W tym roku minęło 14 lat od śmierci redaktora Stanisława Garczarczyka, legendarnego dziennikarza sportowego. Był najprawdopodobniej jedną z pierwszych osób w Polsce, która zawodowo i z pasją pisała o tenisie. A działo się to w połowie lat 50. ubiegłego wieku, gdy w ówczesnych realiach ustrojowych, o tenisie – uważanym za sport „imperialistyczny” – pisać raczej nie wypadało.
Redaktor Garczarczyk przez całe zawodowe życie związany był z „Gazetą Poznańską”, w której między innymi pełnił funkcję kierownika działu sportowego i zastępcy redaktora naczelnego. Jest autorem kilku książek o tematyce sportowej.
Przez wiele lat działał w Klubie Dziennikarzy Sportowych, organizował liczne imprezy masowe i rekreacyjne. Był jednym z pomysłodawców maratonu pływackiego „Wpław przez Kiekrz”, zapoczątkowanego w 1967 roku (od kilku lat impreza nosi jego imię).

„Nie jest prawdą, że całe życie gram w tenisa” – pisał w swoich wspomnieniach. „Długo świata nie widziałem poza futbolem, biegami i pływaniem”. Jest natomiast prawdą, że tenis zawsze był dla redaktora Garczarczyka jednym z najważniejszych sportów. Chwalił się kiedyś, że pierwszy turniej tenisowy dla pracowników RSW „Prasa” zorganizował… dwa tygodnie po otrzymaniu etatu w redakcji, a było to we wrześniu 1955 roku. Chciał rozruszać „poważne” towarzystwo „Gazety Poznańskiej”. Impreza okazała się pomysłem świetnym, choć początkowo uczestnicy mieli obawy, czy wypada uprawiać tak „burżuazyjną” dyscyplinę, za jaką wtedy uważany był tenis.
Opisywał sukcesy Wiesława Gąsiorka, Wojciecha Fibaka, ale również sam dobrze poruszał się na korcie i mocno rakietą uderzał piłkę tenisową. Wiele razy na kortach poznańskiej Olimpii organizował mistrzostwa Polski dziennikarzy w tenisie.

Gość w rodzinnym domu Fibaków
Stanisław Garczarczyk od początku śledził karierę tenisową Wojciecha Fibaka. Nic dziwnego, bo obaj związani byli z Poznaniem. – Staszek relacjonował moje starty i sukcesy już od momentu, kiedy rywalizowałem w kategorii młodzików. Tak też było w kolejnych latach, kiedy walczyłem wśród kadetów, juniorów i potem już w seniorskim, zawodowym tenisie. Moja mama zbierała wszystkie wycinki prasowe, gdzie pojawiało się moje nazwisko. W albumach, które przechowuję do dziś w rodzinnym domu, najwięcej tekstów – przynajmniej z tego pierwszego okresu – jest autorstwa Staszka i pochodzi z „Gazety Poznańskiej” oraz Adama Choynowskiego z „Przeglądu Sportowego” – wspomina Wojciech Fibak i dodaje, że redaktor Garczarczyk był przyjacielem jego rodziców i częstym gościem w ich domu na poznańskim Sołaczu.
– To był wielki entuzjasta, zapaleniec, kochał sport, a jedną z jego ulubionych dyscyplin był tenis. Kiedy po moich sukcesach w latach 1976-1977 padła propozycja, żeby napisać książkę, nie wahałem się ani chwili – zaznacza legendarny polski tenisista.
W 1978 roku w nakładzie 90 tysięcy egzemplarzy, wydana przez „Sport i Turystykę”, ukazała się książka „Grajmy w tenisa” autorstwa Garczarczyka i Fibaka. Jak na czasy „głębokiego” PRL-u była to wyjątkowa pozycja, świeży powiew Zachodu. Idealnie zgrała się też z osiągnięciami Fibaka i – co za tym szło – wielkim „boomem” na tenis w Polsce.
– Powstawały setki kortów. Tenis stał się bardzo popularny. Książka, która była kilkakrotnie wznawiana, sprzedawała się w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy. Były w niej porady, podstawowe słownictwo tenisowe, ale także opisy i zdjęcia z moich najciekawszych meczów, z takimi gwiazdami jak Borg, Nastase czy Connors – mówi Wojciech Fibak i dodaje: – A jaką osobą był Staszek? Niezwykle energiczny, rzutki, dynamiczny. Pamiętam, że zawsze bardzo szybko chodził. Był pozytywnie nastawiony do świata, uśmiechnięty. To był motor napędowy redakcji sportowej „Gazety Poznańskiej”.
Tenis dla wszystkich
– Redaktora Garczarczyka poznałem w 1978 roku. To właśnie w tym roku ukazała się napisana przez niego i Fibaka książka „Grajmy w tenisa”. To były lata największych sukcesów zawodnika poznańskiego AZS. Właśnie wtedy na łamach „Gazety Poznańskiej” pojawiła się rubryka „Tenis dla wszystkich”, która zachęciła wielu do uprawiania tej pięknej dyscypliny sportu – wspomina Marek Lubawiński, będący na emeryturze były szef działu sportowego „Głosu Wielkopolskiego”.

– Przypominam, że redaktor Garczarczyk był wówczas w sile wieku, miał 45 lat, był gejzerem różnego rodzaju pomysłów. Przez lata organizował na kortach poznańskiej Olimpii mistrzostwa Polski żurnalistów, na które zjeżdżała do stolicy Wielkopolski plejada najwybitniejszych postaci polskiego dziennikarstwa. Chyba właśnie ta impreza mnie samego zainspirowała do organizowania mistrzostw Polski dziennikarzy w piłce nożnej – mówi redaktor Lubawiński. – To dzięki Staszkowi było, nie tylko w Poznaniu, naprawdę głośno o tenisie. Wybudowano dużo kortów. Tenis zyskał wielu zwolenników, a jednym z najważniejszych, co było nie bez znaczenia, był ówczesny prezydent Poznania Andrzej Wituski – kończy Marek Lubawiński.
Krzysztof Maciejewski


