Dwie polskie tenisistki Magdalena Fręch (KS Górnik Bytom) i Magda Linette (AZS Poznań) przegrały w środę pierwsze mecze w turnieju rangi WTA 1000 Internazionali BNL d’Italia 2026, rozgrywanym na kortach ziemnych Foro Italico w Rzymie. Fręch uległa 0:6, 6:3, 4:6 Alexandrze Eali z Filipin, a Linette 0:6, 3:6 Niemce Tatjanie Marii. Od drugiej rundy występ w stolicy Włoch rozpocznie Iga Świątek, rozstawiona w drabince z numerem czwartym, która na otwarcie miała wolny los.
Polscy kibice przyzwyczaili się już, że podczas najważniejszych turniejów rozgrywanych na największych tenisowych arenach, coraz częściej muszą dokonywać wyboru, którą czy którego z naszych reprezentantek i reprezentantów obejrzeć. Kolizje „polskich” meczów w planie gier stały się praktycznie codziennością, w miarę coraz wyższych pozycji zajmowanych w rankingach WTA i ATP.
Pierwszy z brzegu przykład mieliśmy w środę, gdy na otwarcie rywalizacji na majestatycznym kompleksie Foro Italico w Rzymie polscy fani tenisa ponownie stanęli przed dylematem. Czy o godzinie 11.00 iść na czwarty co do wielkości stadion Pietrangeli, by obejrzeć w akcji Magdalenę Fręch (KS Górnik Bytom), czy na kort nr 14, gdzie równolegle rozpoczynał się inny mecz pierwszej rundy z udziałem Magdy Linette.
Wybaczcie mały spojler, ale w obydwu przypadkach początek pojedynków nie nastrajał optymizmem, bo w obydwu wyniki w pierwszych setach były druzgocące 0:6. Później było już lepiej, jednak obyło się bez happy endu. W tej sytuacji w kobiecej drabince WTA 1000 w Rzymie pozostała tylko Świątek, która jeszcze nie wyszła na kort.
Od razu w drugiej rundzie Iga spotka się ze zwyciężczynią popołudniowego pojedynku 52. w rankingu WTA Amerykanki Caty McNally z 66. Darią Kasatkina reprezentującą Australię.
Trzysetowa batalia Fręch
Magdalena Fręch (KS Górnik Bytom) wylosowała w pierwszej rundzie trudną rywalkę, 20-letnią Filipinkę Alexandrę Ealę, która w swoim tenisowym portfolio ma „na rozkładzie” m.in. Igę Świątek, którą przed rokiem ograła w dwóch setach w ćwierćfinale WTA 1000 w Miami.
Był to pierwszy pojedynek 45. obecnie w rankingu WTA Fręch, z 42. na świecie Ealą, więc przed nim trudno było spekulować jak może się on potoczyć. Na pewno obie stworzyły ciekawe widowisko, trwające dwie godziny i 20 minut. Losy zwycięstwa ważyły się dosłownie do samego końca, a ostatecznie do drugiej rundy awansowała Alexandra zwyciężając 6:0, 3:6, 6:4.
Już na otwarcie Magdalena straciła serwis ze stanu 40-15, przegrywając cztery następne wymiany. W trzecim gemie ponownie pozwoliła się przełamać, tym razem do 30, a w piątym obroniła tylko pierwszego z dwóch break pointów wypracowanych przez rywalkę. Dla odmiany reprezentantka Filipin bezbłędnie spisywała się przy własnym podaniu i nie dała rywalce ani jednej szansy na odrobienie straty, co zwieńczyła wygraną już przy pierwszym z dwóch setboli.
Zaraz po tym widzowie zgromadzeni na trybunach kortu Pietrangeli byli świadkami przebudzenia Polki, która w ciągu kilku minut odskoczyła na 3:0 z przewagą jednego breaka. Wywalczyła go w drugim gemie, w którym wyszła na 40-0, ale udało jej się to dopiero przy trzeciej sposobności. Swoje podania utrzymywała pewnie do 15 i do 30.
Eala otrząsnęła się jednak z chwilowego letargu. Wygrała swój serwis do 30, a następnie odskoczyła na 40-0 przy podaniu Polki. Zmarnowała co prawda trzy kolejne break pointy, ale nadrobiła to przy pierwszej przewadze, więc na tablicy pojawił się wynik 2;3.
