Kosztowne czekanie w warszawskim hotelu Bristol, zmarnowane pieniądze, 10 tysięcy złotych wyrzucone w błoto. Kto ponosi winę za to marnotrawstwo pieniędzy państwowych? – pisała prasa w latach 50. ubiegłego wieku.
W kalendarzu imprez zagranicznych polskich tenisistów figurowała w 1965 2 roku pozycja: międzynarodowe mistrzostwa Rumunii w terminie 11-14 września. Dobrze o tym wiedziała Sekcja Tenisa przy Głównym Komitecie Kultury Fizycznej (1951 – 1957 upolitycznione struktury sportowe utworzone po rozwiązaniu w 1951 roku Polskiego Związku Tenisowego), wiedział o tym Wydział Zagraniczny GKKF, który załatwiał wszystkie formalność związane wyjazdami naszych sportowców.
Ponieważ formalności przeciągały się, stało się jasne, że Polacy nie zdążą do Bukaresztu w przewidzianym terminie. Zawiadomiono o tym komitet organizacyjny mistrzostw i uprzejmi gospodarze, pragnąc umożliwić start Polakom zgodzili się na przełożenie o kilka dni rozpoczęcie turnieju. Tymczasem na decyzję wyjazdu dziewięcioosobowa ekipa polskich tenisistów czekała… w najlepszym hotelu w Warszawie – Bristolu. Jak się okazało czekała dość długo, bo prawie… siedem dni. Gdy wreszcie formalności zostały załatwione i uzyskano decyzję wyjazdu nie było środka lokomocji. Zabrakło samolotu, a podróż pociągiem trwałaby za długo. Gdy w dodatku okazało się, że rozpoczęcie mistrzostw nie można odkładać w nieskończoność i że turniej już się rozpoczął – biwakujący w hotelu tenisiści zostali zwolnieni z „czekania” i rozjechali się do domów. Został tylko rachunek w przybliżeniu ok. 10 000 zł który obciążył budżet Sekcji Tenisa przy GKKF.
Spisał Piotr Gąsiorek

