Lesław Markowicz z Olsztyna. Całe życie ze sportem

Lesław Markowicz z sukcesami uczestniczy w turniejach tenisowych.

– Moje całe życie związane jest ze sportem, w tym w dużej części z tenisem – mówi Lesław Markowicz. I trudno z tym stwierdzeniem polemizować, bo 78-letni mieszkaniec Olsztyna jest żywą legendą sportu w swoim regionie. Bardzo dobry zawodnik i jeszcze lepszy szkoleniowiec. Grał w piłkę nożną, badmintona, no i w tenisa. Z tym ostatnim jest związany cały czas. Wychował wielu znakomitych zawodników. A to nie wszystko…

- Moje całe życie związane jest ze sportem, w tym w dużej części z tenisem – mówi Lesław Markowicz.
– Moje całe życie związane jest ze sportem, w tym w dużej części z tenisem – mówi Lesław Markowicz.

Od dziecka związany ze sportem

– Dorastałem w Olsztynie na dzisiejszej ulicy Radiowej, w rodzinie o sportowych tradycjach. Mój ojciec – Tadeusz był znanym arbitrem piłkarskim. Sędziował mecze I ligi, a później był działaczem sportowym. Przy Radiowej kiedyś było jeziorko, na którym zimą graliśmy w hokeja. O sprzęt z prawdziwego zdarzenia było wtedy trudno, więc kije trzeba było robić z gałęzi. Obok był las i sporo pagórków do jazdy na sankach i nartach. Narty znalazłem na strychu, a że były dla mnie za długie, to ojciec obciął końcówki. Do slalomów były jak znalazł, gorzej sprawdzały się przy skakaniu z małych skoczni. Często lądowałem na nosie po takim skoku – wspomina.

– Za lasem był stadion piłkarski, gdzie ojciec sędziował mecze. Jeździłem tam z mamą, kiedy byłem jeszcze w wózku. Można tam było także trenować lekkoatletykę. Przeprowadzano na tym obiekcie zawody. To właśnie tam widziałem Józefa Szmidta i jego rekord świata – 17,03 w trójskoku – dodaje.

Z deskami od mięsa na korcie

Będąc dzieckiem Lesław Markowicz najczęściej grał w piłkę nożną. – Latem na placu ojciec zrobił nam bramki i uczył nas futbolu. Ja jako najmłodszy z grupy byłem stawiany na bramce. Po naszych meczach chodziliśmy na pobliskie korty. Tam panowie w długich białych spodniach grali w tenisa, a my czasem podawaliśmy im piłki – opowiada.

– Kiedyś „pan od kortów” zorganizował nam turniej. Pamiętam, że graliśmy drewnianymi packami i ja go wygrałem. Tenis przypadł nam do gustu i później podkradaliśmy mamom deski do mięsa żeby ćwiczyć na kortach. Oczywiście jak były puste. No, a potem, wieczorami wędrowaliśmy przez las, aby wykąpać się w jeziorze Podkówka. I tak mijały szczęśliwe lata dzieciństwa. Zimą łyżwy i narty, latem piłka i tenis… – mówi Lesław Markowicz, który z czasem zapisał się do klubu tenisowego. – To były jednak inne czasy. Trenera nie było, czasem tylko ktoś ze starszych graczy nam coś podpowiadał. Aż trafiłem na obóz tenisowy federacji Sparta w Ostródzie – dodaje.

Pod skrzydłami trenera Bełdowskiego

– Zajęcia prowadził tam trener „Kuluś” Bełdowski i to właśnie on zwrócił na mnie uwagę. To on też nauczył mnie podstaw techniki tenisowej. Potem zaczęły się turnieje młodzieżowe. Nawet odnosiłem w nich sukcesy, zdobyłem medal w Pucharze Bohdana Tomaszewskiego. Zauważono to i wraz z reprezentacją województwa pojechałem do Kaliningradu. Pamiętam, że bardzo mocno rywalizowałem wtedy z kolegami z Ostródy: Andrzejem Czaprackim i Leszkiem Stępowskim. Miło wspominam również turniej juniorów Ilustrowanego Kuriera Polskiego w Toruniu, gdzie wygrałem finał z Mogiłko z Torunia. To chyba był mój ostatni juniorski sukces tenisowy – wspomina.

W bramce Stomilu Olsztyn

Wtedy to na pierwszy plan wysunęła się piłka nożna. – Pewnego razu w klubie powiedzieli, że zespół juniorów potrzebuje bramkarza, bo za parę dni grają ważny mecz. Zgodziłem się wystąpić i wygraliśmy 16:0! Ojciec był zadowolony, że wróciłem do piłki i tak zaczęła się moja przygoda z futbolem. Klub nazywał się OKS, ale wkrótce patronatem objęła go miejscowa fabryka opon i powstał OZOS Stomil Olsztyn. Trener Aleksander Kupcewicz wprowadził drużynę od III ligi centralnej. To właśnie w tej drużynie zaczynali m.in. Zbyszek i Janusz Kupcewiczowie. Ten drugi zdobył potem brąz na mistrzostwach świata w 1982 roku – przypomina Lesław Markowicz.

