lecz Chang miał Boga po swojej stronie, czy nazwij to jak chcesz (śmiech). Może to przeznaczenie kazało mu wygrać w tamtym roku. To była wielka, wielka szansa i rzecz jasna jest to coś, czego dzisiaj żałuję. Ale, do diabla, nie można wygrać wszystkiego.

Stefan Edberg czterokrotnie zdobył z reprezentacją Szwecji Puchar Davisa. Które z pucharowych meczów zapadła ci najbardziej w pamięć?

– Pamiętam pierwszą wygraną przeciwko USA w 1984 roku, o czym już wspomniałem. Grać przeciwko Michaelowi Westphalowi w piątym meczu, w Niemczech, przy gorącym dopingu niemieckiej publiczności, która chciała jego zwycięstwa, to było coś. Ten pojedynek wciąż dobrze pamiętam. A mój pierwszy występ w Pucharze Davisa w Santiago, w Chile, gdzie grałem z Hansem Gildemeisterem jest meczem, który zapamiętałem na zawsze. To była najdziksza i najtrudniejsza publiczność przed jaką kiedykolwiek grałem. Byli bardzo głośni, wciąż krzyczeli i używali lusterek, aby mnie oślepić. To była nasza druga wizyta w Chile… Za pierwszym razem nawiedziło ten kraj wielkie trzęsienie ziemi o sile 8 stopni w skali Richtera.

Podczas ostatniego występu Stefana Edberga na US Open w 1996 roku, Andre Agassi powiedział o nim: „On coś wnosi do gry. Jego wizerunek i osoba są nieskazitelne”. Z kolei Pete Sampras mówił o Edbergu: „Jeśli szukasz idealnego wzoru dla dzieciaków, to Stefan jest nim”. Jak udało ci się utrzymać reputację nieskazitelnej osoby w sporcie pełnym kontrowersji, gry o wysoką stawkę i pod wielką presją?

– To dobre pytanie. Czasami naprawdę sam siebie nie rozumiem (śmiech). Przyjąłem prostą strategię: być sobą i starać się nie grać innej roli, jako ktoś inny. To całkiem ważna kwestia, ponieważ dzieciaki spoglądają na gwiazdy i przyjmują ich wzorce, więc ważne jest to, aby pokazać im co jest dobre, a co złe. To oznacza, że należy być dobrym człowiekiem i okazywać szacunek dla innych ludzi, niezależnie od tego czy są kierowcami czy ludźmi pracującymi przy turnieju. Oni są częścią wielkiej całości, więc nie powinno się o nich zapominać. To część wyjaśnienia. Poza tym, jestem szczęściarzem, bo jestem dość spokojną osobą. Chowam w sobie wiele emocji. To czasami może dobrze wyglądać, ale równie dobrze może to nie być dobre dla mnie (śmiech). Bo czasami musisz wyrzucić z siebie emocje i być ekshibicjonistą.

Stefan Edberg przez 13 lat zawodowej kariery wygrał 41 turniejów w singlu i 19 w deblu, w tym sześciokrotnie triumfował w imprezach wielkoszlemowych. Fot. www.depositphotos.com

Jednym z najczęstszych rywali Stefana Edberga był Niemiec Boris Becker, z którym ma niekorzystny bilans meczów 10:25. Zaczęli rywalizować ze sobą jeszcze w wieku juniorskim. Jak rozpoczęła się wasza znajomość, a później i przyjaźń?

– W rodzinnej miejscowości Borisa, Leimen, odbywał się turniej juniorski. Gdy już szykowałem się do przenocowania w domku klubowym, Becker zaprosił mnie do siebie do domu. Miły gest, pozostający w pamięci na zawsze! No i tak to się zaczęło.

Stefan Edberg zdobył złoty medal na igrzyskach olimpijskich w Los Angeles w 1984 roku, kiedy tenis był dyscypliną pokazową. Czy jesteś zadowolony z faktu, że teraz tenis oficjalną dyscypliną igrzysk?

– Tak i nie. W 1984 roku pojawienie się tenisa na olimpiadzie było trochę podejrzane. Z drugiej strony, trzeba wspierać taką ideę, bo igrzyska są wielkim wydarzeniem. Tenis w wydaniu olimpijskim nie spotykał się z jakimś szczególnym oddźwiękiem, dopóki Agassi nie wygrał turnieju olimpijskiego w 1996 roku w Atlancie. Ale tak naprawdę, nie sądzę, żeby tenis potrzebował olimpiady. Nie jestem pewien czy piłka nożna też tego potrzebuje. Tenis może ustać na własnych nogach bez pomocy igrzysk. Być może format byłby lepszy, gdyby na igrzyskach rozgrywano turniej drużynowy zamiast indywidualnego. W 1984 roku miałem przeczucie, że potrzeba przynajmniej 20 lat, żeby tenis został zaakceptowany na igrzyskach. Ciężko jest dziś powiedzieć jak bardzo jest akceptowany, skoro są tenisiści, którzy odpuszczają sobie olimpiadę.

