Christian Lainer – Austriak, który zrozumiał Polskę

Kocha sport. Ci, którzy lepiej znają Christiana Lainera doskonale wiedzą, że bez aktywności fizycznej nie wyobraża sobie życia. Austriak z krwi i kości, urodzony w wiosce niedaleko znanej alpejskiej miejscowości Schladming; Europejczyk swobodnie mówiący kilkoma językami, obywatel świata, wiceprezydent na Europę spółki eg+ Worldwide. I – jak sam podkreśla – szczęśliwy mąż Esther, która dzieli jego sportową, a, przede wszystkim, tenisową pasję, i ojciec trzech synów – Bruna, Gregora oraz Roberta.

W życiu każdego z nas jest kilka dat, które są momentami przełomowymi, determinującymi kolejne wydarzenia: na przykład małżeństwo, narodziny dzieci, pierwsza praca… W głowie Christiana Lainera zapadł w pamięci jeszcze jeden ważny dzień – 15 listopada 2001 roku.

– W tym roku minie 20 lat, kiedy przyjechałem do Polski. Dwie dekady spędzone nad Wisłą naznaczyły mnie na zawsze, choć wcześniej pracowałem i mieszkałem w różnych częściach Europy – mówi nienaganną polszczyzną Christian Lainer. – Czuję się tutaj bardzo dobrze, spotkałem świetnych ludzi. Lubię swoją pracę, w której się realizuję. Mam wokół siebie mnóstwo młodych ludzi, od których czerpię energię, choć mnie samemu wciąż jej nie brakuje – uśmiecha się. I dodaje, że energia, która pozwala mu cieszyć się życiem to również, a może przede wszystkim, wynik jego sportowych pasji. Po chwili je wylicza: – Piłka nożna, narty, tenis, żeglarstwo…

Kilka lat temu decyzją zarządu Stowarzyszenia TKKF Wars na warszawskiej Sadybie Christian Lainer został jego prezesem, gdzie odbywają się m.in. turnieje w stylu retro.

Prowadź przyzwoite życie

Wszystko co osiągnął Christian Lainer zawdzięcza ciężkiej pracy (pierwsze pieniądze zarobił na budowie w wieku 16 lat), ale także pozytywnemu podejściu do życia. Uśmiech na jego twarzy gości prawie cały czas. Ma kilka zasad, którymi się kieruje, a jego motto brzmi: Prowadź przyzwoite życie.

– Dzieciństwo spędziłem w alpejskiej wiosce w pobliżu Schladming w Austrii. Z nartami miałem do czynienia od najmłodszych lat, to było nieuniknione. Jednak dla mnie, jak dla prawie każdego młodego chłopca, futbol liczył się najbardziej. Z czasem, szczególnie podczas letnich wakacji, zacząłem także grać w tenisa. Byłem samoukiem, ale miałem smykałkę do każdego sportu – wspomina wiceprezydent Lainer.

W czasach szkolnych młody chłopak skupił się głównie na piłce nożnej – był bramkarzem. Talent i praca spowodowały, że miał nawet ofertę, żeby zostać trzecim golkiperem w znanym austriackim klubie Sturm Graz. Nie zdecydował się na sportową karierę, wybrał naukę i to ze świetnym rezultatem. Ukończył studia związane z marketingiem i reklamą, piął się w szczeblach kariery zawodowej a z czasem został szefem regionu w firmie reklamowej w Wiedniu. Szefostwo doceniło jego osiągnięcia i obejmował kolejne dyrektorskie stanowiska, trafiając na Węgry, do Rumunii i w końcu do Polski.

Europejska rodzina

– Od 20 lat mieszkam w Polsce, choć, naturalnie, początki nie były łatwe. Nowy kraj, nowi ludzie, inna kultura – mówi Christian Lainer. – Żonę z trójką synów sprowadziłem kilka miesięcy później.

Zapytany od czego zaczął pobyt w Warszawie odpowiada: – Żeby poznać kraj, w którym się żyje i mentalność jego mieszkańców, trzeba umieć porozumiewać się w rodzimym języku. To był mój priorytet. Miałem doskonałego nauczyciela Krzysztofa, który prowadził lekcje pięć razy w tygodniu.

Po kilku tygodniach powiedział swojej asystentce (– Wtedy jeszcze kadra zarządzająca miała asystentki – dopowiada ze śmiechem), żeby rozmawiano z nim nie po angielsku, ale w języku polskim. Na początku szło jak po grudzie, ale efekt końcowy jest niezwykły. – Ja czasem nie tylko już przeklinam po polsku – śmieje się Christian – ale zdarza mi się złapać samego siebie, że myślę jak Polak.

Z żoną Esther.

