Kiedy „więcej” oznacza „mniej”. Sinner i Djoković nie zagrają w Montrealu

Novak Djokovic zrezygnował w tym roku ze startu w Montrealu. Fot. www.depositphotos.com

Rezygnacja lidera rankingu Jannika Sinnera oraz Novaka Djokovicia z udziału w turnieju ATP Masters 1000 w Montrealu przywróciła dyskusję na temat koncepcji rozciągniętych w czasie imprez kategorii ATP1000 i WTA1000 oraz samego kalendarza turniejów.

Leżing, plażing, smażing? Oczywiście w Bukowej Ostoi Nakielno (koło Wałcza) to też jest możliwe, ale to jest też miejsce stworzone dla miłośników aktywnego wypoczynku w otoczeniu urzekającej przyrody: https://bukowa-ostoja-nakielno.pl/

Organizatorzy prestiżowego National Bank Open by Rogers, powszechnie znanego jako Canadian Open, nie kryją głębokiego rozczarowania faktem, że ich flagowa impreza, która została wydłużona do formatu 12-dniowego z rozbudowaną drabinką dla 96 graczy, straciła największe gwiazdy przyciągające kibiców i zainteresowanie mediów. Tym bardziej jest to dla nich dotkliwe, że już wcześniej ze startu w Kanadzie zrezygnował Carlos Alcaraz. Hiszpan wytłumaczył się przedłużającą rehabilitację kontuzjowanego nadgarstka i jednocześnie zapowiedział udział w turnieju w Cincinnati, rozgrywanym bezpośrednio po zawodach w Montrealu. Dyrektorka kanadyjskiej imprezy, a w przeszłości również zawodniczka, Valérie Tétreault, otwarcie przyznała, że częstotliwość wycofywania się gwiazd w ostatniej chwili wskazuje na szerszy, systemowy problem, z którym władze ATP i WTA muszą się zmierzyć.

Jannika Sinnera zabraknie w turnieju w Montrealu. Fot. www.depositphotos.com
Jannika Sinnera zabraknie w turnieju w Montrealu. Fot. www.depositphotos.com

– Jesteśmy bardzo rozczarowani faktem, iż Jannik i Novak nie wystąpią w Montrealu, zwłaszcza, że zrezygnowali również ze startu w Toronto w ubiegłym roku. Szanujemy ich decyzje i rozumiemy, że przy tak wymagającym kalendarzu zdrowie zawodników pozostaje priorytetem. Z drugiej strony, częstotliwość rezygnacji „w ostatniej chwili” wskazuje na znacznie szerszy problem w naszym sporcie. Turnieje Masters 1000 należą do najważniejszych w cyklu, a kibice mają pełne prawo oczekiwać rywalizacji z udziałem najlepszych tenisistów świata. Prowadząc obecnie rozmowy z ATP chcemy mieć gwarancję, że ten problem zostanie poważnie potraktowany. Jesteśmy przekonani, że potrzebne są zmiany, które właściwie zabezpieczą status naszych turniejów Masters 1000, uwzględniając przy tym realia, z jakimi mierzą się zawodnicy. – powiedziała Valérie Tétreault w komunikacie przesłanym do mediów.

Wprowadzona przez ATP reforma OneVision, forsująca blisko dwutygodniowe turnieje rangi 1000, miała przynieść większe zyski i lepszą ekspozycję medialną. Zamiast tego serwuje kibicom rozciągnięte w czasie imprezy z mniejszą liczbą atrakcyjnych spotkań w ciągu dnia, droższymi pakietami biletów i dużo słabszą obsadą, a zawodnikom – znacznie większe przemęczenie i podatność na kontuzje. Tegoroczne zawody Canadian Open, jedne z dwóch największych, obok Cincinnati, poprzedzających US Open, miała być wielkim świętem. Tymczasem kibice, którzy zakupili drogie bilety, mogą czuć się oszukani. Z rywalizacji w Kanadzie zrezygnowali m.in. Jannik Sinner, Novak Djokovic, Carlos Alcaraz, Tomas Machac i Sebastian Korda. W efekcie najwyżej rozstawionym zawodnikiem jest Alexander Zverev, który wspólnie z Felixem Auger-Aliassime dźwigać będzie brzemię wizerunkowej atrakcyjności turnieju. Z pewnością obaj będą w stanie sprostać temu zadaniu. Mówimy w końcu o tegorocznym zwycięzcy Roland Garros i reprezentującym gospodarzy czołowym tenisiście świata. Niemniej brak Sinnera, Alcaraza czy Djokovicia znacząco obniża prestiż tej jednej z najważniejszych imprez sezonu, szeroko promowanej w przestrzeni medialnej ATP,

