Dominika Cibulkova. Do tańca i do różańca

Dominika Cibulkova to m. in. finalistka wielkoszlemowego Australian Open 2014 w grze pojedynczej, zwyciężczyni BNP Paribas WTA Finals Singapore 2016. Fot. www.depositphotos.com

Jeżeli szukacie dziewczyny w świecie tenisa, o której można rzec, że jest i do tańca i do różańca, to nie ma lepszej opcji niż Słowaczka Dominika Cibulkova – pisze, o słowackiej tenisistce, finalistce wielkoszlemowego Australian Open 2014 w grze pojedynczej, zwyciężczyni BNP Paribas WTA Finals Singapur 2016, Tomasz Lorek.

Było słoneczne przedpołudnie, Wimbledon, rok 2024, kort nr 18. Ten sam, na którym najdłuższy mecz w historii Wimbledonu (11 godzin i 5 minut) rozegrali John Robert Isner i Nicolas Mahut. Domczia (zdrobnienie imienia od Dominika) Cibulkova szykowała się do meczu w finale miksta legend u boku Australijczyka Marka Woodforde’a. Mój syn Mikołaj nieśmiało, acz kulturalnie poprosił o zdjęcie ze Słowaczką. A Dominika, która na kort przybyła ze swoim mężem Michalem Navarą i 4-letnim synkiem Jakubem, przystanęła przy Mikołaju i zapozowała do zdjęcia. Oczywiście nie omieszkała zapytać ile lat ma Mikołaj, czy gra w tenisa i czy jest szczęśliwy na kortach przy Somerset Road… Kiedy sama zostajesz mamą, w naturalny sposób przyswajasz wiedzę i delikatność, aby zrozumieć świat dziecka…

Bukowej Ostoi Nakielno (koło Wałcza) to wyjątkowe święto smakuje świeżym powietrzem i urzekającą przyrodą niosącą ulgę nawet w tak upalny dzień. Powinniście się o tym przekonać osobiście: https://bukowa-ostoja-nakielno.pl/

Pamiętam czasy kiedy Dominika potrafiła dla dwóch dziennikarzy przybyć o 2.45 w nocy do salki na kortach w Melbourne. Na stopach miała klapki-japonki jakby za chwilę planowała wyruszyć na plażę w Sandringham. Cała zapłakana, bo źle potraktował ją jej ówczesny chłopak Gael Monfils. Andrej Bucko, mój słowacki kolega, świetny reporter piszący o hokeju na lodzie i tenisie, zaoferował swoje ramię, aby Dominika mogła się wypłakać. Rzadko spotykana scena, kiedy czołowa tenisistka globu roni łzy i szlocha na ramieniu reportera z Bratysławy w środku nocy w Melbourne Park…

Podczas US Open w Nowym Jorku w 2016 roku. Fot. www.depositphotos.com
Podczas US Open w Nowym Jorku w 2016 roku. Fot. www.depositphotos.com

Cibulkova ma też inne, słoneczne oblicze. Lubi się chichotać, emanuje wulkaniczną energią. Nie stroni od żartów, czerpie z życia garściami. Tańczy jak szalona, a w trakcie wywiadu nie przerywając gadulstwa prezentuje figurę, której nie powstydziłaby się mistrzyni świata w łyżwiarstwie figurowym. Jest na tyle swobodna w wyrażaniu emocji, że w trakcie rozmowy potrafi zdjąć wierzchnie okrycie, przeczesać włosy, pomachać dłońmi w taki sposób, aby twój wzrok utkwił w jej ekstrawagancko pomalowanych paznokciach. Słowem, kobieta pełną gębą, w której drzemie mała dziewczynka, a zarazem brzdąc nie potrafiący stronić od dzikiej, nieskrępowanej radości…

14 czerwca 2020 roku Dominika zrozumiała, że jej życie już na szczęście nigdy nie będzie takie samo, bo przyszedł na świat jej synek Jakub. Dumny tata Michal ocierał łzy na widok potomka.

Kiedy mierzysz 160 centymetrów mało kto sugeruje ci, abyś została tenisistką. „Od urodzenia byłam pełna energii. Nie chowałam się za linią końcową, tylko byłam agresywna na korcie, aby zadręczyć swoją przeciwniczkę. Nie czekałam na błędy rywalki. Nigdy nie postrzegałam siebie jako najniższego drzewa w lesie pełnym sekwoi! Wygrałam 450 pojedynków w karierze, więc nie byłam taka niewinna i bojaźliwa jak sugerowałby mój wzrost. Forhend wzdłuż linii był moim popisowym zagraniem, którym otwierałam sobie kort, ale mój trener Matej Liptak powtarzał mi często: Domczia, opuść strefę komfortu i zagraj bekhend wzdłuż linii. Nie lubię dreptać w miejscu, więc się nauczyłam!” – Cibulkovej nie sposób nie zauważyć kiedy opowiada o czymkolwiek.

Zdobyła 8 tytułów w singlu. 20 marca 2017 roku była czwartą rakietą świata. Pokonała Angelique Kerber podczas WTA Finals w Singapurze w 2016 roku. Zagrała w finale Australian Open 2014. Dotarła do półfinału Roland Garros 2009. Osiągnęła ćwierćfinał Wimbledonu (2011, 2016, 2018) i US Open 2010.

Cibulkova projektuje odzież (marka Baby J na cześć syna Jakuba), opiekuje się młodszą siostrą Jakuba – Niną. W 2008 roku otworzyła akademię tenisową, w której rzemiosła uczyły się Elena Rybakina i Kristina Kucova. Namówiła męża, aby otworzył sieć kawiarni – Vespa Cafeteria w Bratysławie. Sama reklamuje luksusowe towary. Ma w sobie czar i talent aktorski.

Dominika Cibulkova z synem Jakubem i córką Niną. Fot. Media społecznościowe D. Cibulkova
Dominika Cibulkova z synem Jakubem i córką Niną. Fot. Media społecznościowe D. Cibulkova

A kiedy stacje telewizyjne z USA i Wielkiej Brytanii złożyły jej ofertę pracy jako ekspert, co wiązałoby się z wyprowadzką ze Słowacji, odrzuciła ofertę. „Na Słowacji jest mój dom, tu mieszka moja familia. Nigdzie na świecie nie czułabym się tak swobodnie jak w mojej ojczyźnie”. Ot, mądra kobieta znająca swoją wartość i czująca naturalne środowisko, w którym może oddychać…

Domczia (zdrobnienie imienia), będziemy rozmawiać po angielsku, choć wolałbym po słowacku, ale jeżeli założymy, że będziemy konwersować w twoim ojczystym narzeczu, to rozboli mnie brzuch ze śmiechu, bo to piękna mowa – doprawdy brzmi niczym język dzieci, a na dodatek…

– Na dodatek boisz się, że do wieczora nie skończymy rozmowy aż zapadnie zmrok na kortach Wimbledonu! – śmieje się Słowaczka.

Święte słowa. To absolutna przyjemność widzieć cię na trawiastych kortach. Rozkwitałaś i byłaś promykiem radości jako tenisistka i również wyglądasz kwitnąca jako mama. Zawsze uśmiechnięta. Kiedy grałaś w tourze, uchodziłaś za najbardziej wesołą, skorą do kawałów i dowcipów dziewczynę. Nic się nie zmieniłaś jako mama…

– O mój Boże! Stokrotne dzięki, że tak mnie odbierają w Polsce. Któż z nas nie jest łasy na pochlebstwa, nieprawdaż? Jestem szczęściarą, że mogę wrócić na Wimbledon w roli mamy i byłej tenisistki. To jedyny czas na przestrzeni roku kalendarzowego kiedy mogę na chwilkę chwycić za rakietę i wyjść na kort, aby trochę poodbijać… Jestem piekielnie uradowana, że Londyn nie może beze mnie wytrzymać i otrzymałam zaproszenie do turnieju legend. Ucieszyłam się, gdy zobaczyłam znajome twarze tenisistek i tenisistów. Kiedy rozlosowano grupy i patrzyliśmy z niecierpliwością kto z nas trafi do grupy A, a kto do grupy B, pomyślałam sobie: Domczia, do jasnej cholery, czyżby wskazówki zegara czasami nie cofnęły się o 8 lat i nie bierzesz udziału w profesjonalnym turnieju? To przemiłe uczucie kiedy powracasz na kort i czujesz się wewnętrznie spokojna, bo świat o tobie nie zapomniał.

Pamiętam frajdę jaką miałaś w 2023 roku na korcie nr 18 kiedy przyleciałaś do Anglii z mężem i swoim uroczym brzdącem. Legendarny Australijczyk Mark Woodforde, twój partner w finale miksta legend, pomagał wejść twojemu synowi na trawę po piłce meczowej, pamiętasz?

– Jasne. W 2024 roku grałam na Wimbledonie w turnieju legend z Markiem Woodfordem. To było bardzo miłe doświadczenie. Wiesz co ci powiem? Grając z Markiem zrozumiałam, że ja powinnam grać jak najczęściej w debla, bo…

Masz czutkę i finezję, aby wciąż czarować na półkorcie?

– Tak. Nigdy wcześniej nie brałam udziału w takim turnieju, więc doświadczyłam na własnej skórze jakie to kapitalne uczucie grać w miksta czy w debla w turnieju legend na Wimbledonie. Spodobało mi się, dlatego aż mnie roznosi energia przed pierwszym meczem… Znów poczułam ogień rywalizacji!

