AZS Poznań

Michał Walków: Jestem trenerem, który lubi pozostawać w cieniu

dnia

– Dobry trener nigdy nie powinien wysuwać się na pierwszy plan. I najpierw dba o rozwój swojego podopiecznego jako człowieka, a dopiero potem jako zawodnika – mówi Michał Walków, szkolący młodzież w AZS Poznań.

Tekst: Tomasz Sikorski

Michał Walków z białym sportem związany jest od dwudziestu pięciu lat. Najpierw dał się poznać jako utalentowany zawodnik, a w ostatnich latach buduje swoją markę jako szkoleniowiec. – To tata zaraził mnie miłością do tego sportu. On pierwszy zaprowadził na kort. Kiedy zacząłem odnosić pierwsze sukcesy, to sam mocno wciągnął się w ten sport i przez pewien czas był nawet prezesem Dolnośląskiego Związku Tenisowego. Nadal jest zresztą związany z tenisem, choć już nie tak mocno jak kiedyś – mówi Michał Walków. – Czy można powiedzieć, że byłem skazany na tenis? Nie. Takie stwierdzenie jest bardziej adekwatne w przypadku mojego młodszego o dziewięć lat brata Szymona, który postanowił pójść moją drogą – dodaje.

I wyboru tej drogi pewnie nie żałuje, bo Szymon Walków to w tej chwili zawodnik zajmujący miejsce w połowie drugiej setki rankingu ATP wśród deblistów, mający na swoim koncie wygrane challengery. – Nie będzie chyba nadużyciem, jeśli powiem, że brat puka do wielkiego tenisa – mówi Michał Walków, który ma wielki udział w jego sukcesach. Ale po kolei… – Jako zawodnik całkiem nieźle sobie radziłem w wieku juniorskim. Zostałem nawet wicemistrzem Polski w singlu i deblu do lat 18. Jakoś jednak nie potrafiłem przebić się do seniorskiego grania. Nigdy nie przebrnąłem pierwszego szczebla, czyli turniejów rangi futures. Dlaczego tak się stało? Trochę przez kontuzje, a trochę przez splot różnych zbiegów okoliczności – wspomina szkoleniowiec AZS Poznań.

U boku młodszego brata

W konsekwencji Michał Walków zaczął jeździć na turnieje z młodszym bratem i pełnić rolę jego trenera. – To wszystko nastąpiło bardzo płynnie. To nie było tak, że pewnego dnia usiadłem i postanowiłem sobie, że od dzisiaj będę trenerem. Ja nie musiałem się nawet nad tym zastanawiać. To się wydarzyło samoistnie. Kiedy kończyłem z poważnym tenisem, to miałem 22, może 23 lata, a Szymon potrzebował kogoś, kto będzie go wspierał i stał u jego boku – zapewnia. Młody szkoleniowiec szybko wczuł się w tę nową dla siebie rolę. – To oczywiste, że trzeba mieć pewne predyspozycje, aby zostać trenerem, ale tego od razu nie wiemy. Żeby się o tym przekonać, trzeba wszystkiego spróbować. Miałem to szczęście, że był obok mnie młodszy brat, który był we mnie wówczas całkowicie wpatrzony. Słuchał mnie i mi ufał – zapewnia.

Michał Walków, choć dopiero stawiał pierwsze kroki w roli trenera, to od początku doskonale wiedział, jak prowadzić młodszego brata. – Sam nieco wcześniej zakończyłem grać i pamiętałem, które elementy z mojej kariery były dobre, a które nie. Przede wszystkim starałem się też naśladować mojego ostatniego szkoleniowca i mentora Rafała Palucha, który był i jest nadal dla mnie wzorem. Mogłem również nieustannie korzystać z jego rad i pomocy w swojej pracy – mówi. Efekty tej braterskiej współpracy przyszły nadspodziewanie szybko. – Szymon zaczął odnosić coraz lepsze wyniki, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że ta praca to jest to, czym mogę się zajmować na poważnie – dodaje.

Zauważyli to także inni… – Od początku wiedziałem, że to materiał na bardzo dobrego trenera – zapewnia Jacek Muzolf, szef poznańskiego AZS i były prezes Polskiego Związku Tenisowego. – Jest rzetelny, stanowczy, konsekwentny i poukładany. No i co najważniejsze, ma wyniki. Jego zawodnicy robią progres. Jak na dobrego szkoleniowca przystało, sam był też w przeszłości znakomitym tenisistą, osiągającym sporo sukcesów. To ważne, bo młodzi gracze podpatrują swoich wychowawców. Krótko mówiąc, Michał ma wszystko to, czym powinien się charakteryzować bardzo dobry trener – dodaje.