Masowy exodus wielkich nazwisk to nie tylko problem wizerunkowy. Dla kanadyjskiej federacji oznacza znaczące straty w budżecie. Choć wpływy z praw telewizyjnych są częściowo zabezpieczone długoterminowymi kontraktami, to spadek przychodów ze sprzedaży biletów, oficjalnych produktów turniejowych czy pakietów hospitality, istotnie nadwyrężają finansową sytuację turnieju. Warto mieć również na względzie, że rozciągnięcie turnieju do 12 dni oraz zwiększenie tzw. main draw (główna drabinka rywalizacji) podnosi koszty operacyjne takie jak zakwaterowanie, ochrona czy obsługa kortów. Przy wyższych kosztach i niższych przychodach z powodu absencji gwiazd, rentowność imprezy istotnie spada.

Władze ATP zabezpieczyły interesy dwutygodniowych obowiązkowych turniejów Masters 1000 restrykcyjnym systemem kar. Jeśli zawodnik z czołówki zdecyduje się na opuszczenie takiej imprezy bez oficjalnego, udokumentowanego L4, ponosi jasno określone konsekwencje w postaci braku punktów za odpuszczony turniej, bez możliwości zastąpienia go wynikiem z imprezy o niższej kategorii (ATP 500 lub 250). Ponadto tacy tenisiści automatycznie podlegają obniżonemu udziałowi w wypłacie bonusu rozdzielanego na koniec roku przez ATP dla najlepszych w danym sezonie. Wyjątkiem jest tutaj ukłon ATP w kierunku starszych zawodników, spełniających określone kryteria (liczba rozegranych meczów w karierze, lata w tourze, wiek powyżej 30 lat).

Wprowadzenie reformy i rozciągnięcie turniejów do 12 dni miało dać tenisistom więcej czasu na odpoczynek (dzień przerwy między meczami). Analizy przeprowadzone przez ekspertów The Athletic oraz dziennikarzy New York Times pokazują jednak zupełnie odwrotny skutek. Nastąpił gwałtowny wzrost liczby wycofań oraz kreczów w trakcie trwania zawodów.

Sezon / FormatŚrednia liczba wycofań przed turniejem (TOP 20)Liczba kreczów w trakcie turniejów Masters 1000
Przed reformą (Format 7-dniowy)~1-2 zawodników na turniejŚrednio 2-3 krecze na całą drabinkę
Po reformie (Format 12-dniowy)~4-6 zawodników z czołówkiWzrost o ponad 40% (częste krecze w 1. i 2. rundzie)

Pomimo faktu, iż zawodnicy rozgrywają swoje mecze co drugi dzień, to ich czas spędzony w „reżimie meczowym” (stres, rozgrzewki, zabiegi fizjoterapeutyczne, oczekiwanie na opóźnienia deszczowe) wydłużył się dwukrotnie. Mikrourazy, które dawniej tenisista mógł wyleczyć w tygodniu wolnym między turniejami, teraz kumulują się w trakcie rozwleczonej imprezy.

Analizując kryzys kalendarza startowego, nie sposób zachować obiektywizmu bez wytknięcia samym zawodnikom rażącej niekonsekwencji. Podczas gdy czołówka regularnie alarmuje media, że „kalendarz ich zabija”, ci sami gracze bez wahania znajdują czas i energię na starty w świetnie płatnych turniejach pokazowych organizowanych zarówno w trakcie sezonu, jak i w okresie wakacyjnym. Przykładem może być tutaj rozgrywany w trzecim tygodniu października w Arabii Saudyjskiej pokazowy turniej Six Kings Slam, gdzie m.in. Sinner, Alcaraz i Djokovic otrzymają całkiem przyzwoite wynagrodzenie (1,5 mln dolarów za sam udział, 6 mln dolarów dla zwycięzcy). Trudno traktować w pełni poważnie postulaty o skróceniu kalendarza i ochronie zdrowia, gdy tenisiści dobrowolnie rezygnują z dostępnej przerwy na reset fizyczny i psychiczny, wybierając intratne kontrakty startowe. Co istotne, problem dotyczy zarówno mężczyzn, jak i kobiet, które nawet bardziej niż panowie narzekają na przepełniony kalendarz i rygor startów w turniejach. Nie przeszkadza im to jednak w graniu licznych pokazówek w Chinach, Indiach, Stanach Zjednoczonych czy na Bliskim Wschodzie.

Konflikt wokół kalendarza ATP i WTA po raz kolejny wzbudza emocje. Ten stan dzieje się od połowy lat dziewięćdziesiątych i wraca praktycznie każdego roku, głównie w drugiej części sezonu. Montreal dobitnie pokazuje, że kibice płacący krocie za bilety na turnieje Masters 1000 coraz częściej otrzymują średniej jakości produkt, pozbawiony największych tenisowych nazwisk. Chcąc uratować prestiż tych legendarnych imprez, władze światowego tenisa powinny zastanowić się nad przywróceniem klasycznego, tygodniowego formatu rozgrywek. Jednak uzdrowienie tenisa wymaga odpowiedzialności z obu stron – federacji i samych zawodników. Ci ostatni powinni zrozumieć, że ich walka o krótszy sezon i ochronę zdrowia zyska pełną wiarygodność dopiero wtedy, gdy głośnym protestom przeciwko przemęczeniu i startowym obowiązkom, towarzyszyć będzie stanowcze „nie” dla wielomilionowych czeków za udział w pokazówkach. Choć sportowcy chętnie korzystają z przywilejów i luksusów, jakie oferuje współczesny tenis, muszą zacząć wybierać między maksymalizacją zysków a dobrem własnego ciała. Bez tego kompromisu i autorefleksji, współczesny tenis czeka permanentny paraliż, na którym najbardziej ucierpią ci, bez których ten sport nie istnieje – kibice.

Michał Samulski
Fot. www.depositphotos.com

Udostępnij:

Facebook
Twitter

Podobne wiadomości

Nadia Jasińska, córka Grzegorza Jasińskiego, dyrektora Memoriału prezentuje tegoroczne trofea. Fot. Memoriał A. Kowalczewskiej 2026

Po raz szósty odbędzie się Memoriał Asi Kowalczewskiej. Tegoroczny turniej rozegrany zostanie na ośmiu nowoczesnych kortach w Uniejowie w dniach 13 – 19 sierpnia. Rywalizacja toczyć …

W meczu o awans do 1/8 finału przeciwnikiem Huberta Hurkacza będzie Botic van de Zandschulp. Fot. Omnium Banque Nationale/ATP Tour

Rozgrywany w Kanadzie prestiżowy turniej tenisowy National Bank presented by Rogers dotarł do półmetka. W drugi tydzień rywalizacji  w Montrealu, gdzie w sezonie 2026 rozgrywany jest turniej mężczyzn …

Alicja Rosolska i Martyna Kubka. Fot. Michał Jędrzejewski

Alicja Rosolska (KT Warszawianka Warszawa) nie chce jeszcze żegnać się z tenisem i w parze z Martyną Kubką (WKT Mera Warszawa) zagra o tytuł w WTA 125 Warsaw Polish …

Rozgrywany w Kozerkach Challenger ATP 75 Mazovia Open 2026 wkracza w decydującą  fazę. Znany jest już komplet ćwierćfinalistów gry pojedynczej oraz  pary półfinałowe w grze …