Kiedy spoglądasz na równie finezyjną dziewczynę, dziś legendę tenisa, która gra w turnieju legend z twoją rodaczką, urodzoną w Pieszczanach Magdaleną Rybarikovą, to przywołujesz wspomnienia z meczów z Agnieszką Radwańską?

– Rany boskie… Sądzę, że z Agą Radwańską rozegrałyśmy jedne z najbardziej zaciętych pojedynków w tourze.

- Sądzę, że z Agą Radwańską rozegrałyśmy jedne z najbardziej zaciętych pojedynków w tourze - mówi Dominika Cibulkova. Fot. www.depositphotos.com
– Sądzę, że z Agą Radwańską rozegrałyśmy jedne z najbardziej zaciętych pojedynków w tourze – mówi Dominika Cibulkova. Fot. www.depositphotos.com

To były prawdziwe batalie i bitwy na noże, Dominiko…

– Otóż to. Użyłeś właściwego słowa. To były prawdziwe bitwy. Dla mnie mecze z Agnieszką były jak rozpętanie wojny. Obie byłyśmy wojowniczkami. Kiedy teraz przechadzam się po wimbledońskich alejkach, to zawsze przystanę na kilka minut przy korcie nr 3. To co na nim wyczyniałyśmy z Agnieszką przechodzi ludzkie pojęcie. Był to jeden z najbardziej zaciętych pojedynków jakie rozegrałam w całej karierze. IV runda, Wimbledon 2016.

Tak. Pierwszy set dla Ciebie: 6-3, drugi dla Agnieszki: 7-5, trzeci dla Ciebie: 9-7.

– To prawda. Jak przekraczasz bramy kortów, to te wszystkie najsilniejsze emocje wracają niczym bumerang. To sprawia, że czuję się cudownie. Uważam, że to spory rodzaj błogosławieństwa, że w wieku 36 lat, bo tyle teraz mam lat, moje życie tak się ułożyło, że nie ma lepszego patentu na szczęście niż to czego tu doświadczam. Nigdy nie sądziłam, że będę tak spełniona i szczęśliwa dzięki temu, że zawodowo uprawiałam sport. Zgrzeszyłabym, gdybym zaczęła zrzędzić i narzekać. Dostałam od życia zbyt wiele dobrego, aby marudzić.

Zagrałaś w finale Australian Open przeciwko Chince Li Na w 2014 roku. Wygrałaś finały WTA w 2016 roku w Singapurze. Który moment w Twojej zawodowej karierze zapadł ci w pamięci jako ten najpiękniejszy?

– Paradoksalnie, nie przechowuję na moim twardym dysku w głowie jedynie zwycięstw. Najbardziej fascynuje mnie droga do celu. To co przeżyłam i ten rodzaj emocji jaki doprowadził mnie do miejsca, w którym jestem – w tym tkwi cały niezwykły czar. Bardzo dobrze pamiętam i nie wyrzucam z pamięci momentów kiedy było naprawdę bardzo ciężko i trudno było pozbierać myśli. Daj mi chwilkę… Niech pomyślę. Niesamowitym pojedynkiem był półfinał, w którym pokonałam Agnieszkę Radwańską podczas Australian Open.

Ach, słynna bitwa na Rod Laver Arena w Melbourne Park w 2014 roku!

– Zgadza się. To była batalia w Melbourne Park. Do dziś czuję gęsią skórkę na samo wspomnienie o tamtym meczu. Pamiętam jak dostawałam gęsiej skórki stojąc w tunelu prowadzącym na kort centralny w Melbourne… Nie mogłam opanować dzikiej radości po zwycięstwie nad Agnieszką. Wtedy wszystko we mnie eksplodowało, chciałam wyrzucić komplet toksyn i najdzikszych emocji jakie wówczas odczuwałam, a radość była namiętna, bo to był mój pierwszy i jak się później okazało ostatni awans do finału Wielkiego Szlema! Ja zawsze byłam kipiącą od emocji tenisistką. Nie mogłabym wyjść na kort ot, tak zupełnie na chłodno nie przeżywając rywalizacji. Taka już jestem.

Pamiętam, że gdy byłaś brzdącem i małą dziewczynką, próbowałaś swoich sił, aby zostać profesjonalną łyżwiarką. Co się stało, że nie zostałaś królową lodowej tafli?

– Chcesz znać najprawdziwszą prawdę dlaczego nie uprawiałam zawodowo łyżwiarstwa figurowego?