Lesław Markowicz w barwach Stomilu Olsztyn.
Lesław Markowicz w barwach Stomilu Olsztyn.

– Treningi mieliśmy wtedy na stadionie „klepisku”, przy ulicy Gietkowskiej. Były również obozy zimowe i letnie. Kiedy graliśmy w Olsztynie rewanż z I-ligowym zespołem z Lipska, obok w szpitalu kolejowym rodził się mój pierwszy syn, Jacek – mówi. Potem były jeszcze mecze przeciwko Widzewowi Łódź czy Lechii Gdańsk, ale przygoda z piłką nożną powoli dobiegała końca. – Jeszcze w szkole średniej Julian Krzewiński, późniejszy teść Czesława Niemena i ojciec Małgorzaty Niemen, zaprosił mnie na trening kometki, sportu znanego teraz jako badminton. To sport zbliżony do tenisa, więc szybko zacząłem odnosić sukcesy, aż do trzeciego miejsca w mistrzostwach Polski. Z piłką więc skończyłem. Tam już było zresztą pełne zawodowstwo, koledzy zostali zatrudnieni w fabryce opon… – opowiada. 

Ukończone studia i sukcesy w… badmintonie

Lesław Markowicz także musiał podjąć konkretne decyzje. – Po skończonych studiach na Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie trzeba było iść do pracy, aby utrzymać rodzinę. Wielu moich kolegów poszło „w świat”, do dużych klubów i za granicę. Wtedy zresztą trzeba było iść do dużego klubu, aby coś osiągnąć w sporcie. Nasza sekcja tenisa padała, korty zarastały, aż w końcu sekcję zlikwidowano. Piłka nożna awansowała do II, a potem do I ligi. Fabryka wybudowała nowy stadion, ale to już nie było dla mnie. Ale wtedy za to kometka z TKKF przekształciła się w badminton, sport z prawdziwego zdarzenia – przypomina.

W 1977 roku oficjalnie powołano do życia Polski Związek Badmintona. – Wszedłem do jego zarządu, jako prezes Okręgowego Związku Badmintona w Olsztynie. Łączyłem pracę zawodową i sportową w badmintonie. Jako zawodnik zagrałem w pierwszym oficjalnym meczu Polska – Węgry w Budapeszcie. Zdobywałem medale w mistrzostwach Polski, były starty zagraniczne… Kiedy zorganizowano pierwszy kurs instruktorów badmintona, to od razu się na niego zapisałem i ukończyłem. Potem były jeszcze studia trenerskie na AWF Wrocław, po których zdobyłem drugą klasę trenerską. Tę pierwszą uzyskałem po kolejnych zajęciach na AWF Warszawa – wylicza.

Tak zaczęła się prawdziwa kariera trenerska Lesława Markowicza. Najpierw w klubie Warmia Olsztyn, a potem w reprezentacji Polski. – Związek ogłosił konkurs na szkoleniowca kadry narodowej, który wygrałem. To wtedy zacząłem pracować razem z przybyłym z Chin trenerem wielu mistrzów świata Zhou Jun Lingiem. Ponieważ badminton miał wejść w 1992 roku do programu igrzysk olimpijskich w Barcelonie postanowiono utworzyć Ośrodek Przygotowań Olimpijskich dla najlepszych zawodników z całego kraju. Bazą została hala Urania i hotel Relaks w Olsztynie. Młodym zawodnikom zapewniliśmy treningi, zakwaterowanie, wyżywienie a także szkoły, opiekę medyczną i pedagogiczną – mówi.

Dość szybko zawodnicy zaczęli też osiągać coraz lepsze wyniki na międzynarodowej arenie, zarówno tej juniorskiej jak i seniorskiej. Pięcioro z nich zakwalifikowało się na igrzyska w Barcelonie. – To był pierwszy wielki sukces tej młodej dyscypliny i całego grona trenerów i działaczy. Trudno w tym miejscu byłoby wymienić wszystkie późniejsze osiągnięcia naszych podopiecznych w mistrzostwach Europy czy świata. Przypomnę tylko, że Robert Mateusiak, który zaczynał w Ośrodku, wystartował w kolejnych pięciu igrzyskach olimpijskich, aż do Rio de Janeiro. Byli też Jacek Hankiewicz, a także Jacek Niedżwiecki, dzisiaj poseł do Sejmu RP. I wielu, wielu innych znakomitych zawodników – wspomina.