Byłeś jednym z najelegantszych, wysportowanych i efektownych graczy stylu serve and volley w historii tenisa. Dziś już nikt tak nie gra…

– Gdybym teraz grał w tenisa, nie grałbym tak agresywnie jak w trakcie mojej kariery, bo jest to łatwe do odczytania i dzisiejsi tenisiści dysponują o wiele lepszym returnem niż kiedyś. Stosowanie techniki serve and volley zabiera kilka lat nauki więcej. Jest to bardziej ryzykowne i jest przy tym mniejszy margines na popełnienie błędu. Życzyłbym sobie, aby było więcej naśladowców tego stylu gry, bo to tenis piękny dla oka.

Stefan Edberg o zmianach jakie zaszły przez lata w tenisie od czasów, gdy występował na korcie…

– Gracze są wyżsi i silniejsi oraz mocniej uderzają piłkę. Faktem jest, że aktualnie w tenisie jest mniej różnorodności, bo większość tenisistów gra dziś podobnie. Nie można mówić o katastrofie, ale oczywiście byłoby lepiej, gdyby była większa różnorodność w stylach gry. Tenis miał w zwyczaju prezentowanie różnych stylów gry. To czyniło go ciekawszym.

Stefan Edberg nigdy nie przywiązywał szczególnej wagi do sławy. Kiedyś powiedział: „Sport zawsze był moją pasją. Dał mi szansę, aby być kimś”. Czy mógłbyś wyjaśnić te słowa?

– Jestem zwyczajnym człowiekiem. Sława towarzyszy sportowi. Tenis dał mi wiele. Dał mi karierę, dzięki której mogę zadbać o rodzinę do końca mojego życia. To wspaniała rzecz. Mogę żyć będąc sławnym i rozpoznawanym. To miłe. To pomaga w zwyczajnym życiu. W restauracjach, jeśli jesteś panem Svenssonem, ludzie nie zwracają na ciebie uwagi. Ale jeśli jesteś panem Edbergiem, możesz dostać stolik jaki sobie tylko życzysz. W wielu aspektach, być sławnym to całkiem dobra i fajna rzecz. Myślę, że ludzie są wtedy dla ciebie mili.

Gdybym teraz grał w tenisa, nie grałbym tak agresywnie jak w trakcie mojej kariery, bo jest to łatwe do odczytania i dzisiejsi tenisiści dysponują o wiele lepszym returnem niż kiedyś – mówi Stefan Edberg. Fot. www.depositphotos.com

W 1999 roku Mats Wilander powiedział: „John McEnroe, Ivan Lendl i Jimmy Connors nie byli najmilszymi ludźmi na świecie, byli najbardziej egoistycznymi graczami, ale wspaniale się ich oglądało i byli ozdobą tenisa. Tenis potrzebuje graczy, którzy nie dbają o to, aby zadowalać sponsorów, którzy nie dbają o to, aby być miłym”. Ty jesteś miłym facetem, więc czy zgadzasz się z Matsem?

– Na swój sposób zgadzam się. Bo świat nigdy nie będzie doskonały, niezależnie od tego jak bardzo będziesz się starał i jak bardzo tego pragnął. Bycie miłym mogło popłacać się kilkadziesiąt lat temu, ale dziś żyjemy w innym świecie. To prawie nienormalne być dziś normalnym. Jeśli w dzisiejszych czasach jesteś normalnym, nie przykuwasz niczyjej uwagi. Dziś musisz być bardzo dobry, bądź bardzo zły. I dziś nawet zły wizerunek medialny może generować dobrą publicity. To prawie tak proste jak to, że potrzebujesz dobrego człowieka zestawionego ze złym, aby uzyskać najlepszą koncepcję. Ale być złym to coś czego zupełnie nie polecam. Wszyscy jesteśmy bardzo różni. A kontrasty i konflikty powodują skupienie uwagi i wzniecanie zainteresowania.

Przez większość kariery żona Annette strzygła twoje włosy. Nawet będąc bogatym, pozostałeś bardzo oszczędny. Czy jest to kwestia hołdowania wartościom wyniesionym z konserwatywnej klasy średniej, gdyż bądź co bądź jesteś synem policyjnego detektywa?

– Cóż, mam szacunek dla pieniędzy. W takim duchu zostałem wychowany. Nie rozrzucam pieniędzy. Kupuję rzeczy, których potrzebuję, ale nic ponadto. Nie chodzę po mieście i nie zachłystuję się, gdy widzę naprawdę fajne auto: „Och, fajny samochód, chcę mieć takie auto”. Nawet, gdybym mógł sobie na nie pozwolić, zastanowiłbym się nad tym dwa lub trzy razy, zanim podjąłbym decyzję. Wyrosłem w normalnym środowisku. Istnieje spora różnica jeśli zaczynasz od zera lub też startujesz mając już jakąś sumę pieniędzy.

