Nowości

Czekanie na biało-czerwoną niespodziankę

przez

dnia

Serca poznańskich kibiców zawsze biją mocniej, kiedy na kort w Parku Tenisowym Olimpia wychodzi polski tenisista. Wszyscy liczą na to, że któryś z reprezentantów Polski sprawi niespodziankę podczas rozgrywanej między 3 a 10 czerwca XV edycji challengera ATP Poznań Open.

Tekst: Maciej Henszel
Fot. Piotr i Paweł Rytych/Poznań Open

Niestety, wszystko na to wskazuje, że tym razem zabraknie Jerzego Janowicza, który na kortach w Lasku Golęcińskim był najlepszy sześć lat temu, czyli w 2012 roku. To do tej pory jedyny triumf Polaka w grze pojedynczej podczas imprezy rozgrywanej w stolicy Wielkopolski. Był wówczas rozstawiony z „jedynką”.

– To był mój piąty występ tutaj. Nie zawsze mi wychodziło tak, jak chciałem. Rok temu było blisko, a teraz od początku celem była wygrana. I bardzo cieszę się, że w końcu się udało to zrobić – mówił „Jerzyk”, który kilka miesięcy później rozpoczął swoją świetną serię, której ukoronowaniem był półfinał Wimbledonu.

– Wspieraliśmy go od samego początku kariery. Już jako szesnastolatek dostawał u nas „dzikie karty”. Pamiętam, że dzwonił do mnie w tej sprawie świętej pamięci Andrzej Niemczyk, nasz wspaniały trener, który z powodzeniem prowadził reprezentację siatkarek. Znał Jerzego, bo jego rodzice też grali kiedyś w siatkówkę i byli mocno związani z tą dyscypliną. Na początku Janowicz u nas przegrywał, potem dotarł do półfinału, finał i w końcu zwyciężył w 2012 roku. To był dla niego impuls do wykonania skoku w rankingu – wspomina Krzysztof Jordan, dyrektor turnieju Poznań Open.

Niestety, ostatnio Janowicz przechodzi trudny okres naznaczony kontuzjami. Z tego powodu zmuszony jest odwoływać kolejne starty. Grał w Poznaniu rok temu po kilku latach przerwy i przyciągnął na trybuny niesamowite tłumy. Na jego meczach był nadkomplet widzów, wszystkie krzesełka wokół kortu centralnego były zajęte. To pokazuje, jak kibice podchodzą do występów biało-czerwonych i jakie nadzieje z nimi wiążą. – Zawsze priorytetowo staramy się traktować czołowych polskich tenisistów. Pomagamy im się rozwijać, zawsze mogą liczyć na „dzikie karty” nie tylko do turnieju głównego, ale również eliminacji. Trzymamy za nich kciuki i kibicujemy im bardzo mocno – przyznaje dyrektor Jordan.

Nawet jeśli Janowicza nie będzie, to nie oznacza to, że nie można liczyć na polską niespodziankę. Świetną formę prezentuje w tym sezonie Hubert Hurkacz (na zdjęciu), który niedawno został polską rakietą numer 1. W kwietniu przeskoczył bowiem w rankingu ATP „Jerzyka”. Wrocławianin jest w tej chwili (stan na 11 maja) na 179. miejscu w komputerowym notowaniu. Po raz pierwszy w karierze przedarł się do turnieju głównego imprezy ATP World Tour. Stało się to w Budapeszcie, gdzie ostatecznie w pierwszej rundzie zmarnował dwie piłki meczowe i przegrał z Włochem Lorenzo Sonego. Postępy robi również Kamil Majchrzak, który jest w rankingu już na 207. pozycji. Do czasu ogłoszenia oficjalnej listy startowej nie można jeszcze w stu procentach potwierdzić, że obaj pojawią się na kortach Parku Tenisowego Olimpia na początku czerwca, ale zwykle nie omijali Poznania w swoim kalendarzu startów, więc jest spora szansa, że przyjadą. Obu bez wątpienia stać na sukces w poznańskim challengerze, bo w przeszłości rozgrywali już tutaj dobre mecze. A teraz nabyli jeszcze tak potrzebnego doświadczenia.

Lista startowa zawodników oraz program tegorocznej edycji poznańskiego turnieju są dostępne na stronie www.poznanopen.pl

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *