Iga Świątek nie obroni tytułu wywalczonego przed rokiem w wielkoszlemowym turnieju na trawiastych kortach w Wimbledonie. Rozstawiona z numerem trzecim Polka przegrała w sobotę w trzeciej rundzie The Championships 2026 z reprezentantką Filipin Alexandą Ealą 6:7 (9-11), 2:6. To oznacza utratę aż 1870 punktów i spadek w rankingu, co najmniej na szóstą pozycję na świecie. W niedzielę o ćwierćfinał powalczy w Londynie Hubert Hurkacz (Redeco Wrocław).
W sobotnie popołudnie, o godzinie 13.30 czasu lokalnego, Iga i Alexandra otworzyły rywalizację szóstego dnia na Korcie Centralnym. Ale zanim wyszły do gry z pewnym niepokojem polscy kibice mogli zajmować trybuny największego stadionu The All England Lawn Tennis and Croquet Club przy Church Road.

Wiadomo było, że Eala jest jedną tych rywalek, które potrafią napsuć krwi ubiegłorocznej triumfatorce The Championships. Po raz pierwszy trafił na siebie w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 na twardych kortach w Miami w 2025 roku, gdzie nieoczekiwanie lepsza okazała się właśnie tenisistka z Filipin 6:2, 7:5.
Idze udało się co prawda zrewanżować jej za tamtą porażkę dwa miesiące później w imprezie tej samej rangi w Madrycie. Jednak zwyciężyła z trudem i to na swojej ulubionej ziemnej nawierzchni, dopiero w trzech setach 4:6, 6:4, 6:2.
Maraton na otwarcie
Już na otwarcie Eala znalazła się w trudnej sytuacji, gdy Polka miała do dyspozycji szansę na przełamanie jej podania przy pierwszej przewadze. Jednak wypuściła ją z rąk, ale chwilę później pewnie wyrównała na 1:1, wygrywając swojego gema do 30.
Drugi break point w meczu Iga zamieniła na prowadzenie 2:1, ale w czwartym gemie sama była w opałach i obroniła tylko dwie z trzech wypracowanych przez Alexandrę sposobności na odrobienie straty.

Kolejny zwrot akcji w pierwszym secie nastąpił w ósmym gemie, gdy Eala pojedynczego break pointa zamieniła na prowadzenie 5:3. W następnym miała nawet do dyspozycji piłkę setową przy 40-30, ale kolejne trzy wymiany rozstrzygnęła na swoją korzyść trzecia tenisistka świata.
Po własnym podaniu Iga wyrównała na 5:5 oraz 6:5, choć po drodze miała do dyspozycji jedną okazję na objecie prowadzenia 6:5. Ostatecznie o losach pierwszej partii decydować musiał bardzo zacięty tie-break.
Polka od stanu 2-0 przegrała pięć wymian, po czym po zwycięskich czterech wyszła na 6-5. Zmarnowała jednak pierwszego setbola, podobnie jak nieco później drugiego przy 8-7. Również Alexandra nie wykorzystała dwóch takich sposobności, przy 7-6 i 9-8. Ale ostatecznie przy trzeciej okazała się skuteczna i wygrała dodatkową rozgrywkę 11-9, po prawie półtoragodzinnej walce.

Serwis nie pomagał Idze
Doskonale też otworzyła drugą odsłonę meczu, przełamując od razu bez straty punktu Polkę. Zaraz po tym własny serwis utrzymała do 30, po czym ponownie zdobyła breaka, tym razem do 15 i odskoczyła na 3:0.
W czwartym gemie była walka, widać było, że Świątek ma świadomość, że rywalka jej niebezpiecznie ucieka. Od 0-40 wygrała pięć kolejnych wymian, wypracowując break pointa, ale Eala opanowała nerwy i podwyższyła prowadzenie na 4:0.
Dopiero wtedy po raz pierwszy w drugim secie Polce udało się utrzymać podanie i to dość pewnie do 15. A zaraz po tym odskoczyła na 40-0, po czym odrobiła połowicznie stratę, przełamując Filipinkę do 15.
Jednak w siódmym gemie sama nie potrafiła utrzymać serwisu i oddała go przeciwniczce do 15. To oznaczało już bardzo trudną sytuację i maksymalną presję zważywszy na potencjalną stratę punktową Igi.

Trzeba przyznać, że ostatni gem rozgrzał do czerwoności widownię na Korcie Centralnym, ale i śledzących to spotkanie przed telewizorami. Najpierw był niewykorzystany przez Polkę break point przy 40-30. Niemal zaraz po nim, w grze na przewagi, dwa obronione meczbole, przedzielone drugą szansą na przełamanie.
Po nich dwie kolejne zmarnowane przez Igę okazje by wyjść na 3:5, aż wreszcie trzecia i ostateczna piłka meczowa, która dała Eali awans do 1/8 finału tegorocznego Wimbledonu, po dwóch godzinach i 14 minutach gry.

Londyn niełaskawy dla Polek
Na starcie The Championships w grze pojedynczej stanęły w tym roku aż cztery polskie tenisistki, ale tylko Świątek przeszła pierwsza rundę. Finalistka wielkoszlemowego turnieju na kortach ziemnych im, Rolanda Garrosa – Maja Chwalińska (nr 20. w rozstawieniu) uległa Mananchayi Sawangkawe z Tajlandii 6:2, 5:7, 2:6, ale w drugim secie doznała kontuzji stawu skokowego po niefortunnym upadku na korcie. Wskutek tego musiała się wycofać z gry podwójnej, do której zgłosiła się z Austriaczką Sinją Kraus.
Nie powiodło się również Magdzie Linette (AZS Poznań), która miała pecha w losowaniu i na otwarcie trafiła na rozstawioną z numerem piątym Mirrę Andriejęwą, która przed miesiącem triumfowała w Paryżu, pokonując Chwalińską, tym samym zdobyła pierwszy w karierze tytuł wielkoszlemowy. Poznanianka przegrała z nią 5:7, 4:6, a potem odpadła tez w pierwszej rundzie gry podwójnej, startując w parze z Amerykanką Ivą Jovic. Uległy Belgijce Magali Kempen i Aleksandrze Panowej 7:6 (7-0), 1:6, 5:7.
Pierwszej rundy nie przeszła również Magdalena Fręch (KS Górnik Bytom), ponosząc porażkę 6:7 (5-7), 4:6 z Anną Kalinską (nr 19. w rozstawieniu). W deblu, razem z Węgierką, Anną Bobdar mnie sprostały Australijce Storm Hunter i Amerykance Caty McNally (nr 14.) 7:6 (8-6), 3:6, 3:6.
Los Magdaleny i Anny podzieliła Alicja Rosolska (KT Warszawianka), która grając z chilijską partnerką Alexą Guarachi, musiała uznać wyższość 2:6, 2:6 turniejowych „dwójek” Kanadyjki Gabrieli Dabrowski i Brazylijki Luisy Stefani.
Pieczonka odpadł w drugiej rundzie
Debiutujący w Wimbledonie Filip Pieczonka (SKT Sopot) w parze z Vitem Koprivą w drugiej rundzie zakończył występ w The Championships 2026. W sobotę po południu polsko-czeski duet przegrał po godzinie i 53 minutach 2:6, 6:3, 6:3 z Francuzami Sadio Doumbią i Fabienem Reboulem, rozstawionymi z numerem 13. w drabince.
– Jednak trawa to trudna nawierzchnia, trochę ciężko dzisiaj było mi złapać właściwy rytm na returnie, no i czasem kozioł piłki potrafił zaskakiwać, więc sporo błędów było z tego powodu. Może błąd popełniłem, że tak mało dotychczas na trawie grałem. I też nie pomogło to, że w pierwszej rundzie dostaliśmy walkowera od niemieckiego debla, bo jednak nawet intensywne treningi to nie to samo, co warunki meczowe, gdy dochodzi presja i gra o większa stawkę – powiedział Pieczonka “TENIS MAGAZYNOWI”
– Ale cieszę się, że mogłem po raz pierwszy wystąpić w Wimbledonie, spełniłem kolejne marzenie, po wielkoszlemowym debiucie w Roland Garros przed miesiącem. Na pewno będę chciał tu wrócić za rok i zagrać lepiej. Jestem już gotowy do tego, żeby regularnie grać w Wielkim Szlemie i jeszcze muszę trochę poprawić swój ranking, żeby móc wyjść z poziomu challengerów ATP do turniejów rangi ATP Tour w deblu. Ale też nie zamierzam rezygnować z gry w singlu, bo w nim też mam spory potencjał – dodał.
Polak i Czech mieli w pierwszej rundzie spotkać się z Niemcami Yannickiem Hanfmannem i Janem-Lenardem Struffem, ale rywale nie wyszli przeciwko nim na kort.
Już teraz zapraszamy do lektury najnowszego wydania “TENIS MAGAZYNU” (Nr 51. LATO 2026), który na początku lipca trafi do sprzedaży. W nim Filip Pieczonka opowiada jak wyglądała jego walka o miejsce w Roland Garros i debiut w Wielkim Szlemie, a także tłumaczy w jakich okolicznościach pożegnał się z uczelnią w Teksasie i dlaczego zdecydował się postawić wszystko na tenis.
W niedzielę o awans do ćwierćfinału powalczy w Londynie ostatni reprezentant Polski pozostały w singlowej rywalizacji w The Championships 2026. Hubert Hurkacz (Redeco Wrocław) spotka się w czwartej rundzie z Niemcem Janem-Lennardem Struffem w trzecim pojedynku wyznaczonym na Korcie Numer 2 (około godz. 16.30).
Natomiast jako drugie spotkanie na korcie numer 17 (około godz. 14) w drugiej rundzie gry podwójnej w którym Katarzyna Piter (Tenis Kozerki) i Czeszka Anna Siskova spotkają się z Czeszkami Jesiką Maleckovą i Miriam Skoch. Stawką będzie miejsce w 1/8 finału.