Nie poszła jednak za ciosem, bowiem zamiast wyrównania 3:3, zrobiuło się błyskawicznie 2:4, gdy do zera oddała nieoczekiwanie swojego gema. Chwilepóźniej było już 2:5.
W ósmym gemie Fręch wyspuściła z rąk dwa setbole od stanu 40-15, ale w dziewiątym zamknęła drugą partię wynikiem 6:3, przy trzeciej piłce setowej. Był to pierwszy z trzech zwycięskich gemów, bowiem decydującą odsłonę meczu rozpoczęła od prowadzenia 2:0. z breakiem wywalczonym do 15 na otwarcie.
Dzięki tej zaliczce wyszła potem jeszcze na 3:1, ale obroniła tylko pierwszego z dwóch break pointów na 3:3. Był to udany powrót Filipinki, bowiem dalej gra toczyła się zgodnie z regułą własnego serwisu. Dzięki temu obejmowała prowadzenie 4:3 i 5:4, choć w dziewiątym gemie Magdalena miała dwie piłki na przełamanie, ale żadnej nie wykorzystała.
Jednak w dziesiątym gemie Polka wygrała tylko pierwszą wymianę przy swoim serwisie, a w czterech kolejnych lepsza okazała się Eala, która zapewniła sobie awans przy pierwszym meczbolu, po dwóch godzinach i 20 minutach walki.

Nieoczekiwane potknięcie Linette
Równolegle na korcie numer 14. Magda Linette (AZS Poznań), obecnie 55. w rankingu WTA, spotkała się ze sklasyfikowaną o jedną lokatę wyżej Niemką Tatjaną Marią. Przy tak niewielkiej różnicy śmiało można trzymać się reguły, że liczby przed nazwiskiem nie grają, choć w tym sezonie na pewno lepiej wiedzie się Polce, która w rankingu WTA Race jest 36. a rywalka 93.
Na korzyść bardziej utytułowanej i doświadczonej poznanianki przemawiał też bilans dotychczasowych ich pojedynków 2-0, w których nie straciła dotychczas seta, a obydwa wygrywała w tie-breaku w pierwszej partii, a w drugiej 6:3. Po raz pierwszy trafiły na siebie na twardych kortach w kwalifikacjach do turnieju WTA 1000 w Miami przed dziesięcioma laty. A ostatnio spotkały się pod koniec marca na ziemnej nawierzchni w Meridzie, w imprezie WTA 500.
Tym bardziej w środę trudno było nie kryć zdziwienia, gdy Magda przegrała pierwsze osiem gemów, w tym cztery przy własnym podaniu w nieparzystych – najpierw dwukrotnie do 30, a następnie dwa razy do 15. W tym okresie gry rywalka miała 100-procentową skuteczność w wykorzystaniu break pointów.
Natomiast Linette wypracowała taką okazję tylko raz, już w drugim gemie gdy wyszła na 40-30, ale nie udało jej się odrobić straty przełamania z gema otwierającego spotkanie. Przy kolejnym serwisie Niemki zdobyła jeden punkt, a przy 0:5 – dwa, zanim Maria wykorzystała pierwszą piłkę setową.
Drugą partię poznanianka ponownie rozpoczęła od utraty podania, tym razem do 15, ale przy o:1 odskoczyła na 40-15. Jednak i tym razem brakło jej skuteczności przy dwóch break pointach, po czym zrobiło się 0:2.
Dopiero po tym Linette udało się przerwać serię zwycięskich ośmiu gemów na koncie Niemki, gdy po grze na przewagi wyszła na 1:2. Ponownie utrzymała swój serwis, tym razem bez straty punktu, na 2:3, ale niestety w siódmym gemie znowu pozwoliła się przełamać., po tym jak wypuściła z rak prowadzenie 40-30.
Co prawda w ósmym odrobiła stratę, wygrywając dwie kolejne wymiany od 30-30, ale przy stanie 3:5 nie zdobyła ani jednego punktu przy własnym podaniu, dzięki czemu Maria zakończyła trwające godzinę i 17 minut spotkanie przy pierwszej piłce meczowej.