Powrót na kort

Po transformacji ekonomicznej w kraju wiele się jednak zmieniło. – Ośrodek rozwiązano, etat się skończył… Coś trzeba było dalej robić. Mniej więcej wtedy korty tenisowe przejął klub Budowlani Olsztyn. Wywalczył to trener Maciej Ładnowski. On też odbudował dzisiejsze korty Jakubowo Olsztyn. Trafiłem na jakiś turniej amatorów. Pamiętam, że grali takimi dziwnymi rakietami, a na moją drewnianą Slazenger patrzyli z politowaniem – wspomina ze śmiechem Lesław Markowicz. – Z byłym lekkoatletą i piłkarzem, Jerzym Jabłońskim spotykaliśmy się na korcie, aż postanowiliśmy wybrać się do Piaseczna na mistrzostwa Polski amatorów. Doszliśmy tam do ćwierćfinału. To był mój pierwszy sukces tenisisty, amatora – dodaje.

– I znowu się zaczęło… Turnieje amatorów, zarówno w kraju, jak i za granicą. Opłaciłem licencję amatora PZT oraz ITF Seniors, co pozwoliło mi wziąć udział w wielu imprezach. Grałem kilka razy w Chorwacji, Austrii, Czechach, zaliczyłem również występ w drużynowych mistrzostwach świata w Turcji, kilka razy wystąpiłem tez w halowych mistrzostwach Europy. Były turnieje w Wilnie , Kłajpedzie, Budapeszcie. Jechaliśmy tam, gdzie dotąd nie byliśmy, łącząc tenis ze zwiedzaniem. W pewnym momencie, po wielu latach uprawiania sportu, organizm odmówił jednak posłuszeństwa. Trzeba było powiedzieć sobie stop – relacjonuje.

Diagnoza nie była zbyt optymistyczna. – Skończyło się na operacji biodra, którą przeprowadził w Klinice w Otwocku prof. Czubak. To był marzec 2015 roku. Po niej nastąpiła rehabilitacja i odpoczynek od sportu. Duch rywalizacji jednak zwyciężył… Ponownie chwyciłem rakietę do ręki i wszystko wróciło do punktu wyjścia. Kiedy Polski Związek Tenisowy zorganizował na Stadionie Narodowym w Warszawie Narodowy Dzień Tenisa, wraz z moją partnerką Ewą Wrońską, postanowiliśmy wystąpić tam w strojach tenisowych retro z lat 20., takich jak kiedyś grywano w tenisa. Występ spotkał się z dużym zainteresowaniem publiczności i dziennikarzy. Od tej pory często jesteśmy zapraszani do udziału w różnych imprezach tenisowych – mówi.

Jako ciekawostkę można dodać, że zdjęcie Lesława Markowicza oraz Ewy Wrońskiej zostało nawet użyte na plakacie promującym „Bajkowy Turniej Retro”, w grudniu 2024 w Zielonej Górze. – Doszło do tego, że często na turniejach witają nas „O Państwo Retro”. Regularnie jesteśmy też zapraszani przez organizatorów wielu imprez do udziału w otwarciu zawodów. I tak to cały czas się toczy – mówi 78-letni były zawodnik, szkoleniowiec, wychowawca kilku generacji badmintonistów. O jego pozycji w tym sporcie świadczy choćby to, że może się pochwalić wyróżnieniem Merytorius Service, przyznawanym przez Światową Federację Badmintona.

– Teraz skupiam się jednak na tenisie. Udział w truieniajch amatorskich cały czas sprawia mi wielką radość. Do zobaczenia zatem na kortach – kończy Lesław Markowicz.

Tomasz Sikorski
Fot. Archiwum prywatne Lesław Markowicz oraz 1xDariusz Biczyński

Udostępnij:

Facebook
Twitter

Podobne wiadomości

Rumunka Sorana Cirstea. Fot. Internazionali BNL d'Italia 2026/WTA Tour

W czwartym dniu prestiżowego turnieju tenisowego Internazionali BNL d’Italia 2026 o randze imprezy WTA 1000 oraz ATP Masters 1000 na ziemnych kortach Foro Italico w Rzymie odbyły …

Jannik Sinner odniósł 24. zwycięstwo z rzędu w sezonie 2026 pokonując 6:3, 6:4, Austriaka Sebastiana Ofnera. Fot. Internazionali BNL d'Italia 2026/ATP Tour

W sobotę 9 maja 2026, podczas rozgrywanego na ziemnych kortach na historycznym Foro Italico w Rzymie turnieju tenisowego Internazionali BNL d’Italia 2026 o randze imprezy WTA 1000 …

Weronika Falkowska (KS Górnik Bytom) odniosła 34. deblowe zwycięstwo w karierze, a pierwsze w tym roku, zwyciężając w turnieju ITF W25 w Monastyrze. W większej imprezie rangi ITF …

– Długowieczność to połączenie dyscypliny, ciekawości i pasji – mówi najstarszy aktualnie tenisista w rankingu ATP, Toshihide Matsui, który skończył 48 lat. Fot. Archiwum prywatne T. Matsui,

– Długowieczność to połączenie dyscypliny, ciekawości i pasji – mówi dla „TENIS MAGAZYNU” najstarszy aktualnie tenisista w rankingu ATP, Toshihide Matsui, który skończył 48 lat. Wciąż …