Nowości

Mecz BJKC w Bytomiu – Magdalena Fręch wraca do formy

dnia

Magdalena Fręch zamierza w tym sezonie przekroczyć granicę pierwszej setki rankingu WTA Tour. Tenisistka LOTOS PZT Team, pomimo perturbacji zdrowotnych, wraca do formy. W tym tygodniu wystąpi w reprezentacji Polski w meczu z Brazylią w Bytomiu, w fazie play off Billie Jean King Cup (dawniej Fed Cup). Partnerami wydarzenia są: Miasto Bytom, Samorząd Województwa Śląskiego, Górnośląska-Zagłębiowska Metropolia.

Tekst: Tomasz Dobiecki

– Zaledwie raz, czy dwa razy w roku, gra się dla reprezentacji, choć tak naprawdę dla Polski tak naprawdę gramy cały czas, bo flaga widnieje przy naszych nazwiskach na każdym turnieju. Dlatego też nie odczuwam, żeby to był jedyny moment, kiedy reprezentuję nasz kraj Ale jest to zawsze szczególny występ. Tu jesteśmy wszystkie razem, wszystkie odpowiadamy za końcowy wynik. Nie jest tak, ze jedna dziewczyna jest winna czemuś lub zasłużyła na zwycięstwo. Działamy wspólnie jako drużyna. Znamy się bardzo długo, jest fajna atmosfera w teamie – powiedziała Fręch, obecnie 157. w rankingu WTA Tour.

Walka o pozycję w Top 100 rankingu WTA Tour jest głównym celem Magdy na ten sezon, który jednak nie rozpoczął się po jej myśli. W styczniu przeszła zakażenie koronawirusem, które uniemożliwiło jej start w eliminacjach do wielkoszlemowego Australian Open.

– Na pewno odczułam zakażenie koronawirusem. Pierwsze dwa tygodnie po chorobie jednak były ciężkie. Szybciej się męczyłam, ale chyba było to bardziej spowodowane tym, że przez dwa tygodnie siedziałam w pokoju na kwarantannie, bez świeżego powietrza. Gdybym teraz została zamknięta, to za dwa tygodnie moja wydolność też by wyraźnie spadła. Pewnie było to tym spowodowane niż samym przejściem zakażenia. Ja osobiście nie przeszłam wirusa jakoś ciężko. Był tylko jeden dzień bólów mięśni i to wszystko – wspomina Fręch, ubiegłoroczna złota medalistka w singlu 94. Narodowych Mistrzostw Polski w Bytomiu.

– Ale ta przerwa odbiła się na mojej dyspozycji i opóźniła start sezonu u mnie. Wiadomo, że jest to ciężkie też psychicznie, bo bardzo długo przygotowywałam się do eliminacji do Australian Open, praktycznie półtora miesiąca, prawie dwa. I nagle strzał, że jednak nie mogę zagrać z przyczyn niezależnych ode mnie. Kontuzja to inna sytuacja, a tu byłam przygotowana i nie mogłam grać. Wiadomo, że to boli, ale trzeba się po prostu wziąć w garść i robić swoje. Wierzę, że teraz już wszystko się potoczy w dobrym kierunku – dodaje.

Na początku marca Fręch przebiła się z eliminacji do głównej drabinki turnieju WTA 250 w Lyonie, ale w niej przegrała z 46. na świecie Francuzką Fioną Ferro. Do Bytomia przyleciała z Charleston, gdzie w imprezie tej samej rangi również przeszła pomyślnie kwalifikacje oraz
pierwszą rundę. W drugiej musiała uznać wyższość doświadczonej Hiszpanki Garbine Muguruzy.

– Jestem zadowolona z tego występu. Muguruza to w tej chwili najlepsza zawodniczka w Tourze, ma najwięcej wygranych spotkań i zdecydowanie jest pierwsza. Ta jej gra różni się od innych zawodniczek z czołówki. Bardzo się cieszę, że zaczęłam grać ostatnio swój tenis i że moja praca na treningach przekłada się na mecze. Pozycja rankingowa poprawia się, zdobyłam trochę punktów. Wierzę, że pierwsza setka jest w zasięgu ręki. To kwestia doświadczenia, kilku dobrych meczów i w końcu będę odnosić zwycięstwa na wyższym poziomie – uważa 23-letnia zawodniczka LOTOS PZT Team.

– Chciałabym regularnie grać w turniejach głównych w Wielkim Szlemie co umożliwiłby mi awans do Top 100. To zdecydowanie jest mój główny cel. Jestem coraz bliżej, zacznie się roszada, dziewczyny będą spadać. Mam nadzieję, że będę grać coraz lepiej, a w przyszłym roku będę już na dobre sklasyfikowana w Top 100. Po odmrożeniu rankingu po pandemii może się wiele w nim zmienić, bo niektóre dziewczyny będą tracić punkty i nastąpią roszady. Wszystko będzie zależało od tego, kto jak grał, jakie turnieje wygrywał i czy one odbędą się, czy nie. To będzie się zmieniało w zależności od sytuacji kalendarzowej. Pod koniec roku te punkty będą wracały do normalności. Teraz na tej samej pozycji jest o 200 punktów więcej, niż przed pandemią, a to spora różnica – dodaje.

W Bytomiu z Magdaleną jest jej trener, Andrzej Kobierski, który uczestniczy w przygotowaniach reprezentacji do meczu z Brazylią.

– Mój trener pełni wszystkie funkcje w moim teamie na ten moment. Jest też trenerem od przygotowania fizycznego, więc mam wszystko w jednym. Jest to o tyle dobre, że świetnie się rozumiemy, bo po tylu latach współpracy dobrze się czujemy ze sobą. Przeżyliśmy razem ciężkie chwile i momenty, np. kontuzje czy okresy słabszej gry. Mimo to cały czas byliśmy w stanie się dogadać, pozbierać. To jest fajna relacja na zasadzie trener-zawodniczka. Wszystko uzgadniamy wspólnie, jeśli chodzi o pracę na turniejach, ale i podczas pobytu w domu. Nie muszę się zastanawiać nad tym, co mam robić – uważa Fręch.

W Charleston zawodniczka LOTOS PZT Team grała na amerykańskiej odmianie kortów ziemnych, na otwartym powietrzu. W bytomskiej Hali Na Skarpie rywalizacja będzie się toczyć na twardej nawierzchni.

– Praktycznie zaczęłam już sezon gry na mączce, a przejście z “ziemi” na hard zajmuje trochę czasu i wymaga cierpliwości. Dlatego intensywnie tu w Bytomiu trenuję i oswajam się z szybkim kortem. Postaram się do piątku jak najlepiej przygotować i przestawić się na inną nawierzchnię. Wierzę, że pomogę drużynie pokonać Brazylię i wrócić do światowej elity – podkreśla Fręch.

Oprócz niej, na mecz w Bytomiu, kapitan reprezentacji Dawid Celt powołał: Urszulę Radwańską, Katarzynę Kawę, Weronikę Falkowską i Paulę Kanię, która ostatnio koncentruje się już na występach w grze podwójnej. Stawką spotkania rozgrywanego w dniach 16-17 kwietnia w Hali Na Skarpie jest awans do przyszłorocznych kwalifikacji do finałowego turnieju Billie Jean King Cup w Budapeszcie.

Fot. Materiały prasowe Polski Związek Tenisowy

Sugerowane artykuły

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *