Maja Chwalińska (BKT Advantage Bielsko-Biała) wróciła do kraju po występie w pierwszym w karierze wielkoszlemowym finale na kortach ziemnych im. Rolanda Garrosa. Lot z Paryża miał sygnał wywoławczy „Lot Maja.”, na stołecznym lotnisku im. Fryferyka Chopina przywitali ją kibice, a po południu spotkała się z dziennikarzami na konferencji prasowej. Kolejny punkt na checkliście 24-letniej tenisistki to kilkudniowy odpoczynek wakacyjny za granicą, a po nim przygotowania do Wimbledonu.
– Niewiele w ostatnich dniach spałam, bo dopiero zaczynają schodzić ze mnie te wszystkie emocje i wychodzi zmęczenie. Także po przylocie nie wyglądałam na pewno dziś dobrze na lotnisku, ale teraz jest trochę lepiej. Makijażystka zrobiła dobrą robotę, żeby zasłonić wiele niedoskonałości oraz ślady zmęczenia i stresu, bo za mną bardzo stresujące i wyczerpujące trzy tygodnie w Paryżu. Emocje jeszcze nie opadły, potrzebuję chwili, żeby to wszystko przetrawić. Dlatego planuję wyjechać na kilka dni, odpocząć i się zresetować, żeby później mieć energię na kolejne wyzwania.. Wybieram się nad morze, ale nie polskie – mówiła Chwalińska na konferencji prasowej w Warszawie.
W sobotę Maja uległa w finale Roland Garros 2026 ósmej tenisistce świata Mirrze Andriejewej 3:6, 2:6, a wcześniej wygrała dziewięć meczów, w tym trzy w eliminacjach, tracąc w nich tylko jednego seta. Sukces odniesiony w stolicy Francji przyniósł jej awans aż o 93 lokaty, czyli ze 114. na 21. miejsce w rankingu WTA, najwyższe w karierze.

– Myślę, że po prostu przysłowiowo właśnie teraz wszystko „kliknęło”. Przez 18 lat gram już w tenisa i ciężko pracuję każdego dnia, żeby być jak najlepszą tenisistką. Tak się złożyło, że właśnie w tym momencie i kompletnie na to nie narzeka, Myślę, że moment był doskonały, żeby to się złożyło w całość i poukładało. Także na pewno ciężka praca, cierpliwości i tak to się ułożyło – tłumaczyła dziennikarzom przyczyny sukcesu w Roland Garros tenisistka LOTTO PZT Team.
W poniedziałek Maja również osiągnęła „życiówkę” w klasyfikacji najlepszych zawodniczek sezonu WTA Race, bo znalazła się na 14. pozycji, odnotowując skok aż o 117 miejsc. Do historii paryskiej imprezy przeszła jako pierwsza w historii zwyciężczyni eliminacji, której udało się osiągnąć potem finał. I druga w Wielkim Szlemie, bowiem w 2021 roku dokonała tego Brytyjka Emma Raducanu, która wówczas odniosła zwycięstwo w nowojorskim US Open.

– Na razie jeszcze nie czuję presji mediów i zainteresowania, ale jestem przekonana, że niedługo się to pojawi. U mnie jednak nic się nie zmienia. Nadal będę pracować nad sobą i nad tym, żeby być coraz lepszą tenisistką. Wiem, że będą zarówno zwycięstwa, jak i porażki, ale moje podejście do pracy pozostanie takie samo jak wcześniej Będąc w Paryżu, nie czułam skali tego wszystkiego, co działo się w Polsce. Dlatego dziś byłam w mocno zaskoczona przywitaniem przez kibiców na lotnisku. Pewnie zdjęcia nie były zbyt korzystne, bo miałam naprawdę zaskoczoną minę. To dla mnie nowa rzeczywistość i bardzo dużo nowych rzeczy wokół mnie się dzieje, ale zaadaptuję się do tego, zrobię wszystko najlepiej, jak potrafię, i zobaczymy, co będzie dalej. Potraktuję to jako challenge i podejmę wyzwanie – opisywała to, co ją spotkało po powrocie do Polski.
Jako 114. tenisistka w rankingu WTA musiała walczyć w stolicy Francji o miejsce w głównej drabince. W kwalifikacjach pokonała kolejno: Francuzki Alice Rame 6:0, 6:3 i Carole Monnet 6:0, 6:1, a w decydującym pojedynku Holenderkę Suzan Lamens 7:6 (7-4), 7:5.
W głównej drabince Chwalińska najpierw wyeliminowała mistrzynię olimpijską z Paryża (2024) Chinkę Qinwen Zheng 6:4, 6:0, potem wyeliminowała rozstawioną z numerem 22. Belgijkę Elise Mertens 6:4, 6:0. Pierwszego seta straciła przeciwko byłej trzeciej tenisistce świata Greczynce Marii Sakkari1:6, 6:3, 6:2, a do ćwierćfinału awansowała po wygranej z Francuzką Diana Parry 6:3, 6:2.

