Esvelo 96. Narodowe Mistrzostwa Polski. Kamil Majchrzak przegrał z kontuzją. Wygrane faworytów

- Szkoda, bo wolałbym zostać pokonany na korcie niż przed wyjściem do gry przez kontuzję, której się nabawiłem - powiedział Kamil Majchrzak. Fot. Olga Pietrzak

Kamil Majchrzak (LOTOS PZT Team) z powodu kontuzji nogi musiał się wycofać z Esvelo 96. Narodowych Mistrzostw Polski. Swoje mecze w 1/8 finału wygrali w środę także inni tenisiści LOTOS PZT Team: Daniel Michalski (2.), Kacper Żuk (3.) oraz Jan Zieliński, który nieoczekiwanie wyeliminował w trzeciej rundzie Maksa Kaśnikowskiego (LOTOS PZT Team).

Mistrzostwa kraju mają najwyższą pulę nagród w tegorocznym cyklu LOTOS PZT Polish Tour – Narodowy Puchar Polski. Po raz pierwszy przekroczyła sumę miliona złotych. Złoci medaliści w grze pojedynczej opuszczą korty KS Górnik Bytom nowoczesnymi Mercedesami CLA 180 Coupe od gdyńskiej firmy BMG Goworowski. Przed rokiem nagrodami głównymi były Mercedesy Klasy A, a ich posiadaczami zostali Fręch i Majchrzak, który nie powtórzy tamtego sukcesu.

– Z roku na rok Narodowe Mistrzostwa Polski mają coraz większy rozmach i oprawę, a atrakcyjne nagrody sprawiają, że startuje w nich niemal cała krajowa czołówka. Bardzo lubię w nich grać, ale niestety tym razem miałem pecha, bo podczas wczorajszego meczu drugiej rundy coś sobie zrobiłem z nogą. Nie wiem jeszcze dokładnie co się stało, musze zrobić badania, ale nie byłem w stanie wyjść dzisiaj na kort. To mijałoby się z celem, bo nie byłbym w stanie zagrać przyzwoitego tenisa, a i mógłbym pogłębić sobie problem – powiedział Majchrzak (Centralny Klub Tenisowy Grodzisk Mazowiecki).

– Szkoda, bo wolałbym zostać pokonany na korcie niż przed wyjściem do gry przez kontuzję, której się nabawiłem. W tym roku turniej wydawał się wyjątkowo mocny. Chłopaki są w gazie, do tego dołączyli juniorzy, którzy zrobili duży postęp przez ostatni rok. Myślę, że rozstrzygnięcie tego turnieju może być bardzo ciekawe, ale poziom będzie rósł z meczu na mecz. Ja niestety nie biorę w nim udziału, ale będę obserwować to, co się będzie dalej działo. Gdybym miał wskazać faworyta, to postawiłbym na Kacpra, ale nie jest to 100-procentowy pewniak. Do tej pory wszyscy czaili się na mnie, a teraz będą czaić się na Kacpra i Daniela. Z meczu na mecz będzie im coraz trudniej – dodał po tym, jak oddał walkowerem mecz Marcelowi Zielińskiemu.

W środę Kamil kibicował z trybun swojemu przyjacielowi i koledze klubowemu Janowi Zielińskiemu, który sprawił niespodziankę eliminując 3:6, 6:2, 6:4 innego zawodnika CKT Grodzisk Maz. – Maksa Kaśnikowskiego, rozstawionego z numerem 10.


– Jestem kompletnie zniszczony fizycznie i nie wiem, jak jutro wstanę w z łóżka. Ale najważniejsze, że wynik się zgadza, więc reszta mnie nie interesuje. Wszyscy się dobrze znamy, szczególnie ci najlepsi, jesteśmy też w kontakcie w klubie, często spotykamy się na różnych turniejach, więc znamy swoje słabości. Dlatego to był mecz rozgrywany głównie w głowie. Oczywiście mieliśmy okazję grywać z Maksem, ale jednak rzadko rywalizuję w grze pojedynczej, choć wszyscy wiedzą, że potrafię grać singla. Dziś zaskoczyłem Maksa wytrzymałością z końca kortu i tym, że przebijałem więcej piłek niż wszyscy by się spodziewali. Ja też w sumie byłem tym zaskoczony – powiedział Zieliński, zajmujący obecnie 52. miejsce na świecie w deblowym rankingu ATP.

– Dzisiaj graliśmy prawie same długie wymiany, długo walczyliśmy o każdy punkt. Dlatego w końcówce trochę nie wytrzymywałem fizycznie, ale wygrałem, więc jestem szczęśliwy. No i chyba kibicom się podobało, bo mecz był jednak bardzo zacięty. No i wreszcie dopisała pogoda, choć chwilami słońce grzało naprawdę solidnie. Dziś nie było tak jak w poprzednich dniach, kiedy było dość deszczowo. Musieliśmy się przyzwyczaić do tych warunków – dodał. 

W czwartkowym ćwierćfinale rywalem Zielińskiego będzie inny tenisista LOTOS PZT Team, rozstawiony z numerem trzecim, Kacper Żuk (CKT Grodzisk Maz.). Ubiegłoroczny finalista i mistrz kraju sprzed dwóch lat pokonał w środę Alberta Chudego (nr 15.) 6:1, 6:2.

Kacper Żuk.
Kacper Żuk.

– Po wycofaniu się z mistrzostw Kamila trochę otworzyła mi się drabinka, bo mogliśmy na siebie tym razem trafić już w półfinale. Wiadomo, że to nic nie znaczy, bo muszę tutaj wygrywać dalej mecze, a to nie będzie łatwe. Widać, że co roku poziom gry krajowej czołówki jest coraz wyższy, więc trudniej jest o zwycięstwa. Ale przynajmniej na papierze jestem w tej chwili najwyżej notowanym zawodnikiem w górnej połówce drabinki i mam nadzieję to wykorzystać – powiedział Żuk.

Zwycięzca meczu Żuk-Zieliński w półfinale spotka się Marcelem Zielińskim lub Michałem Mikułą (nr 9.), który w środę wyeliminował Szymona Kielana (nr 5.) 6:4, 6:3.

– Jest powtórzony wynik z zeszłego roku, czyli ćwierćfinał, więc jestem zadowolony. Teoretycznie grałem z wyżej rozstawionym kolegą, więc powinienem przegrać, bo to on był faworytem. Ale dobrze mi się grało, dużo lepiej niż we wtorek, bo wtedy kort był mokry i ciężki po deszczu. Bardziej zmęczyły mnie właśnie opady i długie czekanie na mecz. Dzisiaj nie jest dla mnie za gorąco, raczej w sam raz. Jestem zadowolony z awansu, ale oczywiście liczę na wygranie kolejnego meczu i dojście co najmniej do półfinału – powiedział Mikuła.

W dolnej połówce męskiej drabinki do 1/4 finału w komplecie dotarli zawodniczy rozstawieni z numerami w przedziale 1-8.  Ciekawie zapowiada się czwartkowy pojedynek turniejowej „dwójki”, czyli Daniela Michalskiego (LOTOS PZT Team/WKT Mera Warszawa) z „piątką” Pawłem Ciasiem (KT Kubala Ustroń).

Michalski, uznawany za jednego z najpoważniejszych kandydatów do tytułu, w trzeciej rundzie szybko uporał się z Alanem Bojarskim (13.) 6:1, 6:0. Natomiast Ciaś awansował po wygranej z Przemysławem Michockim (AZS Poznań, 11.) 7:6 (7-3), 7:5.

Bez straty seta przeszedł 1/8 finału także rozstawiony z numerem ósmym Maciej Rajski (BKT Advantage Bielsko-Biała), pokonując Sebastiana Brzezińskiego (12.) 6:1, 6:2.

– Pierwszy set, mimo wyniku 6:1, był bardzo wyrównany, była gra na równowagi i przewagi. Przy 2:0 nie utrzymałem serwisu, to był błąd, bo mogłem już odskoczyć, wyrobić sobie przewagę, ale niestety serwowałem słabo i potem zaczynały się męczarnie oraz długie wymiany. Na szczęście to ja częściej trafiałem kort, dzięki czemu rozstrzygnąłem mecz na swoją korzyść. Widziałem, że on kierował więcej piłek na moją stronę forhendową i starał się omijać mój bekhend, ale ostatecznie nie przyniosło to większego efektu – powiedział Rajski.

O półfinał Maciej zagra w czwartek z Felipem Peliwo (AZS Łódź), rozstawionym z numerem czwartym. Peliwo wygrał w trzeciej rundzie z Mateuszem Terczyńskim (14.) 6:3, 6:4.

Sponsorem tytularnym LOTOS PZT Polish Tour jest Grupa LOTOS. Grupa LOTOS pozostaje również sponsorem strategicznym Polskiego Związku Tenisowego.

Tomasz Dobiecki

Udostępnij:

Facebook
Twitter

Podobne wiadomości