Po chwili jednak dopowiada: – Nad Wisłą czuję się bardzo, bardzo dobrze. Jak przejdę na emeryturę – ale do nie jej jest jeszcze kawał czasu – zaznacza ze śmiechem – to będę dzielił swój czas między rodzinną Austrią a Polską – deklaruje Lainer.

W życiu bardzo sobie ceni uczciwość. Jak sam mówi – stresują go niepunktualni ludzie. W duchu szczerości i uczciwości starał się też wychowywać swoich synów.

Najstarszy Bruno to naukowiec, robi doktorat w uniwersytecie w Strasbourgu we Francji. Z kolei Gregor studiuje obecnie w Stanach Zjednoczonych na uczelni w Nebrasce. Najmłodszy Robert to muzyk po maturze i jak mówi jego ojciec: – Chłopak z kraju Mozarta i Straussów, który umie zagrać Chopina.

– To, co łączy moich synów, to umiejętności i dryg do języków obcych: angielskim posługują się płynnie, a niemiecki i polski są ich naturalnymi językami. To wartość, która w życiu bardzo się im przyda – dodaje Lainer senior.

Wiceprezydent międzynarodowej grupy i prezes TKKF Wars

Od trzech lat pełni w Warszawie najważniejsze stanowisko w strukturach eg+ Worldwide – jest jej wiceprezydentem.

Spółka jest marką światową, bezpośrednio obsługującą klientów z Europy, Afryki i Bliskiego Wschodu, czasem globalnie. Firma zajmuje się adaptacją-transkrypcją reklam (prasa, TV itp.) na rynki lokalne. Obecnie zatrudnia około 150 osób, ale planowane jest, że w tym roku dołączy kolejne 30.

Christian Lainer od trzech lat pełni w Warszawie najważniejsze stanowisko w strukturach eg+ Worldwide – jest jej wiceprezydentem.

– Praca pochłania mnóstwo czasu, ale bez aktywności fizycznej nie wyobrażam sobie życia – mówi Christian Lainer. – Dwa razy w tygodniu gram w tenisa, trenuję także piłkę nożną, a latem żegluję.

Kilka lat temu decyzją zarządu Stowarzyszenia TKKF Wars na warszawskiej Sadybie został jego prezesem. Za jego kadencji w ten pięknie położony obiekt udało się – głównie dzięki składkom członkowskim – zainwestować spore środki i obecnie są tam bardzo dobre warunki do treningów i gry.

– Lubię rywalizację, tak więc nie stronię od turniejów amatorskich. Brałem udział w rozgrywkach o Grand Prix Warszawy Tenis Net, uczestniczę w sparingach – mówi Lainer. Jest tenisowym samoukiem, grającym jednoręczny bekhend. W swoim życiu miał dłuższy rozbrat z rakietą, ale wrócił na kort, gdy obowiązki służbowe rzuciły go na pewien czas do Budapesztu.

Udało mu się zachęcić najbliższych do uprawiania tenisa. – Żona jest nawet częściej ode mnie na korcie. Chłopaki również grają, a Gregor otrzymał w USA stypendium sportowe i reprezentuje swoją uczelnię w rozgrywkach – zaznacza Lainer senior, który zachęca władze Polskiego Związku Tenisowego, by brały przykład z austriackiej federacji, gdzie 400 tysięcy osób uprawia biały sport, 185 tys. jest zrzeszonych w klubach, a aż 70 tys. rywalizuje w ligach regionalnych.

– Uważam, że Polska ma jeszcze większy potencjał do uprawiania tenisa amatorskiego nie tylko ze względu na większą liczbę mieszkańców, ale również na ostatnie sukcesy Igi Świątek, którą poznałem wraz z jej tatą na kortach klubu Warszawianka – tłumaczy wiceprezydent eg+ Worldwide.

Na koniec rozmowy wspomina o jeszcze jednej swojej pasji: żeglarstwie. – Mam patent sternika i latem cieszę się, że mogę wyrywać się na łódkę z kolegami. Co roku spotkamy się na żaglach w okresie Bożego Ciała. W naszej załodze są m. in. szef firmy MAN, czy były prezes koncernu Bayer. I wcale nie żeglujemy w jakiś egzotycznych miejscach. Najpiękniejsze są mazurskie jeziora, gdzie spędzamy kilka dni. A ja, oprócz fachu sternika, od czasu do czasu zajmuję się kuchnią, ale jedyna rzecz, którą dobrze pitraszę, to jajecznica na boczku – śmieje się Christian Lainer.

Udostępnij:

Facebook
Twitter

Podobne wiadomości

Hubert Hurkacz w IV rundzie French Open!

Hubert Hurkacz odniósł kolejne ważne zwycięstwo w swojej karierze. W III rundzie tegorocznych zmagań w paryskim wielkoszlemowym Roland Garros reprezentant Polski pokonał Davida Goffina 7:5,