Czasami trzeba wyjść ze swej roli

A co na ten temat myśli sam zainteresowany? – Jestem szkoleniowcem, który lubi pozostawać w cieniu i nie wysuwa się na pierwszy plan. Uważam, że trener powinien być swego rodzaju fundamentem. Nie musi być widoczny, ale ma zapewniać swojemu podopiecznemu solidną podstawę i stały rozwój. Trener, moim zdaniem, musi też słuchać zawodnika. Każdy jest przecież inny i do każdego należy podejść indywidualnie. To praca z żywym organizmem i nie ma jednej utartej drogi, którą należy podążać. Ja sam jestem spokojny i potrafię dyskutować z zawodnikami. Mam jednak jednego chłopaka, w pracy z którym muszę wyjść ze swojej roli. I przyznaję, że nie jest to łatwe. Nie lubię siebie takiego i po takim treningu potrzebuję trochę czasu, aby nieco ochłonąć – przyznaje Michał Walków.

W tym przypadku szkoleniowiec AZS wziął przykład z Patricka Mouratoglou, współpracującego między innymi z Sereną Williams. – Czytałem kiedyś z nim wywiad, w którym opisywał właśnie tego typu sytuację. Tłumaczył tam, że w relacjach z jedną ze swoich zawodniczek musi używać słów i argumentów, których w normalnej sytuacji nigdy by nie użył. Robi tak jednak, ponieważ wie, że tej tenisistce to pomaga. Takie przypadki są jednak sporadyczne. Generalnie uważam, że dobry trener powinien być nieco schowany i przede wszystkim dbać o rozwój swojego zawodnika jako człowieka, a dopiero potem jako sportowca. Będąc dobrym człowiekiem łatwiej bowiem odnieść sukces w sporcie. Takie jest przynajmniej moje zdanie – twierdzi.

Młodzieży jednak bardzo często imponują zachowania kontrowersyjne, a takich w zawodowym tenisie jest coraz więcej. – Przykład idzie z góry i nie zawsze jest on najlepszy. Wprawdzie mamy wielkich mistrzów, takich jak Roger Federer, Rafael Nadal czy Novak Djokovic, których zawsze można stawiać za wzór. Dla dzisiejszej młodzieży oni są nudni. Młodym zawodnikom bardziej podoba się show, jaki niemal w każdym meczu robi na korcie Nick Kyrgios. Sam doceniam jego talent i uważam, że stać go na miejsce w czołowej trójce rankingu ATP. Ale tam nie jest. I na tym też polega rola trenera. Aby na przykładzie takiego gracza jak Nick Kyrgios pokazać młodzieży, że talent to nie wszystko, że swój potencjał należy odpowiednio wykorzystywać. Nakierować ich na właściwe tory – uważa Michał Walków.

Z Dawidem zaskoczyło od pierwszego treningu

On umie to robić znakomicie i pewnie dlatego najlepiej czuje się w pracy z młodzieżą. – Obecnie pracuję z grupą 8-10 graczy, w wieku od 13 do 16 lat. Nie mam problemu ze skutecznym poprowadzeniem zawodnika w wieku juniorskim czy seniorskim, ale ten przedział wiekowy najlepiej mi odpowiada. Pewnie dlatego, że w takim właśnie wieku był mój brat, gdy zaczynałem z nim pracować. Później, już po przeprowadzce do Poznania, kolejny mój podopieczny, Paweł Jankowiak także miał 13 lat. Identycznie to wyglądało w przypadku Dawida Taczały, z którym pracowałem już będąc w AZS – przypomina szkoleniowiec.

– To była wzorowa współpraca. Michał podporządkował jej praktycznie wszystko i to on doprowadził tego zawodnika na szczyty list rankingowych do lat 16. On zresztą zawsze oddaje się w stu procentach zawodnikowi. Zwłaszcza jeśli ten takie zachowanie odwzajemnia – mówi Jacek Muzolf. To właśnie prezes zadecydował, że początkujący wówczas trener weźmie pod swoje skrzydła jednego z najbardziej utalentowanych polskich tenisistów.