Dominika Cibulkova prywatnie. Fot. Media społecznościowe D. Cibulkova
Dominika Cibulkova prywatnie. Fot. Media społecznościowe D. Cibulkova

Podejrzewam, że nie lubisz wstawać o brzasku…

– Święte słowa. Trafiłeś. Uwielbiam wylegiwać się w łóżku. Wstawać bladym świtem, aby trenować jazdę na łyżwach? O, nie, to zdecydowanie nie jest zajęcie dla mnie!

Są lepsze rzeczy, które można robić o piątej rano w łóżku.

– Racja (śmiech Dominiki). Pamiętam moment kiedy otrzymałam polecenie od trenerki, że mam wstać o piątej rano. Nie lubię zrywać się na równe nogi tak wcześnie rano.

Ten blady świt dopadał cię w znanym słowackim uzdrowisku – Pieszczanach czy w rodzinnej Bratysławie?

– W Bratysławie. Zadzwonił budzik. Mama do mnie mówi: Domczia, wstajemy na łyżwy, wybiła piąta na zegarze! A ja zerknęłam na budzik, spojrzałam za okno i przecząco zaczęłam kiwać głową: nie ruszam się z ciepłego łóżeczka. Tak, więc to szczera prawda – mogłam zostać łyżwiarką figurową (tu Dominika wykonuje taneczny gest i zastyga na chwilę jak profesjonalna łyżwiarka), lecz zostałam tenisistką i bardzo dobrze czuję się w tym wcieleniu (śmiech Słowaczki).

Iga Natalia Świątek nigdy nie przepadała za nawierzchnią trawiastą, ale wygląda na to, że powoli rozkochuje się w londyńskiej trawie. Jak oceniasz progres Polki na Wimbledonie?

– Uważam, że Iga Świątek z roku na rok będzie coraz lepsza. Kort trawiasty jest bardzo specyficzną materią. Bazując na moim doświadczeniu mogę powiedzieć, że każdy musi opracować swój bardzo osobisty sposób na to, aby zakochać się w trawie i dobrze czuć się na tej nawierzchni. My, Słowacy czy Polacy nie dorastaliśmy i nie dojrzewaliśmy na kortach trawiastych. Przyznaję się bez bicia, że po raz pierwszy na własne oczy zobaczyłam kort trawiasty kiedy przyjechałam na Wimbledon jako juniorka. Nie miałam zielonego pojęcia jak ta słynna trawa wygląda, jak się na takim korcie poruszać i jakie to uczucie biegać po trawiastym korcie. Dla mnie to było odkrycie na miarę małej dziewczynki – musiałam nauczyć się grać na tej trudnej i nieodgadnionej nawierzchni. Obmyślałam sposoby jak zakochać się w grze na trawie. A jak już się nauczysz grać na trawie i ją polubisz, to zrozumiesz, że to najlepsza nawierzchnia do gry. I myślę, że za parę lat Iga Świątek powie ci to prosto w oczy: tak, zakochałam się w trawie. Co więcej, jestem pewna, że któregoś pięknego dnia Iga wygra Wimbledon.

Domczia, odbieram twoje słowa dotyczące Igi jako proroctwo (spełniło się, bo Iga Świątek triumfowała w The Championships Wimbledon 2025 – przyp. red.). Na zakończenie rozmowy proponuję, abyśmy zawarli układ: jeżeli wygrasz turniej legend w deblu, to zaśpiewamy wspólnie znaną ludową pieśń słowacką?

– Zgoda. Którą?

Zaraz, jak to leci? Niedaleko od Trencina, byva pekna Katerina. Czierne oczy ma, to musi byt ma mila. (tłum. nieopodal Trenczyna mieszka piękna Katarzyna, czarne oczy ma, to musi być moja ukochana)

– Super. Każde słowackie dziecko zna tą piosenkę. A, poczekaj, może nie jestem tak utalentowana wokalnie, aby zaśpiewać publicznie… (chwila namysłu Dominiki). Dobra, śpiewamy!

Tomasz Lorek
Fot. www.depositphotos.com

Udostępnij:

Facebook
Twitter

Podobne wiadomości

ITF W15 Radom zakończy tegoroczną edycję LOTTO PZT Polish Tour. Turniej główny na kortach Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji potrwa od 8 do 13 września. -To …

Aleksandra Zapława (Gdańska Akademia Tenisowa) wygrała w deblu turniej rangi ITF J60 w łotewskiej Lipawie. 16-letnia stypendystka programu Młode Talenty BNP Paribas odniosła czwarte …

Kamil Majchrzak (WKT Mera Warszawa), Maks Kaśnikowski (Tenis Kozerki), Jan Zieliński (Tenis Kozerki), Karol Drzewiecki (WKS Grunwald Poznań) i Jan Sadzik (KT Błonia …

Rozgrywany na twardych kortach USTA Billie Jean King National Tennis Center w Nowym Jorku ostatni w sezonie 2026 turniej wielkoszlemowy – US Open – powoli …