– Niektóre mecze, trochę mi się nakrywają, bo to, co się dzieje, do końca turnieju do mnie nie docierało. Skupiałam się na każdym kolejnym meczu, bo grałam z najlepszymi tenisistkami świata. Wiedziałam, że muszę prezentować swój najlepszy tenis, więc nie było momentu, w którym zatrzymałam się i pomyślałam o skali tego, co się dzieje. Może mentalnie najtrudniejszy był chyba mecz drugiej rundy, kiedy ciało zaczęło odmawiać posłuszeństwa. Też spotkanie z Marią Sakkari, bo w nim gra kompletnie mi się nie układała. Cieszę się, że udało mi się znaleźć w sobie dodatkowe rezerwy i je wygrać – stwierdziła Polka.
W decydującej fazie bez straty seta uporała się z dwoma zawodniczkami z TOP 25 rankingu WTA. W ćwioerćfinale wygrała z Anną Kalinska (24. w WTA) 7:6 (7-3), 6:3, a w półinale z Dianą Sznajder (23. WTA) 7:6 (7-4), 6:4. To dla przypmnienia jak wyglądała droga do finału Roland Garros. A jakie wspomnienia Maja przywiozła z Paryża do domu?

– W sumie niewiele pamiętam z samych meczów, bo wszystko działo się trochę jak we mgle. Na pewno zapamiętam 14 pizz zjedzonych przez moich trenerów w ciągu tych trzech tygodni. Widok mojego trenera Jaroslava Machowvsky’ego będzie mi o tym przypominał jeszcze przez jakiś czas. Zapamiętam też wywiad w studiu z amerykańskimi legendami tenisa Andre Agassim i Johnem McEnroe, bo to było niesamowite doświadczenie. No i oczywiście ceremonię na zakończenie oraz wyjście na finał, kiedy czułam ogromne wsparcie i miłość ze strony kibiców – opowiada Chwalińska.
21. obecnie tenisistkę świata czeka odpoczynek nad zagranicznym morzem, po którym rozpocznie przygotowania do trzeciego w tym sezonie turnieju Wielkiego Szlema. Jeszcze nie wiadomo czy w drodze do The Championships – podobnie jak w Paryżu – będzie musiała walczyć w eliminacjach, czy też otrzyma dziką kartę do głównej drabinki imprezy trawiastych kortach w Wimbledonie.

– Teraz myślę tylko o tym, żeby się wreszcie dobrze wyspać i odpocząć, dlatego te krótkie wakacje to będzie po prostu kompletny wypoczynek. Potem będę się zastanawiała czy czeka mnie start e kwalifikacjach, czy może od razu w Wimbledonie. Oczywiście jest ogromna różnica między grą w eliminacjach a bezpośrednim udziałem w turnieju głównym. Dzika karta byłoby to coś bardzo fajnego, ale nie chcę jeszcze wybiegać tak daleko w przyszłość. Jeśli się nie uda, to znowu powalczę w eliminacjach. Lubię trawę, to nawierzchnia, która sprzyja mojej grze kątowej i zmiennym rotacjom. Resztą na niej wygrałam pierwszy mecz w Wielkim Szlemie kilka lat temu – dodała.
Na konferencji prasowej w Warszawie menager tenisistki Piotr Szczypka, właściciel BKT Advantage Bielsko-Biała, potwierdził, że jeszcze z Paryża wysłał stosowny formularz z wnioskiem o specjalną przepustkę do Wimbledonu.

– Teraz czekamy na odpowiedź, komitet przyznający dzikie karty ogłosi swoją decyzję 15 czy 16 czerwca, więc wtedy się wszystkiego dowiemy. Nie chcemy jakoś specjalnie naciskać, bo to może wywołać odwrotny skutek. Ale mamy nadzieję na pozytywne wieści z Londynu – tłumaczył dziennikarzom Szczypka.
Termin zamknięcia listy zgłoszeń w singlu do Wimbledonu 2026 upłynął przed rozpoczęciem Roland Garros, a wtedy Chwalińska była 114. w rankingu WTA, co daje jej miejsce w eliminacjach rozgrywanych tydzień wcześniej w Roehampton. Za to Maja jest już pewna gry od razu w turnieju głównym w nowojorskim US Open oraz w styczniowym Australian Open.