Specjalistka od analizy gry w tenisa w amerykańskiej telewizji, Mary Carillo, powiedziała: „Stefan jest najzabawniejszym facetem na świecie”. Czy posiadasz szczególne poczucie humoru?

– Być może mam dobre poczucie humoru, ale z pewnością nie jestem osobą, która będzie stała w środku grupy i opowiadała dowcipy. Jestem lepszy w komunikacji jeden na jeden. Wtedy lubię mówić bez oporów. Prawdopodobnie mam w sobie trochę angielskiego humoru – wytrawne wstawki dotyczące krótkich opowieści.

Dlaczego nie zostałeś telewizyjnym ekspertem, jak twój kolega z kortów Mats Wilander?

– Komentowanie w telewizji to nie jest zajęcie dla mnie. W 2000 roku przeprowadziliśmy się (z Londynu – przyp. red.) z powrotem do Szwecji na prowincję. Powróciłem do moich korzeni. Mieszkam 30 kilometrów na południe od Vaxjo na południu Szwecji, bardzo blisko miejsca, w którym dorastałem. Jest tam tylko kilka domostw. Próbuję wieść normalne życie i dbać oto. Pracuję trochę poza domem kierując moimi inwestycjami. Wspaniałą rzeczą jest to, że mogę pracować wedle własnego modelu i uznania.

Co sądzisz o puszczaniu muzyki w przerwach między gemami na niektórych turniejach?

– Na dłuższą metę, to nie jest dobry pomysł. Idąc na mecz w innych dyscyplinach sportu, jak koszykówka, piłka nożna czy hokej na lodzie – toniesz w morzu hałasu, ludzie krzyczą i jedzą popcorn. Fajnie jest mieć świadomość, że istnieje sport dla ludzi, którzy lubią zaznać trochę więcej spokoju i ciszy, aby móc sobie usiąść oraz czerpać przyjemność z oglądania gry. Nie trzeba zawsze wstawać i krzyczeć przy byle akcji. Dobrze jest okazywać emocje, ale do pewnej granicy. Nie trzeba przesadzać. To jest w porządku kiedy trwa mecz hokejowy, gdzie jest potwornie głośno i każdy chce, żeby tak właśnie było. Na Wimbledonie kiedy grałem piątego seta, był ekscytująca atmosfera i mogłem usłyszeć jak szpilka upada na ziemię. To wprost zadziwiające. Ten rodzaj napięcia jest w tenisie wspaniały.

Stefan Edberg

Wzrost 188 cm, waga 77 kg

Praworęczny o jednoręcznym forhendzie i bekhendzie

Zawodowy tenisista w latach 1983 – 1996

Zwycięzca 41 turniejów singlowych i 19 deblowych

Wygrane turnieje wielkoszlemowe w singlu:

Australian Open 1985 i 1987 (finalista 1990, 1992, 1993)

Wimbledon 1988 i 1990 (finalista 1989)

US Open 1991 i 1992

Wygrane turnieje wielkoszlemowe w deblu:

Australian Open 1986 (z Czechem Peterem Kordą) i 1987 (z Szwedem Adreasem Jarrydem)

US Open 1987 (z Jarrydem)

Lider rankingu ATP: 13.08.1990 (w sumie przez 72 tygodnie)

Zarobki: 20.613.441 USD

(oprac. PAW)

Fot. www.depositphotos.com

Udostępnij:

Facebook
Twitter

Podobne wiadomości

Magda Linette, Kamil Majchrzak, Magdalena Fręch i Linda Klimovicova

Na kortach w Melbourne Park trwa pierwszy w sezonie 2026 wielkoszlemowy turniej tenisowy – 114 edycja Australian Open. We wtorek 20  stycznia 2026, w trzecim dniu rywalizacji …

Jan Zieliński jest w drugiej rundzie gry podwójnej Australian Open. Polak występuje w duecie z Brytyjczykiem Lukiem Johnsonem. Fot. Media społecznościowe J. Zieliński

We wtorek, w trzecim dniu wielkoszlemowego Australian Open 2026 na kortach kompleksu Melbourne Park zaprezentowały się dwa duety z reprezentantami Polski w składzie: Magdą Linette i Janem Zielińskim. …

Hubert Hurkacz przyznał po meczu, że na początku pojedynku miał pewne kłopoty ze złapaniem właściwego rytmu. Fot. Australian Open

Trwa zwycięska seria polskich tenisistów i tenisistek w grze pojedynczej podczas rozgrywanego w Melbourne wielkoszlemowego turnieju Australian Open 2026. Pierwszą rundę sześcioro Biało-Czerwonych przebrnęło w komplecie, …

Nowa VCORE Ruby Red wykorzystuje opatentowaną technologię ISOMETRIC®, czyli kwadratową geometrię główki, oraz przeprojektowaną górną część ramy.

Na rynek trafiła ósma generacja rakiet VCORE, czyli najbardziej zaawansowana odsłona modeli zaprojektowanych z myślą o generowaniu rotacji firmy Yonex. Koncepcja serii w kolorystyce RUBY RED …