– Dopiero co trafiłem wtedy do AZS w roli szkoleniowca. Pewien zbieg okoliczności sprawił jednak, że już po miesiącu pracy prezes zaprosił mnie na rozmowę i zapytał, czy jestem gotowy na takie wyzwanie. Bo to było wyzwanie. Dawid był wówczas klasyfikowany na drugim lub trzecim miejscu w Europie w swojej kategorii wiekowej i pokładano w nim wielkie nadzieje. Prezes mi jednak zaufał i co najważniejsze przekonał, abym się zgodził. Teraz mogę powiedzieć, że na całe szczęście, bo ta współpraca od pierwszego dnia „zaskoczyła”. Rozumieliśmy się praktycznie bez słów i wspólnie osiągnęliśmy sporo sukcesów. Można powiedzieć, że Dawid stał się beneficjentem moich wcześniejszych doświadczeń z pracy z zawodnikami w podobnym wieku, czyli bratem Szymonem i wspomnianym Pawłem Jankowiakiem – uważa Michał Walków.

Ten ostatni tenisista w pewnym momencie postanowił wyjechać do Stanów Zjednoczonych, otrzymał stypendium, trenuje i studiuje w Kalifornii. Podobnie nie tak dawno postąpiła inna podopieczna szkoleniowca AZS Poznań, czyli Wiktoria Rutkowska. – Wiktoria trafiła do mnie zaraz po tym, jak Dawid wyjechał trenować do Hiszpanii. Była wówczas po kontuzjach i chorobie. Z treningami bywało zatem różnie. Udało nam się jednak wycisnąć z tej współpracy tyle, ile się dało. Na mistrzostwach Polski juniorów Wiktoria zdobyła złoto w singlu i deblu. Było już jednak widać po jej zachowaniu, że marzenia o wielkiej karierze jakby gdzieś uleciały. Bardziej była skupiona na wyjeździe za ocean. Dużo zawodników na podobnym etapie swojej przygody z tenisem decyduje się na taki krok – mówi Michał Walków, który teraz prowadzi kolejnych kandydatów na czołowych tenisistów w swoich kategoriach wiekowych.

Rozbudzić energię w najlepszym momencie

– Mam kilku ciekawych zawodników. Nauczony jednak wcześniejszymi doświadczeniami, postanowiłem nieco zmienić system ich szkolenia. Chodzi o to, aby nie doszło do zbyt szybkiego wypalenia. Ci zawodnicy największy postęp mają osiągnąć w momencie, kiedy jest to najbardziej wskazane, a więc w wieku późnego juniora i wczesnego seniora. Skąd ta zmiana nastawienia? Z obserwacji. Mieliśmy bowiem sporo mistrzów kraju w wieku juniorskim oraz młodzieżowym, którzy później nie potrafili swojej pozycji utrzymać. Nie chcę powtarzać tej drogi. Wśród moich młodych podopiecznych, największy zapał i energię, chciałbym rozbudzić w nieco późniejszym wieku. Oczywiście cały czas ciężko pracujemy. Wyników też całkowicie nie lekceważymy, bo bez nich łatwo stracić motywację do treningów. Moi zawodnicy muszą widzieć, że tych najlepszych mają na wyciągnięcie ręki – mówi szkoleniowiec.

Jego, na kortach przy ul. Noskowskiego w Poznaniu, można spotkać niemal o każdej porze dnia. – Można powiedzieć, że to mój drugi dom. Wprawdzie urodziłem się i mieszkałem we Wrocławiu, ale do AZS trafiłem już jako 14-latek. Szybko też w tym klubie otrzymałem szansę jako trener. Ile godzin spędzam na kortach? Na pewno więcej niż w domu. Z niektórymi chłopcami trenuję jeszcze zanim oni pójdą do szkoły. Popołudniami zajęcia trwają do godziny 18. Do tego dochodzą wyjazdy na turnieje, choć obecnie są one nieco rzadsze niż w przypadku mojej współpracy z Pawłem Jankowiakiem czy Dawidem Taczałą. Inna sprawa, że teraz pracuję z większą grupą młodych graczy – mówi.

Trener nie może sobie jednak pozwolić na spędzaniu weekendów w domu. – Staram się regularnie bywać na różnego rodzaju turniejach. Trzeba przecież trzymać rękę na pulsie i podglądać najlepszych. Choćby podczas takich imprez jak Sopot Open czy też nasz Talex Open na kortach AZS. Tylko bowiem podpatrując czołówkę można podnosić swoje trenerskie umiejętności. I ja staram się to systematycznie i konsekwentnie robić – zapewnia Michał Walków.

Sugerowane artykuły

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *